Władysław Król był prawdziwym królem (nie tylko) łódzkiego sportu [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Muzeum Sportu/archiwum
Anna Gronczewska

Władysław Król był prawdziwym królem (nie tylko) łódzkiego sportu [ARCHIWALNE ZDJĘCIA]

Anna Gronczewska

Był najwybitniejszym sportowcem przedwojennej Łodzi. Grał w piłkę nożna, hokeja. W obu tych dyscyplinach reprezentował Polskę. Swoje życie związał z Łódzkim Klubem Sportowym. Najpierw jako zawodnik, potem trener. W tym roku minęła 25. rocznica śmierci Władysława Króla.

Jacek Bogusiak, kustosz pamięci Łódzkiego Klub Sportowego, pracownik Oddziału Sportu i Turystyki Muzeum Miasta Łodzi, napisał książkę o legendarnym sportowcu. Ukazała się w cyklu „Ikony ŁKS-u”.

- Znałem osobiście Władysława Króla, jego żonę Wandę - mówi Jacek Bogusiak. - Byli cudownymi, miłymi ludźmi.

Władysław Król pokochał Łódź, choć nie urodził się w naszym mieście. Na świat przyszedł 30 października 1907 roku w Nałęczowie. Urodził się w willi "Zofijówka". Wybudowano ją około 1896 roku, a należała do Zofii Meller. W 1905 roku właścicielką willi została Wanda Łusakowska.

Właśnie około 1905 roku wprowadziła się do niej rodzina Królów, która wynajęła część wilii. Szczepan, ojciec Władysława, pracował w majątkach Michała Górskiego, który był właścicielem Nałęczowa. Ale też podjął prace u Łusakowskich. Opiekował się "Zofijówką", wykonywał w niej drobne prace.

Rozalia, matka Władysława, pochodziła z rodziny Tarków. Jej stryj Józef był działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej Frakcji Rewolucyjnej. Brał udział w Rewolucji 1905 - 1907 roku. A jego syn, Michał Tarka był cenionym sędzią sądów lubelskich. W czasie II wojny światowej brał udział w tajnym nauczaniu.

90 lat od zwycięstwa Stefana Kostrzewskiego z ŁKS. Wbiegł do historii Łodzi na Agrykoli

Rozalia i Szczepan Królowie ślub wzięli w 21 maja 1905 roku w parafii w Bochotnicy. W tym samym kościele, pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela ochrzczony, został Władysław. Miało to miejsce 3 listopada 1907 roku, a więc zaledwie trzy dni po narodzinach przyszłego reprezentanta Polski. Władysław miał pięcioro rodzeństwa: Jana, Czesława, Stanisława, Halinę i Stefanię.

Dzieciństwo spędził w Nałęczowie. Do tego uzdrowiska na Lubelszczyźnie lubił przyjeżdżać Bolesław Prus. Rodzice Władysława Króla dobrze znali autora "Lalki".

- Matka Rozalia przychodziła sprzątać jego mieszkanie i zabierała ze sobą małego Władeczka - opowiada Jacek Bogusiak. - Władek zawsze mógł liczyć na porcję smakołyków od Prusa. Wielki pisarz był znany z tego, że lubił częstować małych mieszkańców Nałęczowa słodyczami.

Rodzice Władysława Króla znali też innego wielkiego polskiego pisarza - Stefana Żeromskiego, który tak jak Prus przyjeżdżał regularnie wypoczywać do Nałęczowa.

- Do domu Żeromskiego zabierała go ciocia Marianna Goliszkowa, rodzona siostra matki - dodaje Jacek Bogusiak. - Była osobą znaną w Nałęczowie. Gdy latem 1918 roku Żeromski przyjechał do tego uzdrowiska z bardzo chorym synem Adamem, to opiekował się nim właśnie Władek Król.

Pływania nauczył się od Kozaków

Podczas I wojny światowej koło rzeki Bochotniczanki w Nałęczowie, stacjonowały wojska kozackie. Czasami tańczyli, śpiewali, grali na harmonii. Władek chodził ich obserwować.

