Z Zanzibaru do Łodzi przywiozła... odwagę i niezwykłe skarby

Czytaj dalej
Małgorzata Mrozowska

Z Zanzibaru do Łodzi przywiozła... odwagę i niezwykłe skarby

Małgorzata Mrozowska

Praca w dużych zagranicznych korporacjach, wysokie zarobki, tworzenie ambitnych projektów, których efekty na ekranach telewizorów oglądają setki tysięcy osób, współpraca z gwiazdami… Kto nie marzy o takiej ścieżce kariery? Okazuje się, że są osoby które od tego uciekają. Czasem szukając pomysłu na życie w tak dalekich zakątkach świata jak Zanzibar. Właśnie tam, na wyspie leżącej na Oceanie Indyjskim łodzianka Beata Dośpiał-Majewska znalazła patent na przełamanie zawodowej rutyny.

Beata Dośpiał-Majewska po ukończeniu studiów postanowiła wyjechać z rodzinnej Łodzi i spróbować swoich sił na rynku pracy w stolicy. Wykształcenie, umiejętności i chyba trochę szczęścia pomogły jej trafić do jednej z większych agencji reklamowych w Polsce. Później była kolejna agencja… Pracowała przy dużych projektach reklamowych, miała szansę poznać ludzi znanych jej wcześniej tylko z ekranu telewizora. Stała praca, komfort, wysokie zarobki, systematyczne awanse - to wszystko dawało jej poczucie bezpieczeństwa. Początkowo było nawet tym o czym marzyła. Mogła sobie pozwolić na zagraniczne podróże, życie na dobrym poziomie.

Praca w agencjach reklamowych dawała jej sporo satysfakcji, głównie ze względu na interesujących klientów i ciekawe projekty. Dawała jednak także w kość. Często musiała zostawać w firmie po godzinach, na wiele rzeczy nie miała wpływu, wiele jej innowacyjnych pomysłów trafiało do kosza. Do tego dochodziła praca pod ogromną presją czasu.

- Czułam, że się rozwijam ale, że nie jest to droga na całe życie - wspomina Beata. - Chciałam mieć coś swojego, coś na co będę miała wpływ od początku do końca i czym będę mogła zarządzać po swojemu. Wtedy jednak jeszcze kompletnie nie miałam pojęcia co mogłoby to być - dodaje.

Łodzianka od zawsze interesowała się tematami związanymi ze zdrowiem i naturalnymi kosmetykami.

- Koleżanki z pracy śmiały się z moich zdrowotnych kuracji. Lubiłam wynajdywać ciekawe marki kosmetyczne wtedy, gdy temat ekokosmetyków w Polsce jeszcze raczkował. Sprowadzałam nowe kosmetyki z Anglii lub ze Stanów Zjednoczonych i je testowałam - wspomina.

Stresująca praca w korporacji odbiła się w pewnym momencie dość mocno na jej zdrowiu. Był to ten moment, w którym musiała przystopować i podjąć decyzję o rezygnacji z pracy w warszawskiej firmie.

- Po uporaniu się z problemami zdrowotnymi zaczęło się pojawiać w mojej głowie dużo pytań. Co teraz? Czy wracać do pracy na etat, czy dalej chcę tak żyć, wykańczając mój organizm i nie mając do końca wpływu na tyle kwestii? Zrozumiałam w końcu, że nie mogę już wrócić do dawnego życia, że chcę żyć inaczej. Nadal nie wiedziałam tylko jak i gdzie…- opowiada Beata.

Próbując się zdystansować i odpocząć znalazła w internecie informację o organizowanym specjalnie dla kobiet wyjeździe w góry do Nowego Gierałtowa. Namówiła na niego mamę.

- Wydarzenie prowadziła Anna Krasucka, bardzo inspirująca kobieta. Energia jaka panowała na tym wyjeździe była niesamowita. Kobiety w różnym wieku, z różnych stron Polski, każda z jakąś historią, przeżyciami… To wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że istnieje coś takiego jak siła kobiet, że kobiety mogą się wspierać, inspirować - wspomina Beata. - Ten wyjazd uświadomił mi także, że muszę podążać za swoją pasją.

Zaczęło się od czarnego mydełka zawiniętego w liść bananowca

Zamiłowanie do naturalnych kosmetyków wiązało się od dawna z drugą wielką pasją Beaty, czyli podróżami. To właśnie z wyjazdów do Tajlandii, Portugalii czy na Hawaje przywiozła sporo pamiątek w postaci naturalnych kosmetyków.

- Mam już całą kolekcję naturalnych mydeł w kostce z różnych części świata. Nawet przyjaciele zaczęli mi je przywozić z zagranicznych podróży - dodaje z uśmiechem.- Jednym z największych moich marzeń podróżniczych był wyjazd na Zanzibar. Egzotyczna wyspa kusząca lazurowymi wodami, białym piaskiem, zapachami przypraw i mieszanką kultur, chodziła mi po głowie coraz częściej. W końcu pretekst do wyjazdu znalazł mój mąż. Postanowił nauczyć mnie pływać na kite’cie. To co zobaczyliśmy na miejscu bardzo nas oczarowało.

