Zaginęło dwa tysiące dzieci

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Maciej Kałach

Zaginęło dwa tysiące dzieci

Maciej Kałach

Z około 6 tys. dzieci, które powinny zacząć szkołę, rodzice zgłosili tylko ok. 4 tys. A gdzie reszta? Setki maluchów nie trafiły do szkół, które wybrali ich rodzice. Winna ściślejsza rejonizacja.

Prawie 2 tysiące dzieci z rocznika 2010 rodzice z Łodzi „ukryli” przed obowiązkiem szkolnym w głównym etapie naboru do klas pierwszych podstawówek na rok szkolny 2017/2018. A przynajmniej tak wynika z danych, które magistrat przekazał Urszuli Niziołek-Janiak, radnej niezależnej.

Wynika z nich także, że rodzice ok. tysiąca łódzkich dzieci chcieli zapisać je do podstawówki poza obwodem miejsca ich zamieszkania. Setkom z nich się to nie udało - wskutek bardziej restrykcyjnej niż w poprzednich latach polityki magistratu dotyczącej przestrzegania rejonizacji szkół.

Główny etap naboru zakończył się miesiąc temu. Magistrat miał wiedzę o dokładnie 6157 dzieciach „z rocznika 2010 podlegających obowiązkowi szkolnemu” zameldowanych w obwodach wszystkich łódzkich szkół - jak czytamy w odpowiedzi, którą magistrat udzielił w zeszłym tygodniu na interpelację radnej. Jednak elektroniczny system naboru przydzielił do podstawówek tylko 4216 dzieci.

Zaginęło dwa tysiące dzieci
Grzegorz Gałasiński Luty 2016. Drzwi otwarte w SP nr 2. A w tym roku, zdaniem magistratu, szkoła miała za dużo chętnych

Co z „zaginionymi”? Jak usłyszeliśmy wczoraj w magistracie, są dwa możliwe wyjaśnienia, które zresztą mogą się ze sobą pokrywać. Dane, którymi dysponują urzędnicy, zdezaktualizowały się, zanim rozpoczęła się rekrutacja, ponieważ część rodzin wyemigrowała z Łodzi: za granicę miasta - na jego obrzeża - lub kraju. Część rodzin mogła też zapomnieć, że dziecko trzeba zgłosić do podstawówki (nawet jeśli chcemy, aby trafiło do szkoły rejonowej, i tak wymagane było zarejestrowanie malucha w systemie elektronicznej rekrutacji).

Jest już po głównym etapie naboru, jednak zapominalscy wciąż mogą zgłaszać dzieci do podstawówek - urzędnicy proszą, aby spóźnieni rodzice zrobili to jak najszybciej.

Ci, którzy w głównym etapie naboru dopełnili formalności, najczęściej wysyłali pociechy do podstawówki rejonowej (to ok. 3 tys. dzieci, szkoła przyjmuje chętnych ze swojego obwodu „z automatu”). Jednak rodzice ok. tysiąca przyszłych pierwszaków chcieli, aby zaczęły one edukację w szkole spoza ich obwodu (bo np. uważają, że ta w sąsiedztwie ma słabszy poziom albo kiepskie warunki lokalowe). Według zasad naboru, mogli wskazać do trzech takich placówek, ale prawie 300 maluchów nie przyjęła żadna z wytypowanych przez ich rodziców podstawówek spoza rejonu zamieszkania dziecka.

Takie odmowy trzeba łączyć z zapowiedzianym przez magistrat od tegorocznego naboru ściślejszym „pilnowaniem rejonizacji”.

- To trzeba stopniowo eliminować, że niektóre szkoły mają wypełnienie tylko w pięćdziesięciu procentach

- mówił przed rozpoczęciem naboru Tomasz Trela (SLD), wiceprezydent Łodzi, odpowiedzialny za miejską oświatę.

Według jego słów, z drugiej strony są podstawówki, którym dzieci „rejonowych” wystarczyłoby na „jedną, dwie albo trzy klasy”, ale dostawały zgodę na „czwartą, piątą, szóstą”. Trela zapowiadał, że w przyszłości takich zgód będzie mniej.

Zaginęło dwa tysiące dzieci
Grzegorz Gałasiński

I tak właśnie się stało. Efekt?

- „Mieliśmy już protest rodziców dzieci starających się o przyjęcie do SP2” - napisała radna Niziołek-Janiak w interpelacji do magistratu, wspomina również o pretensjach rodziców kandydatów nieprzyjętych do Szkoły Podstawowej nr 1.

Z danych magistratu wynika, że w obwodzie „jedynki” powinno mieszkać 29 rejonowych kandydatów, z których w głównym etapie rekrutacji rodzice zapisali do tej szkoły 21 dzieci. Drugie tyle zgłosili do SP nr 1 spoza obwodu (wymieniając „jedynkę” na pierwszym miejscu w swoim zgłoszeniu). Ale magistrat pozwolił tej szkole na utworzenie tylko jednej klasy pierwszej po wakacjach: przyjęci do niej zostali „obwodowi”, a wszystkie dzieci spoza rejonu zostały odesłane z kwitkiem. Ciekawie wyglądają też statystyki dla SP nr 2. Według danych pozyskanych przez magistrat, jej obwód powinno zamieszkiwać aż 86 kandydatów na pierwszaków. Ale zgłosiło się tylko 33 z nich. Z kolei spoza rejonu SP nr 2 napłynęło 31 zgłoszeń. Łącznie chęć nauki w tej podstawce zadeklarowali więc rodzice ponad 60 dzieci, co pozwoliłoby na stworzenie 3 klas pierwszych. Magistrat dał zgodę na dwie i szkoła musiała odrzucić większość ze zgłoszeń „pozarejonowych”.

Jak dotąd, magistrat nie informuje o potwierdzonych przypadkach fikcyjnego przemeldowania dziecka - aby zapewnić mu miejsce w wybranej podstawówce. Urzędnicy przypominają tylko, że jeśli ktoś wskazał w zgłoszeniu nieprawdziwy adres zamieszkania kandydata, może podlegać odpowiedzialności karnej.

Maciej Kałach

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.