Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Prezydent na emeryturze, czyli żyć z czegoś trzeba

Czytaj dalej
Fot. Alik Keplicz
redakcja

Prezydent na emeryturze, czyli żyć z czegoś trzeba

redakcja

Lech Wałęsa zarabia głównie na prelekcjach. Sam zdradził, że za jeden wykład inkasuje od 10 tys. do 100 tys. dolarów, czyli po przeliczeniu od 38 tys. do niemal 380 tys. zł. Ma średnio jeden taki wykład w tygodniu. A jak radzą sobie inni?

Byli prezydenci lekko nie mają i chociaż przeciętny Polak pewnie cieszyłby się z emerytury, jaką dostają, to jednak prezydenci
„w stanie spoczynku” państw Europy Zachodniej są znacznie bardziej finansowo doceniani. Bronisław Komorowski po przegranych wyborach dostał 75 proc. kwoty wynagrodzenia zasadniczego urzędującej głowy państwa, czyli około 6,4 tys. zł na rękę. Ale już Lech Wałęsa w jednym z wywiadów przyznał, że z „prezydenckiej emerytury”, całe 4,3 tys. zł, „trudno wyżyć”, a Aleksander Kwaśniewski napomknął wręcz o „niewątpliwym błędzie w systemie”.

Teraz jeszcze Biuro Ochrony Rządu zrezygnowało z chronienia byłych prezydentów poza granicami kraju. Powód? Generowałoby to koszty niewspółmierne do zagrożenia.

„Ciekawostka ze strony małych ludzi: właśnie się dowiedziałem o odebraniu ochrony BOR mojemu ojcu podczas podróży zagranicznych. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, ile złej woli jest w tych ludziach” – napisał Jarosław Wałęsa na Facebooku.

Nie on jeden wydaje się zniesmaczony całą sytuacją. – Przecież to nie są wielkie pieniądze – stwierdził Kwaśniewski. I szybko obliczył, że 330 tys. zł rocznie w budżecie BOR, wynoszącym 199 mln, to 0,17 proc. kosztów – tyle byli prezydenci kosztują państwo podczas swoich podróży. Wałęsa z takiej ochrony korzystał od 21 lat, on sam – od 11. Ten typ ochrony nie jest zresztą tylko polską specjalnością. Przysługuje większości byłych prezydentów krajów europejskich.

– To jest zerwanie z tradycją, z pewną praktyką – powiedział Kwaśniewski i dodał, że za pozbawieniem byłych prezydentów ochrony BOR za granicą stoi polityka.

Na promocji w Chicago

A byli prezydenci rzeczywiście sporo podróżują, ale też żyć z czegoś trzeba. Wałęsa zarabia więc głównie na prelekcjach, a miejsca, które z nimi odwiedza, pieczołowicie dokumentuje na swoim blogu, na którym można zobaczyć zdjęcia z niemal całego świata. Sam zdradził, że za jeden wykład inkasuje od 10 tys. do 100 tys. dolarów, czyli po przeliczeniu od 38 tys. do niemal 380 tys. zł. Ma średnio jeden taki wykład w tygodniu. Jednak większość honorariów zasila konto Fundacji Lecha Wałęsy, a tylko część wpływa na prywatny rachunek byłego prezydenta. Jak czytamy na stronie Fundacji Instytut Lecha Wałęsy, intencją jej powołania „było przede wszystkim skupianie wielu środowisk społecznych wokół ciągle aktualnych idei i postulatów decentralizacji państwa, upowszechniania zasad moralnych w działalności politycznej i konieczności pielęgnowania tradycji niepodległościowej”.

Komorowski, póki co, założył Instytut Bronisława Komorowskiego, którego misją jest „działanie na rzecz wolności, dialogu i bezpieczeństwa”.

