Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Czy po dymisji doradcy Donalda Trumpa będzie bardziej twardy wobec Rosji?

Czytaj dalej
Fot. AFP/EAST NEWS
Rhys Blakely

Czy po dymisji doradcy Donalda Trumpa będzie bardziej twardy wobec Rosji?

Rhys Blakely

Rezygnację Michaela Flynna z funkcji doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego wielu uznało za koniec romansu Trumpa z Rosją. On sam zresztą zaskoczył apelem do Moskwy, by oddała Krym Ukrainie.

Tak jak dla jednych ogromnym zaskoczeniem była dymisja doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Donalda Trumpa generała Michael Flynn, tak innych w USA bardziej poruszyła deklaracja prezydenta w sprawie Rosji. Oto bowiem ustami swojego rzecznika Donald Trump domaga się od Moskwy nie tylko pozostawienia Ukrainy w spokoju, ale chce domaga się zwrotu Krymu.

Takie oświadczenie przeczy jednemu z fundamentów amerykańskiej polityki zagranicznej, dobrym stosunkom z Rosją. Wielu kolejna wolta w wykonaniu prezydenta USA nie dziwi. Może być ona przejawem chaosu za którym stoi niekompetencja Trumpa, albo jest to celowe wywoływanie niepewności. Zmiana podejścia do Rosji jest jednak o tyle zaskakująca, bo do tej pory Trump wyrażał się sympatycznie o Władimirze Putinie, wręcz go hołubił.

A może jest to tylko chęć przykrycia skandalu wywołanego obietnicami wspomnianego Flynna, który w rozmowach z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie miał zapewniać dyplomatę o możliwości zniesienia sankcji nałożonych na Rosję.

Sam Michael Flynn na początku utrzymywał, że jego telefoniczna rozmowa z rosyjskim dyplomatą z 29 grudnia nie dotyczyła sankcji nałożonych na Rosję przez Baracka Obamę w odwecie za ingerencję Moskwy w przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich. Miał jednak pecha, bo konwersację nagrały służby wywiadowcze, które rutynowo monitorują zagranicznych dyplomatów.

- Niestety z racji szybkiego tempa rozwoju wydarzeń, w sposób nieumyślny przekazałem wiceprezydentowi elektowi i innym osobom niepełne informacje na temat mojej rozmowy z rosyjskim ambasadorem. Złożyłem na ręce prezydenta i wiceprezydenta szczere przeprosiny. Zostały one przyjęte - napisał Flynn w swoim powiadamiającym o złożeniu dymisji piśmie.

Jak podał „Washington Post” pełniąca obowiązki szefowej departamentu sprawiedliwości Sally Yeats już w styczniu ostrzegała Biały Dom i Radę Bezpieczeństwa Narodowego, że generał może stać się przedmiotem szantażu ze strony Moskwy. Dziennik pisał też, że nie wiadomo co radca prawny Białego Domu zrobił z tą informacją. Trump zdymisjonował Yeats 30 stycznia, gdy odmówiła obrony jego kontrowersyjnego dekretu antyimgracyjnego.

Pełniącym obowiązki doradcy prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. bezpieczeństwa narodowego został emerytowany generał Joseph Keith Kellogg.

Jest on jednym z głównych kandydatów do oficjalnego zajęcia tego stanowiska. Był członkiem zespołu ds. przejęcie władzy przez Trumpa, gdzie pełnił funkcję jednego z jego głównych doradców ds. międzynarodowych. Jest też szefem personelu i sekretarzem wykonawczym Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która stanowi organ administracji państwowej.

Oponenci Kelloga będą zapewne wskazywać, że zajmowane przez niego w radzie stanowiska mają służyć poprawie efektywności jej funkcjonowania. Tymczasem obecnie powszechnie zarzuca się temu organowi, że działa w sposób dysfunkcjonalny. Kolejnym problemem może okazać się rola, jaką generał odgrywał w 2003 roku w powojennym Iraku. Tym razem chodzi o to, jak kierował wówczas Tymczasowymi Władzami Koalicyjnymi (CPA)

Innym poważnym kandydatem na zwolnione przez Flynna stanowisko jest emerytowany wiceadmirał marynarki wojennej Robert Harward. W przeszłości zajmował on stanowisko zastępcy dowódcy Centralnego Dowództwa USA, które nadzoruje operacje wojskowe na Bliskim Wschodzie. Na jego ewentualny wybór wskazywano przed objęciem stanowiska Flynna.

