Widzę Łódź: Nie wszystko wolność, co się pije. Felieton Dziennika Łódzkiego

Czytaj dalej
Fot. Pawel Lacheta/ Polska Press/ Express Ilustrowany
Dariusz Pawłowski

Widzę Łódź: Nie wszystko wolność, co się pije. Felieton Dziennika Łódzkiego

Dariusz Pawłowski

Największe emocje i niezadowolenie potrafi wywoływać odcięcie od źródełka. Łódzcy radni wracają do pomysłu pojawiającego się co jakiś czas: zakazania sklepom przy ulicy Piotrkowskiej sprzedawania alkoholu.

Sprawa stała się głośna, bo źródło gorzały bijące na „Pietrynie” wypływa rzeką. A przecież pozostawienie lub wycofanie handlu alkoholem z głównej ulicy miasta to jedynie konsekwencja poważnej odpowiedzi na pytanie: jaką Piotrkowską chcemy w Łodzi mieć.

Widzę Łódź: Nie wszystko wolność, co się pije. Felieton Dziennika Łódzkiego

Trzeba przy tym pamiętać, że Piotrkowska to ulica szczególna, jedyna taka w naszym mieście, ciągle stanowiąca jego kręgosłup, choć skutecznie - między innymi przy ostatnim remoncie - przez włodarzy przetrącony. Jej wyjątkowość polega i na tym, że nie jest to ulica jej mieszkańców, ale wszystkich łodzian, nawet tych, którzy pojawiają się na niej okazyjnie. To ona jest wizytówką miasta, jego nerwem (nie centra handlowe czy budowle wokół dworca) i gdy w pewnym momencie wrócimy do takiego myślenia, warto wiedzieć, jak o puls Łodzi dbać. A nikt lepszego pomysłu na Piotrkowską nie miał, nad uczynienie jej ulicą rozrywki, relaksu, wypoczynku, spacerów, zakupów i zabawy. Pozytywnej. Decydując się na mieszkanie przy Piotr-kowskiej trzeba to brać pod uwagę, a gdyby kiedyś zrozumiano, iż ona jest istotą i trzeba ją unowocześnić (przysłowiowe już centralne ogrzewanie), ożywić - byłoby prestiżem. A skoro Piotrkowska ma być radością, to musimy wesprzeć szukających i oferujących tego rodzaju sposób spędzania wolnego czasu. I jak byśmy nie nawoływali do wolności obrotu pieniądzem, sklepy z alkoholem przy Piotrkowskiej przyczyniają się do demolowania takiego wizerunku centrum miasta. Wypijanie świeżo nabytych setek butelek i puszek w bramach, podwórkach kamienic i gdzie właściwie popadnie, by już w odpowiednim stanie ruszyć na clubbing, to cios dla właścicieli lokali, a i dla już wątpliwej estetyki śródmieścia. Salon miasta wymaga okoliczności, do których będą się chcieli dostosować i ci, którzy na salonach nie bywają.

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.