O obu byłych prezydentach i ich prywatnej już działalności zrobiło się głośno rok temu, kiedy pojawili się w Chicago na promocji firmy Cinkciarz.pl, która wprowadza na rynek amerykański swoją markę – Conotoxia. Kantor wchodzi na rynek w USA i podpisał umowę sponsorską z drużyną koszykarską Chicago Bulls. Byli prezydenci pozowali do zdjęć na tle logo kantoru. Słowom krytyki nie było końca. Bo jak to tak? Byłe głowy państwa i Cinkciarz.pl?

– Razi mnie takie zachowanie i nie oceniam go dobrze. Nie jest to dobry pomysł, jeżeli przedstawiciele polskich elit angażują się w reklamę konkretnej firmy. Wszystko byłoby w porządku, gdyby w USA promowali polski biznes – powiedział Marek Zuber, ekonomista i analityk rynków finansowych.

Ale Komorowskiego bronił prof. Tomasz Nałęcz, jego były doradca. – Rozumiem, że prezydent, podobnie jak prezydent Wałęsa, potraktował to jako wspieranie polskiego biznesu za granicą. Uważam, że jest niekonsekwencja i obłuda w tym całym ataku na prezydenta. Rozumiem odruch zaskoczenia, bo też się wpisuję w naszą starą, długą tradycję szlachecko-inteligencko-romantyczną, kiedy to wspieranie biznesu od pokoleń kojarzyło się nam z czymś podejrzanym i niedobrym. Pięknie to w „Lalce” pokazał Bolesław Prus, jak traktowano Wokulskiego i jego interesy – tłumaczył.

Na promocji w Chicago nie było Kwaśniewskiego, ale on na prezydenckiej emeryturze zajmuje się głównie doradztwem. Ponad rok temu „Der Spiegel” napisał, że Kwaśniewski doradza prezydentowi Kazachstanu. Ponoć Nursułtan Nazarbajew zabiegał, częściowo z powodzeniem, o pozyskanie europejskich polityków i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości jako lobbystów mających poprawić wizerunek kraju uważanego za dyktaturę. Na szefa Klubu Przyjaciół Kazachstanu awansował były kanclerz Austrii Alfred Gusenbauer. Dobrał sobie całkiem niezły zespół: Romano Prodiego, Kwaśniewskiego właśnie czy byłego ministra spraw zagranicznych Hiszpanii Marcelino Oreja. Członkowie grupy mieli spotykać się w Kazachstanie cztery razy w roku, a za swoją pracę otrzymywać pieniądze. Jakie? Kwaśniewski nie ma obowiązku informować o wysokości swojego wynagrodzenia...

Inni też nie próżnują

Ale umówmy się, byli prezydenci to niezły potencjał: nazwisko, międzynarodowe kontakty, doświadczenie. I wielu z nich sprawnie to wykorzystuje. O swoje finanse nie musi martwić się małżeństwo Clintonów. Były prezydent i kandydatka na to stanowisko w sobotnich wyborach do biednych nie należą. Hillary Clinton wyznała, że w momencie opuszczania Białego Domu w 2001 roku ona i jej mąż byli bankrutami. Ale od tego momentu zarobili grubo ponad 100 mln dolarów na samych wystąpieniach publicznych. Tym samym znajdują się wśród jednego procenta najbogatszych Amerykanów. Bill Clinton bierze średnio 250 tys. dol. za przemowę, podczas gdy jego żona – 235 tys. Największą jej gażą było 335 tys. dol. za wystąpienie w San Diego w firmie Qualcomm zajmującej się technologią mobilną. Największą gażą jej męża było 500 tys. dol. za wystąpienie na EAT Stockholm Food Forum w Szwecji.

– Przecież muszę płacić nasze rachunki – stwierdził szczerze Bill Clinton w NBC News. – Pracuję nad przemówieniami naprawdę ciężko, spędzam kilka godzin dziennie na zbadaniu danej sprawy. Ludzie lubią słuchać, jak mówię.