Wśród czołowych kandydatów wymienia się też emerytowanego generała i b. dyrektora CIA Davida Petreusa. Ma on za sobą wspaniałą karierę wojskową. Na przeszkodzie może mu jednak stanąć skandal z 2012, gdy dziennikarze odkryli, że łączył go pozamałżeński romans z jego biografką Paulą Broadwell, której miał przekazywać tajne informacje. Generał zaprzeczał zarzutom, a później zawarł pozasądową ugodę z departamentem sprawiedliwości.

Przeciwnicy Trumpa wskazują, że rozmowy, jakie Flynn prowadził z Rosjanami mogą stanowić przestępstwo, które zabrania „prywatnym” obywatelom amerykańskim prowadzenia polityki zagranicznej. Chodzi tu o tzw. Ustawę Logana. Zakazuje ona osobom nieuprawnionym prowadzenia negocjacji w imieniu USA z rządami innych krajów.

Tuż po rezygnacji Flynna przewodniczący komisji spraw zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej Leonid Słucki oświadczył, że generała Flynna zmuszono do złożenia dymisji. - Jest oczywiste, że [Flynn] został pod presją zmuszony do napisania pisma [w sprawie swojej] rezygnacji - powiedział Słucki. - Cel stanowiły stosunki rosyjsko-amerykańskie oraz podkopanie zaufania do nowej administracji USA. - dodał przewodniczący komisji.

Głos zabrał też rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow. Jego zdaniem rezygnacja Flynna stanowi „wewnętrzną sprawę Amerykanów” - To nie nasza rzecz, lecz wewnętrzna sprawa administracji prezydenta Trumpa - dodał Pieskow.

Z kręgu najbliższych współpracowników prezydenta USA docierały w tym tygodniu sprzeczne informacje. Gdy pojawiły się doniesienia na temat [kłamstw] Flynna, rzecznik Białego Domu Sean Spicer wykorzystał konferencję do przekazania, iż prezydent ocenia sytuację. Zwołał ją kilka godzin po tym, gdy doradczyni Trumpa, Kellyane Conway oświadczyła, że prezydent ma pełne zaufanie do Flynna. Chwilę potem ogłoszono dymisje generała.

Sojusznicy Donalda Trumpa w Kongresie odrzucają opinię, że Flynn swoim postępowaniem osłabił pozycję amerykańskiej polityki zagranicznej. Przyznają jednak, że sam obrót sprawy stał się problemem politycznym. Przypomnijmy, że gdy Flynn mówił - co okazało się kłamstwem - iż nie rozmawiał z rosyjskim ambasadorem o kwestiach politycznych z poręczeniem za niego w amerykańskiej telewizji wystąpił sam Mike Pence. Twierdził on wtedy, że podczas kampanii nie utrzymywano żadnych kontaktów między członkami sztabu Trumpa a Rosjanami. Twierdzić co innego znaczyło zdaniem Pence’a „uznawać za wiarygodne te dziwaczne pogłoski krążące wokół naszego kandydata”.

Przypomnijmy, że związki Michaela Flynna z Rosją od dawna wzbudzały duże kontrowersje. Nie odmawiał on zaproszeń do udziału w audycjach rosyjskiej telewizji Russia Today, za które, jak przyznał, otrzymywał honorarium. W 2015 wystąpił u boku rosyjskiego prezydenta na uroczystej gali tej stacji. Więcej. Flynn wypowiadał się, że nie widzi różnicy między tym kanałem a na przykład CNN.

Za kadencji Obamy Flynn pełnił funkcję dyrektora agencji Wywiadowczej Departamentu Obrony (DIA). Musiał jednak ustąpić z tego stanowiska. Senacka komisja ds. wywiadu sprawdza czy nie dochodziło do zmowy między Rosjanami a ludźmi związanymi z Donaldem Trumpem.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Rhys Blakely

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.