- Największą frajdę mieli jak gdzieś w krzakach wypatrzyli nałęczowskiego malca - wspominał potem Władysław Król.

- Kozacy łapali takiego gagatka za ręce i nogi, we dwóch go rozbujali i na komendę wrzucali do wody. Każdy po iluś takich wrzuceniach i napiciu się zimnej wody, nauczył się w końcu pływać. Ja też!

Jego przygoda ze sportem zaczęła się właśnie w Nałęczowie. Tam grał z braćmi w piłkę nożna, palanta. W rzece Bochotniczance nie tylko nauczył się pływać. Gdy zimą zamarzała woda, na niej stawiał pierwsze kroki w łyżwach.

Na łyżwach jeździł też na zamarzniętych pobliskich stawach. Pierwsze dostał od ojca. Mówiono, że są to „baki”, bo przykręcano je kluczykiem do butów.

W Nałęczowie Władek chodził do szkół Lubelskiego Towarzystwa Szerzenia Oświaty „Światło”, które prowadziły Jadwiga i Halina Truszkowskie. Wspominał, że właśnie w szkole sióstr Truszkowskich pierwszy raz bawił się prawdziwą piłką. Pokazała ją dzieciom nauczycielka, która przyjechała do Nałęczowa z Krakowa. Po lekcjach zabierała chłopców na plac i rzucała im piłkę. - Jedni mają ją atakować, drudzy bronić! - krótko wyjaśniła zasady gry. Kiedy chłopcy dobrze spisali się na lekcjach, nauczycielka zostawiała im piłkę do następnego dnia.

- Graliśmy nią do późnego wieczora - wspominał potem Władysław Król. - W końcu ta piłka się rozleciała. Wpadliśmy na pomysł, by zebrać ze stajni i gospodarstw stare baty od koni, lejce, rzemienie, sznurki. Splataliśmy wszystkie w dużą kulę i mieliśmy piłkę. Kiedy się rozleciała robiliśmy następną.

Sprawnością fizyczną wykazał się na scenie

Pałac Małachowskich, zwany "Kursalem", czyli Dom Zdrojowy, był najważniejszym miejscem w Nałęczowie. W parku były między innymi korty tenisowe. Władek przychodził tam i patrzył jak inni grają w tenisa. Podawał piłki, czasem udało mu się dotknąć rakiety. Niekiedy ktoś mu ją pożyczył i udało mu się odbić kilka razy piłkę. Tak pobierał swoje pierwsze tenisowe lekcje.

W Nałęczowie Władysław Król zajmował się nie tylko sportem. Należał również do szkolnego teatrzyku. Jego starszą koleżanką była Ewa Szelburg-Zarębina, znana później pisarka. Przy czym Władek nie zrobił wielkiej kariery jako młody aktor. Podczas jednego z przedstawień szkolnego teatrzyku wykorzystano jego sprawność fizyczną. Miał więc... szybko przebiec po scenie, wykrzykując przy tym kilka zdań.

- Na próbach wszystko wyglądało dobrze - wspominał potem legendarny sportowiec. - Przyszedł dzień, a w zasadzie wieczór premiery, wybiegłem zza kotary, potknąłem się i wywróciłem. Podniosłem się szybko i pobiegłem za kulisy.

W czasie I wojny światowej Szczepana Króla wcielono do carskiej armii. Gdy wrócił z wojska nie mógł znaleźć dobrej pracy. Pojechał więc do Lublina. Dostał posadę w lubelskiej Fabryce Maszyn i Narzędzi Rolniczych. Udało mu się ściągnąć do Lublina żonę i dzieci.

W 1921 roku 14-letni Władysław Król rozpoczął lubelską przygodę. W Lublinie Królowie mieszkali najpierw przy ulicy Cichej, a potem przeprowadzili się na ulicę Przytorze. Ojciec z czasem kupił platformę, kilka koni i założył firmę przewozową.

W Lublinie Władysław uczył się w Szkole Rzemiosł im. Stanisława Syroczyńskiego. Po jej skończeniu uzyskał tytuł mechanika. Jako mechanik - praktyk zaczął pracę w Zakładach Mechanicznych Plage - Laśkiewicz. To późniejsza Lubelska Fabryka Samolotów.