Piękna była nie tylko sama wyspa ale także jej bogactwa.

- Pierwsze co zobaczyłam wchodząc do naszego bungalowu na wyspie to… czarne mydełko zawinięte w liść bananowca, o nieziemskim zapachu kawy i cynamonu. Zachwyciło mnie tak bardzo, że już pierwszej nocy wypróbowałam je podczas kąpieli. Takiego doświadczenia z kosmetykiem nie miałam nigdy wcześniej. Kąpiel z tym mydłem to była ceremonia. Mydło delikatnie się pieniło, lekko peelingowało skórę, a przy tym nawilżało ją. No i ten zapach... Musiałam się dowiedzieć skąd ono pochodzi - wspomina Beata.

Siła kobiet z Zanzibaru i niezwykłe właściwości alg morskich

Okazało się, że mydło produkowane jest ręcznie w małej manufakturze na wschodnim wybrzeżu Zanzibaru, dwa kilometry od ich miejsca pobytu.

- Od razu zaciągnęłam tam męża oraz inną parę z Polski, którą poznaliśmy na wyspie. Miejsce nas zaskoczyło. Była to kooperatywa kilkunastu kobiet prowadzona przez Holenderkę o afrykańskich korzeniach - opowiada Beata.

Manufaktura Seaweed Center, bo tak nazywało się to miejsce, ma własną uprawę alg morskich nad oceanem. Zanzibar jest jednym z największych na świecie eksporterów alg morskich. Algi mają tutaj idealne warunki do rozwoju, natomiast sama uprawa jest niezwykle precyzyjną pracą, dlatego to głównie kobiety są w stanie jej sprostać. Algi dojrzewają kilka tygodni, następnie można je zerwać i ususzyć na słońcu. Po wysuszeniu rozdrabniane są na proszek, który jest cennym składnikiem kosmetyków. Algi bogate są w aminokwasy egzogenne, nawilżające składniki odżywcze oraz białko. Wspomagają odbudowę kolagenu, oddziałując nie tylko na metabolizm naskórka, ale także przenikając do skóry właściwej.

Manufaktura Seaweed Center na bazie właśnie tych alg produkuje kosmetyki do ciała: masła, mydła, olejki, peelingi. Kosmetyki te działają oczyszczająco, odżywczo i regenerująco oraz pomagają w redukcji cellulitu opóźniając jednocześnie procesy starzenia się skóry. Są również skuteczne w leczeniu problemów skórnych odtruwając ją i przywracając jej naturalną równowagę.

- Kosmetyki robione są przez kobiety ręcznie. Wszystko jest precyzyjnie warzone i mierzone. Widać, że kobiety z Zanzibaru kochają to co robią, zawijając mydełka w liście bananowca śmiały się i dyskutowały - wspomina Beata.

Mydła robione są tzw. metodą cold press - dzięki tej metodzie zawarte w nich składniki zachowują swoje właściwości. Każde mydło dojrzewa trzy miesiące w chłodni zanim trafi do sprzedaży.

- Zapachy są tam obłędne, bo do produkcji kosmetyków używa się najczystszego, certyfikowanego oleju kokosowego extra virgin, cynamonu, kawy, gałki muszkatołowej, trawy cytrynowej, eukaliptusa czy limonki. Czyli wszystkiego najlepszego, co Zanzibar ma do zaoferowania.

- Zachwycający był nawet sam wygląd mydełek. Czegoś tak naturalnego nigdy nie miałam w ręku. Było tam w czym wybierać: mydła z kawą i cynamonem, mydła goździkowe, z limonką, trawą cytrynową, eukaliptusem lub kwiatami ylag ylag - dodaje.

Manufaktura specjalizuje się tez w produkcji peelingów. - Peeling na bazie miodu z dziewiczej wyspy Pemba oraz z cytrusów skradł moje serce momentalnie. Moja skóra była po nim niezwykle gładka i miękka - wspomina Beata.

Manufaktura zgodna z zasadą fair trade

W Seaweed Center Beata zwracała uwagę nie tylko na to z jakich składników wyrabiane są produkty, ale przede wszystkim, czy manufaktura pracuje zgodnie z ideą fair trade i czy Afrykanki nie są traktowane jak tania siła robocza.

- Okazało się, że kobiety tu zatrudnione dostają godziwe pensje i mają udziały w zyskach firmy. Jest to niezwykły powód do dumy, bo to nie jest oczywiste zachowanie w Afryce. Europejki często nie zdają sobie sprawy z tego, że są na świecie miejsca gdzie kobiety mają tak bardzo ograniczone prawa i możliwości, jeśli chodzi o pracę czy rozwój - podkreśla Beata. -Na Zanzibarze jest wiele kobiet, które cechuje niezwykła siła i odwaga. Uczą się angielskiego, zakładają własne małe biznesy i ciężko pracują, aby móc posłać swoje dzieci do szkoły i zadbać o ich rozwój. Takie właśnie kobiety pracują w Seaweed Center. Siła kobiet jest tam widoczna w każdej kostce mydła. Praca w tej manufakturze sprawiła, że kobiety z farmerek stały się przedsiębiorcami. Są dumne z tego co robią i z tego, że produkując kosmetyki są także w stanie godnie żyć i zapewnić byt swoim rodzinom - dodaje.

