Zabójczynie własnych dzieci. Co sprawia, że kobiety są w stanie zrobić coś takiego?

Czytaj dalej
Fot. Fot. Marzena Bugała
Maria Mazurek

Zabójczynie własnych dzieci. Co sprawia, że kobiety są w stanie zrobić coś takiego?

Maria Mazurek

Gdy Marta, kucając, rodziła swoje czwarte dziecko, pozostałe bawiły się na podwórku. Noworodka wsadziła do worka na śmieci, szczelnie zawiązała. I pewnie nie wyszło by to na jaw, gdyby sołtysa sądeckiej wsi nie zaniepokoił fetor rozkładających się zwłok. Nadia urodziła w toalecie przetwórni owoców, gdzie pracowała. Dziecko schowała do kosza na śmieci, udało się je uratować. Proces kobiety toczy się przed sądem. O motywach kobiet, które zabijają własne dzieci, rozmawiamy z dr. Maciejem Szaszkiewiczem, profilerem, psychologiem sądowym z Krakowa

Co siedzi w głowie zabójczyń własnych dzieci?

Kobiety, które zabijają swoje dzieci, bardzo rzadko dokonują zabójstwa. Zabójstwo to bowiem umyślne pozbawienie kogoś życia, z pełną świadomością. Zabójstwa własnych dzieci zdarzają się niezwykle rzadko. O ile ogólnie takie czyny znacznie częściej popełniane są przez mężczyzn, to własne dzieci częściej zabijają kobiety. Najczęściej dokonują tego w okresie poporodowym - bo bywają wtedy ogarnięte huśtawką emocjonalno-popędową, mogą nie potrafić myśleć racjonalnie, nie są do końca sobą. Na skutek ciąży, a później porodu, w organizmie pań zachodzi szereg bardzo różnych, skomplikowanych procesów biochemicznych. Niektóre z nich mogą przyjąć taką formę, że kobieta traci możność panowania nad swoimi emocjami, a nawet i zachowaniem. Prawie zawsze wtedy, gdy decyduje się zabić swoje dziecko czy też skazać je na śmierć, jest w emocjonalnym dole - bo jak ktoś porzuca noworodka w plastikowym worku, to musi liczyć się z jego śmiercią. Czasem to efekt dramatycznych okoliczności.

Na przykład?

Społecznych, finansowych, rodzinnych. Oczywiście te zdarzają się częściej w przypadku niechcianych ciąż, na przykład będących wynikiem gwałtu (a okazuje się, że podczas gwałtu ofiara statystycznie często zachodzi w ciążę). Są też sytuacje - na szczęście coraz rzadsze - kiedy dziewczyna wie, że jeśli urodzi, to będzie potępiona, być może wygnana z domu. Zachodzi w niechcianą ciąże, nie czuje się na to gotowa. Nie ma dobrej relacji z rodzicami, boi się im przyznać. Ponieważ polskie prawo zabrania aborcji, to ta prosta, młoda dziewczyna próbuje kombinować na własną rękę, jak przerwać ciążę, ale nie jest to takie proste. A ponieważ sprawa nie jest pilna, ciąża trwa dość długo - to odkłada to na później i na później. Niektóre ciąże są słabo widoczne, a jeśli jeszcze kobieta się umiejętnie ubierze - to w zasadzie do końca jej nie widać. Dziewczyna, w miarę upływu czasu, coraz bardziej boi się jednak reakcji rodziców, potępienia przez księdza, nauczycieli, jeśli jeszcze chodzi do szkoły. W końcu rodzi, a potem po cichu pozbywa się zwłok.

Sąd uwzględnia te czynniki - społeczną presję, niedojrzałość emocjonalną, strach - podczas procesu?

Sąd może, ale nie musi, uznać to za okoliczności łagodzące. Podobnie jak konflikty między rodzicami, które bardzo często - choć nie zawsze - leżą u podłoża takich sytuacji. Jeśli mężczyzna zostawia kobietę, która dopiero co urodziła, to dochodzi u niej do bardzo mocnego spiętrzenia emocji. Każdy głupi wie, że kobieta w połogu wymaga spokoju, opieki, wsparcia. Dopóki funkcjonowały rodziny wielopokoleniowe - kobiety to wsparcie uzyskiwały od matek, cioć, babć. Teraz powinny uzyskiwać je od mężczyzn. Jeśli mężczyzna odchodzi, mogą poczuć się zawiedzione, zrozpaczone. Kilka tygodni temu była taka dziwna sytuacja: facet wypędził od siebie kobietę z dzieckiem. Ona, jemu na złość, to dziecko zabiła...

Rozumiem, że porzucona kobieta może być wściekła, ale to żadna okoliczność łagodząca. Zabijać własne dziecko, żeby kogoś zranić?

Zaślepiła ją nienawiść. A najsilniejsza nienawiść bierze się z zawiedzionej miłości. Ale ma pani rację: trudno to zrozumieć i usprawiedliwić. Szczególnie, że chodzi o zabicie dziecka, niewinnej i bezbronnej istoty.

I to własnego. A przecież dzieci, w pewnym sensie, są przedłużeniem nas.

Prawda. Przekazywanie genów i utrzymanie gatunku jest - patrząc z biologicznego punktu widzenia - naszą życiową misją.

Nie tylko naszą. Innych żywych organizmów też.