W szkole rzemieślniczej przychylnie patrzono na młodzież uprawiającą sport. Jej dyrektor Józef Paroszkiewicz, który uczył też wychowania fizycznego. Często organizował mecze piłki nożnej, zawody narciarskie.

- Jego profesjonalna przygoda z piłka rozpoczęła się już po przeprowadzce do Lublina - mówi Jacek Bogusiak. - W szkole należał do najlepszych piłkarzy.

Nic dziwnego, że Władysław Król zapisał się do Wojskowego Klubu Sportowego Lublin. Ale w klubie nastąpił rozłam. Juniorzy WKS Lublin i uczniowie lubelskich szkół utworzyli Lubliniankę. Pierwszym trenerem Władysława był porucznik Stanisław Bryła. Władek miał 17 lat, gdy zadebiutował w drużynie seniorów Lublinianki. W następnym, 1925 roku, zdobył z tym klubem mistrzostwo Lublina. Powtórzył ten sukces jeszcze w dwóch kolejnych latach.

Zimą uprawiał biegi narciarskie. Wyjechał też do Zakopanego, gdzie skończył kurs instruktora narciarskiego. Szybko okazało się, że doskonale rodzi sobie także w... skokach narciarskich. Zaczęto go nawet namawiać, by przeniósł się na stałe do Zakopanego i zajął się narciarstwem.

Do Zakopanego się nie wyprowadził, ale w Lublinie też nie został. W 1928 roku przeprowadził się do Łodzi. Namówił go do tego Aleksander Kowalski, działacz z miasta włókniarzy, który akurat studiował w Lublinie. Tak Władysław Król został zawodnikiem Łódzkiego Klubu Sportowego.

- Z żalem opuszczałem Lublin - wspominał po latach - Zostawiałem rodzinę i przyjaciół. Ale była szansa gry w I lidze i nie mogłem nie spróbować. Nigdy bym sobie nie wybaczył… Nie żałuję decyzji, bo w ŁKS-ie spędziłem najpiękniejsze chwile w życiu.

W barwach Łódzkiego Klubu Sportowego zadebiutował 22 kwietnia 1928 roku w meczu z 1 FC Katowice. A pierwszą bramkę dla klubu z Łodzi zdobył już 3 maja w spotkaniu z Hasmonea Lwów. Niestety ŁKS przegrał ten mecz 1:3.

- W sumie Władysław Król rozegrał w barwach Łódzkiego Klubu Sportowego ponad 450 spotkań - mówi Jacek Bogusiak. - W ekstraklasie zdobył dla ŁKS-u 96 goli. Cztery razy zagrał w reprezentacji Polski w piłce nożnej. Zadebiutował 10 września 1933 roku w meczu z Jugosławią. Polska wygrała 4:3, a jedną z bramek zdobył właśnie Władysław.

Władysław Król grał nie tylko w piłkę nożną, ale też w hokeja. Zainteresował się nim w 1929 roku. Był jednym z tych, którzy zakładali sekcję hokejową w ŁKS-ie. Szybko okazało się, że jest nie tylko znakomitym piłkarzem, ale i hokeistą. Podobno na lodowej tafli słynął z bardzo odważnej gry. Został też hokejowym trenerem. Już w 1934 roku zadebiutował w reprezentacji Polski w hokeju na lodzie. Po dwóch latach pojechał z nią na zimowe igrzyska do Garmisch-Partenkirchen, a dwa lata później brał udział w mistrzostwach świata w Pradze. W 1940 roku miał też pojechać na igrzyska do Sapporo. Ale plany te pokrzyżował wybuch II wojny światowej. W sumie wystąpił w 16 meczach reprezentacji Polski w hokeju na lodzie. Zdobył w nich 7 bramek.

Po zakończeniu kariery został również trenerem piłkarskim. W 1954 roku zdobył jako trener wicemistrzostwo kraju z ŁKS-em. W 1957 roku świętował z tą drużyną zdobycie pucharu Polski, a rok później pierwszego w historii klubu Mistrzostwa Polski w Piłce Nożnej.

