Wyjazdy incentive. Oko w oko z żyrafą, czyli relaks na etacie

Czytaj dalej
Magdalena Baranowska-Szczepańska

Wyjazdy incentive. Oko w oko z żyrafą, czyli relaks na etacie

Magdalena Baranowska-Szczepańska

Wyjazdy incentive dla firm to nie tylko zwiedzanie. To coś więcej. Uczestnicy mogą spodziewać się spotkania oko w oko żyrafą, skoku ze spadochronem, czy... w zasadzie ogranicznikiem jest tu już tylko ludzka wyobraźnia!

Wypoczynek i biznes, a może jednak biznes i wypoczynek? Tak naprawdę wyjaśnienie tego, które z tych dwóch słów jest ważniejsze, nie jest tak istotne, bo oba w równym stopniu składają się na określenie wyjazdów incentive dla firm. I okazuje się, że turystyka motywacyjna w Polsce ma się całkiem dobrze.

Im więcej zainwestujesz, tym więcej zyskasz

Psychologowie biznesu mówią wprost, że pierwowzorem takich wyjazdów były „wczasy pod gruszą”, organizowane przez zakłady pracy jeszcze w ubiegłym stuleciu.

Czasy się zmieniły, ale pracodawcy jeszcze bardziej zdali sobie sprawę z tego, że im bardziej zmotywowany i zadowolony jest pracownik, tym jego wyniki będą lepsze. Poza tym takie wyjazdy sprawiają, że pracownicy stają się bardziej lojalni, mocniej identyfikują się z firmą i chwalą się rodzinie czy sąsiadom. Opowiadają po powrocie o takiej wyprawie, a co za tym idzie, budują wizerunek firmy jako przyjaznej, dbającej o ludzi i ich samopoczucie.

W przyszłości z kolei także można oczekiwać, że pracownicy, chcąc pojechać na podobny wyjazd po raz kolejny, będą starali się w pracy wykazać. I jak potwierdzają psychologowie, tu działa zasada: im więcej zainwestujesz w tzw. czynnik ludzki, tym więcej zyskasz w przyszłości. Bo warto podkreślić, że wyjazdy incentive nie ograniczają się do samej wycieczki.

To na pewno nie jest leżenie na plaży, czytanie książki w pokoju czy spacer po nowej okolicy. Nic z tych rzeczy! Podczas pobytu uczestnicy mogą spodziewać się ciekawych atrakcji, takich jak nocny rejs statkiem, skok ze spadochronem czy spotkanie oko w oko z żyrafą.

Im ciekawiej i nieprzewidywalniej, tym lepiej.

W ciągu ostatniej dekady, jak przysłowiowe grzyby po deszczu wyrosły firmy, które specjalizują się w organizacji wyjazdów incentive dla firm. Są też i takie, które chwalą się długoletnim doświadczeniem. Każda z firm przekonuje, że najważniejsze jest dla nich indywidualne podejście do każdego klienta.

Agencja Eventowa K2 Events jest firmą stworzoną przez młodych i entuzjastycznych ludzi. Ich misją jest zapewnienie klientom niezapomnianych przeżyć. Stawiają na tak zwany efekt „wow”. Proponują więc firmom wyprawy na przykład na wyścig Formuły 1, Ligę Mistrzów, ale także na Kubę czy wyjazd na narty do Kanady. - Nie jesteśmy biurem podróży i nie mamy gotowej oferty, tylko propozycje, które dopasowujemy indywidualnie do klientów - podkreśla Filip Majger z Agencji Eventowej K2 Events i dodaje, że z ich usług korzystają najczęściej firmy z zagranicznym kapitałem, a branża, która najchętniej wyjeżdża na takie wyprawy, to IT. Największym zainteresowaniem cieszą się narty w Kanadzie, ale mnóstwo zapytań dotyczy także wyjazdów na wyścigi Formuły 1.

Grupa Adventure Planet z kolei zorganizowała już 189 wyjazdów incentive, a w swojej ofercie ma między innymi Peru oraz Nepal.

Best Incentive działa na rynku prawie 20 lat. Przedstawicieli branży hurtowniczej wysłała na wyprawę do Kenii, na najlepsze safari na świecie. Pierwszym przystankiem był Park Narodowy Jeziora Nakuru. Park ten położony jest tuż pod równikiem, a swą popularność zawdzięcza głównie flamingom, które tu przylatują. Ptasi rezerwat odwiedzają również marabuty, pelikany, ibisy czy afrykańskie orły.

Pobyt w tym regionie połączony był z innymi atrakcjami, w tym między innymi widokami na Wielki Rów Afrykański oraz przystankiem nad jeziorem Naivasha. Park Narodowy nad jeziorem Naivasha to jeden z najmniejszych parków w Kenii. Unikalna jednak była w nim możliwość spacerowania wśród dzikich zwierząt, co w innych parkach jest niemożliwe (widać je tylko z dachu jeepa). Po lunchu była przejażdżka łodziami po jeziorze Naivasha. Można było przyjrzeć się z bliska wspaniałym zwierzętom, a nawet stanąć oko w oko z kąpiącymi się hipopotamami! Potem był spacer wśród stad żyraf i antylop na Półwyspie Crescent w miejscach, które były planem filmowym „Pożegnania z Afryką”.