Jak przenieść kawałek Zanzibaru do Łodzi?

Mąż Beaty, który także był pod wrażeniem tego, jak funkcjonuje manufaktura, zabrał ze sobą do Łodzi kontakt do managerki Seaweed Center. Tak na wszelki wypadek...

- Po powrocie do domu wiercił mi dziurę w brzuchu, żebym do nich napisała z propozycją współpracy. Bardzo tego chciałam, ale chyba jeszcze wtedy nie wierzyłam w siebie. Skończyło się na tym, że po wielu namowach, sam się do nich odezwał i po kilku rozmowach przedstawiciele Seaweed Center zdecydowali się powierzyć nam dystrybucję kosmetyków na Polskę - opowiada łodzianka.

W międzyczasie okazało się, że manufakturę opisała w swojej książce „Afryka jest Kobietą” Beata Lewandowska-Kaftan, znana podróżniczka i miłośniczka Zanzibaru oraz całej Afryki. Łodzianie nawiązali z nią kontakt, wymienili się wspomnieniami, podróżniczka obiecała nawet, że będzie wspierać ich pomysł na sklep z afrykańskimi kosmetykami, bo sama je uwielbia.

Droga do rozpoczęcia własnego biznesu nie była jednak taka prosta.

- Afryka rządzi się swoimi prawami, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Sprawdzanie opcji transportu zajęło nam kilka miesięcy, później kwestie celne, papierologia… naprawdę kilka razy chciałam się już poddać - opowiada Beata. - Finalnie wszystko zajęło nam około 10 miesięcy. Ale jak już produkty do nas dotarły, to nie mogłam uwierzyć, że się udało!

To nie był jednak koniec wielkich zmian w życiu Beaty.

- W czasie gdy trwały prace nad stworzeniem sklepu internetowego i sesja zdjęciowa kosmetyków okazało się, że jestem w ciąży. Żartowałam, że czuję się jak bym miała dwójkę dzieci: jedno w brzuchu, a drugie to raczkująca firma - wspomina. - Miałam wielkie szczęście być jedną z tych kobiet, dla których ciąża okazała się okresem bardzo łaskawym, a wręcz czułam się jakbym dostała nadprzyrodzonej mocy. Pracowałam bardzo dużo, żeby zdążyć ze startem sklepu przed rozwiązaniem. I udało się.

Sklep internetowy seaweed.pl wystartował pod koniec ubiegłego roku. W ofercie znalazły się kosmetyki produkowane przez manufakturę Seaweed Center. Doświadczenia wyniesione z agencji reklamowych pomogły Beacie nie tylko w stworzeniu sklepu, ale także w jego promocji. Udało jej się dostać także na największe targi kosmetyków naturalnych w Polsce - Ekocuda.

- Był to jednak taki czas, że nie mogłam się na nich pojawić osobiście. Poród był zbyt blisko. Z pomocą przyszły moje przyjaciółki, które wraz z mężem reprezentowały na targach firmę w moim imieniu- dodaje.

Firma Beaty istnieje na rynku od niedawna, ale na targach stoisko cieszyło się bardzo dużym zainteresowaniem. - Duża część moich obecnych klientów dowiedziała się o naszych produktach właśnie podczas targów. Ale największą grupę póki co stanowią kobiety, które były na Zanzibarze i miały okazję wypróbować je na miejscu- dodaje z uśmiechem Beata.

W drugiej edycji targów Beata wzięła już udział osobiście. Tym razem towarzyszyła jej 3-miesięczna córeczka.

- Teraz już wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych - dodaje Beata Dośpiał- Majewska. - Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi gdzie będę teraz i czym będę się zajmować, nie uwierzyłabym. Zawsze czułam, że chcę robić coś na własnych warunkach, ale nigdy bym nie przypuszczała, że to marzenie spełni się dzięki moim pasjom.

Kobiety z Zanzibaru i Łodzi się nie poddają

Manufaktura Seaweed Center cały czas się rozwija. Trwają prace nad nowymi recepturami, a wkrótce pojawi się ekskluzywna linia kosmetyków do twarzy na bazie alg.

Beata Dośpiał-Majewska także ma dużo pomysłów na rozwój firmy i swojego sklepu. Za wcześnie jeszcze na mówienie o sukcesie przedsięwzięcia, ale łodzianka wierzy, że coraz więcej osób zacznie się przekonywać do naturalnych produktów i wspierać organizacje fair trade.

- Na ten moment najważniejsza jest dla mnie samorealizacja i to że odnalazłam wreszcie swoją drogę i pomysł na życie - mówi łodzianka. - Mam jeszcze marzenie do spełnienia. Chcę pokazać córce Zanzibar, chcę żeby poznała niesamowite kobiety, których odwaga i zaangażowanie zrobiły na mnie takie wrażenie. Dzięki nim odnalazłam w sobie siłę, by podążać za swoją pasją, I właśnie tego chcę nauczyć w przyszłości moją córkę.

Małgorzata Mrozowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.