Jarosław Kosmatka

Znany lekarz zatrzymany. Brał łapówki za zwolnienia?

Znany lekarz zatrzymany. Brał łapówki za zwolnienia? Fot. pixabay.com
Jarosław Kosmatka

Według policji zatrzymany internista za jedno zwolnienie brał od 10 do 50 zł. Prokuratura ma dowody na 57 czynów korupcyjnych lekarza. Grozi mu do 12 lat więzienia

Lekarz z Opoczna wiedział, że policjanci są na jego tropie. W minionym tygodniu mundurowi przeszukali m.in. pomieszczenia przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, w której medyk pracował i zabezpieczyli dokumentację. Choć internisty nie było wtedy w przychodni, to bardzo szybko współpracownicy przekazali mu, co się stało.

W piątek został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Opocznie. Tam usłyszał zarzuty dotyczące 57 zwolnień lekarskich wystawionych za łapówki. Nie odniósł się do zarzutów i odmówił składania zeznań.

- Z posiadanych informacji wynikało, że jeden z lekarzy pierwszego kontaktu w zamian za wystawianie zaświadczeń lekarskich w latach 2015 -2016 pobierał korzyści majątkowe w kwotach od 20 do 50 zł - mówi asp. sztab. Barbara Stępień z Komendy Powiatowej Policji w Opocznie.

Policjanci przesłuchali wielu świadków. - Dowody, jakie zebrali, były wystarczające, by zatrzymać nieuczciwego lekarza i przedstawić mu zarzuty korupcyjne. Śledztwo w tej sprawie prowadzi opoczyńska prokuratura - dodaje Barbara Stępień.

Z naszych informacji wynika, że zatrzymany lekarz miesięcznie w kilku miejscach zarabiał blisko 10 tys. zł. Był bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Miał ambicje polityczne.

Teraz prokurator zabronił mu wykonywania zawodu.

- Lekarz obecnie jest na urlopie. Nie dostaliśmy jeszcze informacji z prokuratury. Jeśli ma zakaz wykonywania zawodu, to zostanie rozwiązana z nim umowa o pracę i to w trybie natychmiastowym - mówi Edyta Wcisło, zastępca dyrektora szpitala powiatowego w Opocznie.

Zatrzymany internista był bardzo lubiany przez pacjentów. - Można było z nim wszystko załatwić, a i pogadać się dało o różnych sprawach, nawet religii - mówi jedna z mieszkanek pow. opoczyńskiego.

Znany lekarz zatrzymany. Brał łapówki za zwolnienia?

ZUS sprawdzi wystawiane zwolnienia

Teraz z pewnością także Zakład Ubezpieczeń Społecznych skontroluje zasadność zwolnień, które wystawiał zatrzymany lekarz.

Takie sytuacje nie należą do wyjątków. W pierwszym półroczu 2017 r. pracownicy ZUS wzięli pod lupę 10 tys. zwolnień. Sprawdzili, czy zostały prawidłowo wystawione, czy ich wystawienie było zasadne. Prawie w 7 proc. przypadków zwolnienia zostały skrócone, gdyż urzędnicy uznali, że chory wcześniej wyzdrowiał. ZUS zaoszczędził na tym 190 tys. zł.

Urzędnicy sprawdzali także, co chory robi na zwolnieniu i czy na pewno wykorzystuje wolne do wyleczenia się. Zbadali to w 7,6 tys. przypadków. Większość osób, które były na zwolnieniu, tak zrobiło, ale niemal 4 proc. skontrolowanych wcale się nie leczyło, tylko inaczej spędzało ten czas. ZUS nakazał im zwrócić 257 tys. zł.

Chorzy stracili też 185 tys. zł, gdyż za późno dostarczyli zwolnienie lekarskie pracodawcy. Termin wynosi siedem dni, jeśli się go przekroczy, to zasiłek chorobowy jest obniżany o 25 proc.

To jeszcze nie koniec, urzędnicy tłumaczą, że przepisy nakazują im obniżenie tzw. podstawy wymiaru zasiłku chorobowego, gdy umowa o pracę chorego przestaje obowiązywać, a zwolnienie jeszcze trwa. Podstawa jest obniżana wówczas do wysokości przeciętnej pensji.

W ten sposób mieszkańcy naszego województwa stracili najwięcej, bo aż 8,1 mln zł. W sumie po wszystkich kontrolach do Funduszu Ubezpieczeń Chorobowych wróciło prawie 8,29 mln zł.

Jest chory, ale jedzie na wakacje

Osoby, które miały się leczyć, ale w tym czasie wyjechały np. na wakacje lub dorabiały w innym miejscu, wykazały się niezłą fantazją, tłumacząc się przed urzędnikami. - Jedna z kontrolowanych osób tłumaczyła, że w ogrodzeniu ma przycisk dzwonka zasilany baterią, która nie zawsze działa po opadach deszczu, a akurat padało dzień przed wizytą kontrolerów - mówi Monika Kiełczyńska, rzecznik regionalny ZUS w woj. łódzkim.

Kolejna osoba swoją nieobecność w domu tłumaczyła wizytą na cmentarzu. „Chory” miał udać się tam, by zamówić kwaterę, gdyż nie wierzył, że służba zdrowia zdoła go wyleczyć...

Urzędnicy śledzą także aktywność chorych na portalach społecznościowych, gdyż zdarza się, że teoretycznie ciężko chore osoby chwalą się aktualnymi zdjęciami z dalekich podróży. Swoich chorych pracowników śledzą też pracodawcy, którzy wynajmują detektywów i dokumentują nieprawidłowości. Tą dokumentacją następnie dzielą się z ZUS.

Współpraca: Alicja Zboińska

Jarosław Kosmatka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.