Drużynę Władysława Króla nazywano „Rycerzami Wiosny”. Odnosił także sukcesy jako trener młodzieży. W 1962 roku drużyna piłkarska juniorów ŁKS-u okazała się najlepsza w Polsce, a w 1971 roku była trzecia w kraju.

Piłkarski mistrz narciarstwa

Niewiele brakowało, a jego przygoda z Łodzią skończyłaby się bardzo szybkom bo już w 1929 roku. Władysław był już po pierwszym sezonie w ŁKS-ie, gdy pojechał na Boże Narodzenia do rodziców do Lublina. ŁKS zgodził się, by reprezentował klub Unia w mistrzostwach Lublina w narciarstwie. Został więc po świętach w tym mieście.

Jego rodziców odwiedzali działacze „Czarnych Lwów”. Chcieli, by syn grał dla nich. Tymczasem Władek miał do odbycia służbę wojskową. Czekał, jak rozwiązana zostanie ta sprawa. Działacze ŁKS-u zrobili jednak wszystko, by Król wrócił do Łodzi. Załatwili mu pracę w łódzkich tramwajach.

A wszystko dzięki pułkownikowi Eugeniuszowi Chilarskiemu, pełnomocnikowi Dowódcy Okręgu Korpusu nr IV w Łodzi, który był od 1929 do 1934 roku prezesem ŁKS-u. Król otrzymał przydział do odbycia służby wojskowej w Łodzi, z możliwością gry w piłkę nożną w Łódzkim Klubie Sportowym.

Do Łodzi powrócił 13 marca 1929 roku, a już następnego dnia został żołnierzem. Dostawał przepustki na mecze. Pełnił służbę w 28. Pułku Strzelców Kaniowskich w Łodzi. Na co dzień był kierowcą dowódcy 10. Dywizji Piechoty, generała Józefa Olszyny-Wilczyńskiego. Z wojska wyszedł w 1931 roku.

Po przyjeździe do Łodzi mieszkał przy ulicy św. Anny, czyli dzisiejszej alei Mickiewicza, pod numerem 24. Mieszkanie to zajmował wcześniej słynny trener ŁKS-u, Węgier Lajosz Czeizler. Po kilku latach Władysław przeprowadził się na ulicę Karolewską 52. Mieszkanie to należało do rodziców jego żony Wandy. Dom znajdował się naprzeciwko stadionu ŁKS-u. Zamieszkiwali w nim głównie łódzcy kolejarze. Został zburzony w latach osiemdziesiątych.

Już po wojnie Królowie przeprowadzili się na ulicę Kopernika 61. W końcu zamieszkali w bloku przy alei Kościuszki 120. To mieszkanie otrzymał Władysław dzięki innej ikonie ŁKS-u, Leszkowi Jezierskiemu.

W piłkę nożną grali wszyscy bracia Władysława. Między innymi najstarszy Jan, który występował w barwach warszawskiej Polonii. Syn Jana - Jacek mieszka w Lublinie. W książce poświęconej słynnemu wujowi opowiada, że Władysław czasem odwiedzał Lublin.

- Kiedyś ŁKS przyjechał na mecz z Lublinianką - wspominał Jackowi Bogusiakowi. - Byłem na tym meczu. Widziałem się z wujkiem i Leszkiem Jezierskim. Było to dla mnie wielkie przeżycie być w towarzystwie tak znakomitych piłkarzy.

Ukochana przynosiła na mecze termosy z kawą

W 1931 roku Władysław Król wyszedł z wojska. Pracował Fabryce Maszyn Włókienniczych Millera-Seidla. Potem w zakładach Sielbersteina, następnie w Zakładzie Rzemieślniczym Romuald Kowalski i Synowie. Okres okupacji przeżył w Łodzi. Pracował jako ślusarz w Elektrowni Łódzkiej. Ukrywał pamiątki ŁKS-u, brał udział w konspiracyjnych rozgrywkach piłkarskich. Po wojnie - jak wielu innych piłkarzy i trenerów ŁKS-u - był zatrudniony w „Polteksie”, czyli dawnej fabryce Poznańskiego.

