Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Wielka orkiestra zagrała dla dzieci i specjalistycznych szpitali

Czytaj dalej
Fot. archiwum Dziennika Łódzkiego
Anna Gronczewska

Wielka orkiestra zagrała dla dzieci i specjalistycznych szpitali

Anna Gronczewska

Już po raz 27. zagrała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Na ulice wyszły tysiące wolontariuszy, którzy zbierali pieniądze. Tym razem na zakup specjalistycznego sprzętu dla szpitali dziecięcych. Do tej pory zebrano 92 miliony, ale wiele licytacji jeszcze trwa/

W Łodzi orkiestra gra niemal od początku. Z czasem wolontariusze z puszkami oblepionymi serduszkami pojawili się w innych miastach, miasteczkach, a nawet wsiach naszego regionu.

Mało kto pewnie pamięta pierwszą Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. W 1993 r. nie było specjalnych puszek z logo orkiestry i tysięcy wolontariuszy. Była sponta-niczna zbiórka. Zapoczątkował ją Jurek Owsiak w programie „Róbta, co chceta”, znanym też jako „Kręcioła”. Wyemitowano go 3 stycznia 1993 r. w programie drugim telewizji. Podczas pierwszego finału zebrano 1,5 mln dolarów, które przeznaczono na zakup sprzętu dla Centrum Zdrowia Dziecka i 10 oddziałów kardiologii dziecięcej w całym kraju.

W Łodzi przez wiele lat sercem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był Łódzki Ośrodek Telewizyjny i ul. Piotrkowska. Jacek Komorowski, dziś poważny informatyk, był licealistą, gdy zaczynał swoją przygodę z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Wiele razy zbierał pieniądze dla Orkiestry w latach 90. minionego wieku. Wspomina, że w łódzkim ośrodku telewizyjnym było otwarte studio Orkiestry. Każdy mógł wejść, pochwalić się, ile zebrał pieniędzy, prowadzone były licytacje. Na przykład harcerze z dumą oznajmiali, że zdobyli ponad 1000 ówczesnych złotych.

- W jednym ze studiów liczyło się pieniądze - opowiada Jacek. - Potem dopiero wolontariusze, różne instytucje, firmy zbierające pieniądze odnosiły je do banku, gdzie dostawały pokwitowanie.

Jacek pamięta, że panował wielki entuzjazm i wiele rzeczy szło na żywioł. Dziś organizacja na pewno jest lepsza.

- Nie mieliśmy nawet takich samych puszek. Każdy jednak zbierał pieniądze i robił swoje - dodaje. - Pamiętam, że był wielki entuzjazm. Każdy chciał pomóc. Ludzie bardzo chętnie wrzucali pieniądze do puszek. Zwłaszcza wtedy, gdy dowiadywali się, że te pieniądze są przeznaczone na pomoc chorym dzieciom. Dużo robiła też osobowość Jurka Owsiaka, choć na początku pewnie nie wszyscy go kojarzyli. W telewizji prowadził przecież program dla młodzieży. Wyróżniał się jednak żółtymi spodniami, charakterystycznymi różowymi okularami. Na początku lat 90. nikt nie ubierał się tak kolorowo.

W Łodzi estrada, na której występowali znani i mniej znani wykonawcy, gdzie przeprowadzało się aukcje, przez kilka lat była ustawiana na ul. Piotrkowskiej przy pasażu Schillera. Kiedyś na estradzie wystąpili łódzcy dziennikarze. Swoją piosenkę prezentowała każda gazeta, rozgłośnia radiowa, ośrodek telewizyjny. Koło pasażu Schillera można też było spotkać najwięcej wolontariuszy.

- Kiedyś parę groszy do puszki wrzucił mi sam Andrzej Sapkowski, twórca „Wiedźmina” - mówi z dumą Kuba Jabłoński, dziś ojciec dwojga dzieci, właściciel warsztatu samochodowego. - Byłem wtedy w liceum. Byłem zakochany w „Wiedźminie”, choć nie było jeszcze wtedy gry, a sama powieść, a konkretnie saga o Wiedźminie, nie była tak popularna jak dziś. Gdy zobaczyłem Sapkowskiego na ul. Piotrkowskiej, zaraz do niego podbiegłem. Udało mi się nawet z nim zamienić kilka słów. Byłem potem z tego taki dumny!

Później estradę przeniesiono na ul. Piotrkowską przy al. Piłsudskiego, w okolice dawnego Centralu II. Ale ustawiano też inne estrady m.in. przy ul. Piotrkowskiej 94.

Raz łódzki finał organizowany był przed Teatrem Wielkim. Joanna Waluś była wtedy wolontariuszką zbierającą pieniądze do puszek. To był początek jej przygody z Orkiestrą. Była dumna, że dostała identyfikator i zapieczętowaną puszkę.

- Z tamtej zbiórki zapamiętałam dwie rzeczy: wielki mróz i wielką ofiarność łodzian - przypomina sobie łodzianka, która była wtedy studentką. - Ludzie nie tylko dawali pieniądze, ale potrafili zdjąć z palca pierścionek i wrzucić do puszki. Zrobiła to starsza pani, po sześćdziesiątce. Byłam zszokowana. Nawet nie zdążyłam jej podziękować...

Z czasem finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy opuścił ulicę Piotrkowską. Zorganizowano go m.in. przed centrum handlowym M1 przy ul. Brzezińskiej. Można było sobie tam zrobić zdjęcie z niepowtarzalnymi motocyklami. Licytowano różne gadżety, m.in. autograf Mariusza Pudzianowskiego, piłkarzy reprezentacji Polski.

Pieniądze na rzecz Orkiestry zbierała też straż pożarna. Można było wjechać podnośnikiem na dach Galerii Łódzkiej, zjechać na linie z drugiego piętra na parter. Była nauka pierwszej pomocy.

Od kilku lat Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gości w Manufakturze. A w tym roku po raz trzeci relację z WOŚP będziemy oglądać w TVN, a nie w publicznej telewizji.

Pozostało jeszcze 37% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.