Widzę Łódź: Marek Edelman - łodzianin, jakich nam brakuje

Czytaj dalej
Fot. Fot. Marcin Obara / Polskapresse
Dariusz Pawłowski

Widzę Łódź: Marek Edelman - łodzianin, jakich nam brakuje

Dariusz Pawłowski

Jubileusz stulecia urodzin Marka Edelmana, który przypada w styczniu (choć w jego przypadku jest to data umowna), stał się okazją do ogłoszenia rozpoczętego roku Rokiem Marka Edelmana. To zarazem szansa przypomnienia sobie, jak wiele lat poświęcił on Łodzi, i jak często nie mieliśmy czasu, by go w skupieniu wysłuchać.

Jak na lekarza, wysławiał się w krótkich, żołnierskich słowach, operując precyzyjnymi, zwykle trafiającymi w sedno zdaniami. Potrafił udzielić wspaniałego komentarza, jak i grzecznie acz stanowczo odmawiać wypowiedzi - o czym niejednokrotnie przekonywali się dziennikarze wydzwaniając do niego za każdym razem, gdy działo się coś istotnego w sferze publicznej. A numer jego domowego telefonu był cenny, bowiem - szczególnie w Łodzi zawsze przecież (a dziś wyjątkowo mocno) - cierpieliśmy na niedostatek ludzi z głęboką życiową mądrością, mogących być autorytetami, znających różne oblicza ludzkiej natury, umiejących swoje myśli ubrać w przekaz i nie bawiących się w próbę zadowalania wszystkich, tylko wprost wyrażających to, do czego mają pełne przekonanie.

Bywał radykalny, kontrowersyjny i jak to w elementarzu polskiego istnienia - miał zapiekłych antagonistów, którzy widzieli w nim swoje grzechy. Cytatami z Marka Edelmana można by zapełniać kalendarze z życiowymi drogowskazami na każdy dzień. Domagał się od ludzi postawy zdecydowanej i wyraźnego opowiadania się po jasnej stronie mocy („Bo obojętność w pewnym momencie jest tym samym co morderstwo, zabójstwo. Jak się przyglądasz złu i odwracasz głowę albo nie pomagasz, kiedy możesz pomóc, to stajesz się współodpowiedzialny. Bo twoje odwrócenie głowy pomaga tym, którzy dopuszczają się zła” - potraficie tak?). A im był starszy, tym częściej mówił, iż wszystko, co przeżył to prawda, ale jedyne, co się liczy i co przeżyć warto, to miłość i do mówienia oraz pisania o miłości wszystkich namawiał.

Miłości autentycznej nadal u nas nie za wiele, ale tęsknoty za tym, by w Łodzi można było porozmawiać i wysłuchać takich potęg charakteru, coraz więcej.

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.