O tak. Sprawa dotyczy popędów, czyli sił, bez których byśmy nie przetrwali. Czujemy głód i potrzebę ruchu, bo bez jedzenia i ruchu byśmy umarli. Bez popędu seksualnego również byśmy zginęli - jako gatunek. Przecież gdybyśmy wszyscy żyli w celibacie, jak księża (a ściślej mówiąc - jak część z nich), to ludzkość przestałaby istnieć. Dlatego zabicie dziecka, zwłaszcza własnego, jest czymś tak nienaturalnym, nieludzkim. Podkreślam jeszcze raz: prawie zawsze kryją się za tym skrajne rozchwiania emocjonalne. Z wyjątkiem psychopatów. Pamięta pani sprawę Madzi z Sosnowca?

I jej matkę celebrytkę. Oczywiście.

To typowe zachowanie psychopaty. Bo psychopaci, proszę pani, nie znają miłości, wstydu, żalu, empatii. Nie mają uczuć wyższych. Pani Katarzyna, bo tak chyba miała na imię, nie przejawiała żadnych, najmniejszych wyrzutów sumienia po zabiciu swojej córeczki. Niedługo później bawiła się w nocnych klubach. Dziecko, po prostu, jej przeszkadzało. Gdy je zabiła - ożyła. Ale rzadko spotykamy się z takimi cynicznymi, psychopatycznymi motywami. Dlatego ta sprawa była wstrząsająca.

Zobacz również:
Wstrząsające zbrodnie dokonane na bezbronnych dzieciach

Psychopatia nie jest chorobą psychiczną.

Nie. W pewnym sensie jest jej przeciwieństwem: maksymalnym wyrachowaniem i działaniem pozbawionym jakichkolwiek emocji. Dlatego sąd nie miał żadnych podstaw, żeby traktować mamę Madzi ulgowo. Żadnych.

A czy często kobiety zabijają swoje dziecko pod wpływem depresji poporodowej?

W prawie karnym jest taka tendencja - nie do końca się z nią zgadzam - żeby depresję poporodową wiązać tylko z pierwszymi kilkoma dniami po porodzie. Uznaje się, że później biochemia kobiety wraca już do normy. Życie jednak pokazuje, że to nie do końca prawda.

Oprócz biologicznej bomby przy porodzie i tuż po nim, kobieta wiele miesięcy dłużej musi zmagać się ze zmęczeniem, niewyspaniem.

Otóż to. Gdy jesteśmy zmuszeni utrzymywać koncentrację, będąc jednocześnie skrajnie zmęczonymi, to mogą pojawić się stany na granicy omamów, urojeń. To jak z kierowcami, którzy jadą w nocy, są zmęczeni - często halucynują oni np. przebiegające przez drogę stada zwierząt. U kobiet po porodzie - szczególnie jeśli nie mają wsparcia męża, matki, a ich dziecko należy do wymagających - ten stan może utrzymywać się miesiącami. Opowiem historię z czasów, kiedy miałem kilka miesięcy: mieszkaliśmy z mamą u cioci w Warszawie, na czwartym piętrze - to odpowiada szóstemu piętru we współczesnym budownictwie. W nocy, gdy wszyscy spali, moja mama usłyszała stukot końskich kopyt i coś jej się ubzdurało, że ktoś mnie porywa. Wyjrzała przez okno - rzeczywiście jechała dorożka, a pasażer, niefortunnie, trzymał w ręce niemowlę. Mama przełożyła nogę przez okno i chciała skakać, bo była przekonana, że tym niemowlęciem jestem ja. Gdyby nie szybka reakcja cioci, mama by już nie żyła. Zmęczenie u młodych matek łączy się z lękami, stanami depresyjnymi. Pojawiają się emocje, które trudno kontrolować. Moja znajoma, zresztą psychoterapeutka, wzięła swoje kilkumiesięczne dziecko na ręce, wdrapała się na dach 10-piętrowego budynku i skoczyła. Z dzieckiem.

Samobójstwo rozszerzone.

Kiedy kobieta jest we frustrującej, trudnej psychologicznie sytuacji, może popaść w takie stany depresyjne, że dochodzi do wniosku, iż samobójstwo jest jedynym wyjściem (mądrość życiowa uczy jednak, że samobójstwo i zabójstwo nigdy nie rozwiązują problemów, które leżą u ich źródeł). Uważa np., że świat jest okrutnym miejscem, gdzie spotykają ją same złe rzeczy - trzeba więc skończyć z życiem. A skoro ją spotyka samo zło, to tak samo będzie z jej dzieckiem.

Chce mu więc tego oszczędzić?

Tak. Chce mu oszczędzić tego losu. Tym bardziej że skoro ona nie będzie już żyła - to tym bardziej nikt, w jej mniemaniu, nie ochroni jej dziecka.

Jak lekarze są w stanie ocenić stan psychiczny osób podejrzewanych o zabójstwo?

O, to jest trudna sztuka. Tym bardziej że to nie jest ocena stanu psychicznego w czasie badania - a stanu psychicznego w czasie zdarzenia. Jeszcze jedno: jeśli ktoś cierpi na choroby psychiczne, niekoniecznie zabił pod ich wpływem. To mogło być zupełnie niezależne od schorzenia. Chory psychicznie mógł np. stwierdzić: mam żółte papiery, to i tak mi nic nie zrobią - i zabić z premedytacją.

Wszak można być jednocześnie chorym psychicznie i złym człowiekiem.

Oczywiście. Choroby, też psychiczne, nie dotykają kogoś, bo jest dobry lub zły. Biedny i bogaty. W tym sensie są niezwykle demokratyczne.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.