W 1931 roku poznał Wandę, miłość swego życia. - Wspaniała dama ubiegłego stulecia - tak wspomina ją dziś Jacek Bogusiak. - Elegancka, pięknie ubrana, chodziła z gracją i uśmiechem. Lubiła różne kobiece dodatki - kapelusze, apaszki, rękawiczki, torebki. Sukienki szyła na miarę, kapelusze zamawiała u najlepszych modystek.

Była o trzy lata młodsza od Władysława. Urodziła się w 1910 roku. Jej matka pochodziła z Krakowa a ojciec ze Zgierza. - Rodzice jej ojca bardzo chcieli, by został księdzem - opowiada Jacek Bogusiak. - Wysłali go do krakowskiego seminarium. Tuż przed przyjęciem święceń kapłańskich poznał piękną Mariannę Krzyszkowską, która wkrótce została jego żoną.

Jej ojciec (też Władysław) skończył studia, był wykształconym człowiekiem. Został między innymi dyrektorem belgijskiej spółki naftowej, która działała w Krośnie. Pracował też we Lwowie, Białej Podlaskiej. Jego praca spowodowała, że rodzina Andrzejewskich często zmieniała miejsce zamieszkania.

Latem 1927 roku Władysław Andrzejewski dostał posadę w Łodzi, w tutejszej Izbie Skarbowej. Zamieszkali w tak zwanym domu kolejarza, przy ulicy Karolewskiej. W Łodzi Wanda poznała swojego pierwszego męża, Bronisława Lipskiego. Był on oficerem policji. Ślub wzięli w łagiewnickim klasztorze. Zamieszkali w służbowym mieszkaniu przy ulicy Gdańskiej 21. Urodziła się ich jedyna córka Krysia. Ale po trzech latach Wanda opuściła męża i zamieszkała z córką przy ulicy Karolewskiej.

Wanda i Władysław poznali się w 1931 roku. Podobno była to miłość od pierwszego wejrzenia. A zapoznali się dzięki bratu Wandy, Włodzimierzowi Andrzejewskiemu, który był tenisistą. Występował w Cracovii, ale podczas pobytów w Łodzi trenował na kortach ŁKS-u. Jednym z jego tenisowych partnerów był Władysław Król.

- Mój brat Włodzimierz przyszedł kiedyś do mieszkania rodziców na obiad z przystojnym mężczyzną - wspominała pani Wanda. - Przedstawił go jako kolegę z którym gra w tenisa. Zjedliśmy wspólnie obiad. Potem coraz częściej widywaliśmy się na obiektach ŁKS-u, kortach, lodowisku czy boisku.

I tak zostali parą. Wandę Król często można było zobaczyć na trybunach ŁKS. Zarówno wtedy, gdy jej mąż był piłkarzem, ale też wtedy, gdy pracował jako trener. Przynosiła podopiecznym męża termosy z ciepłą kawą, pilnowała by wagon, którym podróżowali na mecze był ogrzewany.

Pani Wanda zapewniała, że Władysław Król był jej prawdziwą, wielką miłością. - Wspaniały mężczyzna, wysoki, dobrze zbudowany, o czarującym uśmiechu - mówiła o swym mężu. - Uwielbiał moją córkę, wspaniale się nią opiekował. Doskonale tańczył, ale... na lodzie. Chyba byliśmy najlepszą parą w Łodzi w tańcach na lodzie. Na bankietach, na parkiecie, nie lubił tańczyć, nie wychodziło mu. Doskonale gotował. Potrafił zrobić dobry i oryginalny obiad. Dla Krysi upiec ciasto. Pięknie do mnie mówił. Zawsze ciepło i czule.

Ślub mogli wziąć dopiero w 1943 roku. Był to ślub cywilny. Kościelny wzięli dopiero 26 stycznia 1991 roku. Władysław Król był już ciężko chory. Trzy dni później umarł...

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.