Dodatkową atrakcją dla gości była wizyta w domu Karen Blixen, słynnej pisarki, która przelała na papier swoją miłość do Afryki, a szczególnie do Kenii. To tu właśnie rozegrała się część wydarzeń opisanych w jej książce.

Najlepszym podsumowaniem wyjazdu incentive był wspólny okrzyk „Hakuna Matata!” podczas robienia pamiątkowego grupowego zdjęcia.

Dla najbardziej wymagających klientów firmy są w stanie zorganizować praktycznie każdą wyprawę, w dowolne miejsce na świecie i ogranicznikiem będzie tu już nie cena, ale... ludzka wyobraźnia.

Animator zadba o każdego z osobna

Bardzo widocznym trendem jest zatrudnianie na wyjazdach incentive animatorów czasu wolnego. Są oni odpowiedzialni między innymi za budowanie atmosfery i angażowanie uczestników wyjazdu do aktywności. Chodzi o to, by nikt się nie nudził i każdy przywiózł z wyprawy jak najwięcej dobrych wspomnień.

- Zmiana otoczenia, czasami klimatu sprawia, że człowiek inaczej patrzy na wiele spraw, w tym także na pracę. Niektórzy ją doceniają, inni czują, że powinni dawać z siebie więcej. W wielu przypadkach to nagroda dla najlepszych pracowników w firmie za nieprzeciętny wkład w pomnażanie jej majątku - mówi Jarosław Kałucki, touroperator. W ramach zingtravel.pl, organizuje wyjazdy motywacyjno-integracyjne dla firm. - W ofercie mamy wiele propozycji, zwykle obejmują one 2-3 dni lub tygodniową imprezę i przeznaczane są dla grup 20-40-osobowych.

W zależności od portfeli szefów firm czy decyzji zarządów korporacji, pracownicy wyjeżdżają na krajowe lub zagraniczne wyprawy. Obejmują one często odległe i egzotyczne kraje, ale także ciekawe i rzadko odwiedzane miejsca w Polsce.

- Organizowaliśmy wyjazd dla 40-osobowej grupy do zamku w Gniewie. Cena za osobę wynosiła 1200 zł brutto, a zawierała dwa noclegi w trzygwiazdkowym hotelu Marysieńka z wyżywieniem, zwiedzanie zamku z lampionami, wieczorną imprezę z DJ-em, igrzyska parahistoryczne, a także opiekę animatora - opowiada Jarosław Kałucki i dodaje, że najbardziej wszystkim podobały się igrzyska.

Zabawa polegała na tym, że uczestnicy zostali podzieleni na drużyny i pokonywali stacje sprawnościowo-edukacyjne, obejmujące między innymi szermierkę, naukę średniowiecznego rzemiosła wojennego, strzelanie z łuku i kuszy, naukę tańców z tamtych czasów oraz pokaz mody. Dzięki temu uczestniczki wyjazdu mogły się poczuć jak księżniczki, bo ubrane zostały w suknie z epoki.

- Poprzez udział w poszczególnych zadaniach goście mogli poznać zwyczaje i tradycje średniowieczne, ale także zintegrować się - dodaje Jarosław Kałucki. - W ofercie premium mamy na przykład wyprawę do dalekiej Islandii. Trasa wyprawy prowadzi przez niezwykłe krajobrazy dzikich, surowych islandzkich wyżyn ze spektakularnymi lodowcami w tle.

Skoczek może nam zaserwować szampana!

Ciekawą propozycją łączącą przygodę z nagrodą są wyjazdy grupowe organizowane przez Stena Line, operatora linii promowej z Gdyni do szwedzkiej Karlskrony. Na komfortowym statku można urządzić imprezę integracyjną, a po przybyciu do portu w Szwecji - wycieczkę ze zwiedzaniem Skandynawii. Stena Line jest jednym z największych armatorów promowych na świecie. Oferta dotyczy grup od 15 do nawet 500 osób i ma w swojej ofercie mnóstwo atrakcji, m.in. chrzest Neptuna, pirackie wieczory i wiele, wiele innych.

Łódzkie biuro podróży Rainbow z kolei kusi pracodawców takimi ofertami: szampan na pustyni Nami serwowany przez skoczka spadochronowego, wykwintna kolacja z krokodylem Dundee w australijskim polu kukurydzy, SPA na środku pustyni w Dubaju lub podróż w lektykach na kolację w świątyni na Bali.

Poza tym w modzie są także na przykład prywatny koncert polskiej gwiazdy estrady w odległym zakątku świata.

Firma Active Travel natomiast proponuje Hong-kong dla 40-osobowej grupy. Podczas trwającego cztery dni wyjazdu uczestnicy będą mogli podziwiać panoramę Hongkongu z najwyższego wzniesienia wyspy: Wzgórza Wiktorii (522 m) i zwiedzać Hong Kong Heritage Museum z pokaźną kolekcją pamiątek związanych z Bruce’em Lee. Będą mieli też okazję zwiedzić rikszami azjatycką stolicę hazardu Makau.

Zdaniem touroperatorów po wyjazdy incentive sięgają firmy, które do tej pory nie miały na to budżetu. Wiedzą, że rynek pracowniczy się zmienia i trzeba zabiegać o najlepszych, którym oferować można nie tylko dobre wynagrodzenie, ale coś jeszcze: nagrodę i przygodę.

Magdalena Baranowska-Szczepańska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.