Na konto Hillary Clinton wpłynęło także 5 mln dol. ze sprzedaży jej książki „Hard Choices”. Teraz, jako oficjalna kandydatka w wyborach prezydenckich, nie mogła już wygłaszać płatnych przemówień.

Kontrowersje wzbudzają też zarobki byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira, który od razu po zakończeniu 10-letniej kariery jako szef rządu objął stanowisko międzynarodowego wysłannika ONZ, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Rosji na Bliski Wschód. Przewodzi on obecnie procesom pokojowym w regionie, między innymi w Izraelu i Palestynie. Jak podawała brytyjska prasa, wartość majątku Blaira szacuje się na 20 mln funtów. Za pełnienie funkcji dyplomatycznej na Bliskim Wschodzie może otrzymywać on pensję w wysokości nawet 25-35 mln funtów. Blair, podobnie jak Clintonowie, czerpie największe zyski z wygłaszania przemówień. Według „The Sunday Times” w 2007 roku zarobił 327 tys. funtów za 20-minutową mowę skierowaną do 600-osobowej grupy złożonej z członków Komunistycznej Partii Chin, bankierów i biznesmenów.

Zleceniodawcą była chińska korporacja deweloperska Dongguan Guangda. Z kolei dwa lata później Blair zainkasował 400 tys. funtów za 30-minutowe wystąpienie podczas wizyty na Filipinach.

Innym politykiem, który mimo ustąpienia ze stanowiska państwowego dorobił się fortuny, jest Gerhard Schröder, kanclerz Niemiec w latach 1998-2005. Pod koniec kadencji podpisał on opiewający na 2,7 mld dol. kontrakt z Rosją w sprawie budowy Gazociągu Północnego pod dnem Morza Bałtyckiego. Jego współpraca z Rosją wzbudziła kontrowersje, podobnie jak objęcie przez Schrödera stanowiska prezesa w radzie nad-zorczej Nord Stream – konsorcjum nie-mieckich firm oraz rosyjskiego koncernu Gazprom prowadzącego budowę. Pojawiły się głosy potępiające to, że gazociąg o długości 1,2 tys. km omija terytorium Polski i Ukrainy. Zachodnią opinię publiczną zaniepokoiła także bliska zażyłość Schrödera z Władimirem Putinem, którą krytykowała obecna niemiecka kanclerz Angela Merkel. Tom Lantos, były przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów, nazwał niemieckiego kanclerza wręcz polityczną prostytutką. Według „The Financial Times” za nadzorowanie budowy Gazociągu Północnego Schröder inkasuje nawet 1-1,2 mln dol. rocznie. Uznawany jest on jednak za bardzo obrotnego biznesmena. W latach 90. zasiadał w radzie nadzorczej samochodowego koncernu Volkswagen. Obecnie od kilku lat jest również doradcą w banku inwestycyjnym Rothschild.

„Ma tego majątku trochę”

Kwaśniewski nie jest więc wyjątkiem w świecie polityki. Też musi coś dorzucić do domowego budżetu. Już kilka lat temu „Gazeta Wyborcza” pisała, że zasiada on w międzynarodowej radzie doradców firmy Kulczyk Investments. Jest zresztą w świetnym towarzystwie, bo wraz z nim Kulczykowi do-radzać mieli były prezydent Niemiec Horst Köhler i emerytowany generał James L. Jones, swego czasu doradca samego prezydenta Baracka Obamy. Ponoć członkom tego typu ciał doradczych wypłacane jest około 200 tys. dol. rocznie.

Ale to nie koniec zajęć Kwaśniewskiego. Dokładnie dwa lata temu, kiedy na Ukrainie wciąż toczyła się wojna, amerykański serwis internetowy Buzzfeed podał, że syn wiceprezydenta USA Hunter Biden i Kwaśniewski są członkami rady nadzorczej spółki Burisma Holdings – firmy gazowej powiązanej z ministrem energii z czasów prezydenta Wiktora Janukowycza. Kwaśniewski nie widział w tym nic złego. Mówił, że zasiada w niezależnej radzie dyrektorów, która pełni funkcję doradczą, nie jest związana z działalnością operacyjną spółki, a on zajmuje się tam prognozami politycznymi.

