Widzę Łódź: Nasze kamienice na ulice [FELIETON]

Czytaj dalej
Fot. Pawel Lacheta/ Polska Press/ Express Ilustrowany
Dariusz Pawłowski

Widzę Łódź: Nasze kamienice na ulice [FELIETON]

Dariusz Pawłowski

Hasła „Łódź w ruinie”, „Łódź się wali” obiegły kraj. Żyjemy w rzeczywistości, która w dużym stopniu opiera się na działaniach promocyjnych, by nie powiedzieć propagandzie, nic więc dziwnego, że czarny PR dużo szybciej rozprzestrzenia się w sieci i świadomości odbiorców powierzchownych informacji, niż obrazy szczęśliwości.

Tym bardziej, że - co niejednokrotnie udowodniliśmy - w naszym kraju uwielbiamy, gdy komuś przydarza się nie najlepiej, a gdy jest okazja, by dokuczyć lub zaszkodzić niewątpliwie z niej skorzystamy. Łódź ma „szczęście” do niekorzystnych łat, którymi jest obdarzana i których przez lata zerwać nie może. Oczywiście, w dużej mierze to szaty, które sama zakłada, bo jeżeli jest kobietą, to taką, która o siebie zadbać nie potrafi. Wieloletnie zaniedbanie, na które sobie pozwoliła, próbuje w ostatnim czasie naprawiać zmianami fryzur i kupowaniem nowych bluzek, zamiast dogłębnym- acz mniej efektownym w kategoriach wyborczych - autentycznym remontem stanu zdrowia. Współczesny stan łódzkich kamienic, który w wielu przypadkach jest konsekwencją tego, jak je budowano, następnie bezpardonowego traktowania przez powojenny bezduszny komunizm, wynika również - niestety - z radosnej beztroski skoncentrowanego na fajności doraźności dzisiejszego magistratu. Hanna Zdanowska proponuje teraz specustawę (w kilku punktach budzącą wątpliwości) - szkoda, że o blisko dziesięć lat za późno i nie podejmowaną w okresie, kiedy naszym państwem rządziło ugrupowanie ponoć bardziej sprzyjające naszej prezydent.

Dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy - nadużyciem jest twierdzenie, iż są łódzką specyfiką, ale tak zostaną rozkolportowane, szczególnie w kontrze do tak częstych zapewnień urzędników o bajecznym rozwoju miasta - być może spowodują nareszcie, iż staniemy w prawdzie. I łódzka kobieta poszuka lekarza, nie makijażystów. Bo już nie tylko tak hołubieni w Łodzi stand-uperzy mają używanie. A rechot na tych występach to nie dystans do samych siebie, tylko wyraz bezsilności.

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.