– Gdybym dziś kandydował, był aktywnym politykiem, to byłoby uzasadnione pytanie, czy można działać na dwóch płaszczyznach: realnej polityki i doradztwa. Ale jestem byłym politykiem, który to, co ma, to jego wiedza i doświadczenie. I jeżeli ktoś jest tym zainteresowany, a są to ludzie poważni, to nie widzę powodów, by nie dzielić się tym doświadczeniem czy wiedzą. I jeżeli jeszcze są to pieniądze, które mogę zarobić, to też nie widzę w tym żadnego problemu – tłumaczył były prezydent. Nie chciał zdradzić, ile zarabia u Ukraińców. – To tajemnica handlowa. Ale chcę powiedzieć, że wszystkie pieniądze trafiają do Polski, gdzie płacę 100 proc. podatku, a pieniądze są w państwowym banku, zatem transparentność jest całkowita.

Majątek Kwaśniewskich zawsze rozpalał wyobraźnię. Tabloidy próbowały zajrzeć do kieszeni zwłaszcza Jolancie Kwaśniewskiej, bo była pierwsza dama też całkiem nieźle sobie radzi w biznesie. Nie tylko media zajmuje majątek Kwaśniewskich, politycy też próbują go zliczyć. Józef Oleksy podczas osławionej już rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym opowiadał: „Tych zegarków miał od cholery i nosił je, kur..., nie wiadomo po co. (…) Wszyscy się dziwią, że chodzą tam wycieczki i oglądają to jego mieszkanie.

O byłych prezyden¬tach i ich prywatnej już działalności zrobiło się głośno, kiedy pojawili się na promocji firmy Cinkciarz.pl
Alik Keplicz O byłych prezyden¬tach i ich prywatnej już działalności zrobiło się głośno, kiedy pojawili się na promocji firmy Cinkciarz.pl

To jest 400 metrów kwadratowych. (…) Dom w Kazimierzu – nie umiem tego wycenić, ale na pewno jest to droga sprawa. Jazgarzew: 6 ha działki z asfaltową drogą zrobioną do samego domu przez pola. I to nie jest wszystko. Ma tego majątku trochę. Jak zderzysz jego wynagrodzenia prezydenckie, a nawet Joli dochody, (...) nie uzbiera, żeby nie wiem jak się naharował, to nie uzbiera tyle, ile potrzebuje na wylegitymizowanie tego. (…)”.

Domem w Kazimierzu zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne za czasów, kiedy szefował mu Mariusz Kamiński. Sprawą legalności majątku Kwaśniewskich zajmowała się także prokuratura, ale w 2010 roku postępowanie zostało umorzone. I jak tłumaczył potem ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet, nie było najmniejszych podstaw, aby do sprawy wracać.

Kilka książek nie zaszkodzi

Byli prezydenci żyją też z pisania. Wałęsa w 1984 roku wydał wielokrotnie wznawianą i tłumaczoną autobiografię „Droga nadziei”. W 2007 r. ukazała się jego książka „Lech Wałęsa. Moja III RP. Straciłem cierpliwość”, a w 2008 r. nowa, obszerna – „Droga do prawdy. Autobiografia”. Kwaśniewski udzielił dwóch wywiadów rzek, które ukazały się pod tytułami: „Nie lubię tracić czasu” i „Pójdźmy dalej”. Komorowski porozmawiał z Janem Skórzyńskim, a jego wywiad rzeka ukazał się w książce „Zwykły polski los”.

Cóż, pieniądze zawsze rozpalają wyobraźnię, a byli prezydenci, jeśli potrafią wykorzystać swoje talenty, doświadczenie i znajomości, zazwyczaj je mają.

Współpraca: Aleksandra Gersz

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
redakcja

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.