Warto pamiętać, że wszystko w życiu płynie sinusoidą

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Jerzy Stuhr

Warto pamiętać, że wszystko w życiu płynie sinusoidą

Jerzy Stuhr

To już czas, żeby sobie złożyć tradycyjne, czyli ciepłe i życzliwe życzenia na Nowy Rok. Ale równocześnie trudno nie zauważyć, że to pierwszy rok, który żegnamy bez żalu, nie wiedząc na dodatek, co będzie za tydzień, dwa? Czym nas zaskoczą? Co nam „wlepią”? I w związku z tym, czy plany osobiste przewrócą się za miesiąc, czy za dwa? Czego więc można w takiej niepewności sobie życzyć?

Myślę, że to jest ten czas, gdy trzeba się całkowicie zwrócić w stronę życia osobistego. Spojrzeć na Nowy Rok jako na realizację własnych „drobiazgów”. Może zaniedbanych, może zapomnianych?

I ja zacznę od osobistego zwierzenia, że dla mnie to bardzo ważny rok, bo kończę 70 lat! To już nie ma żartów! Taki wiek wymaga dystansu, bo miewa swoje zaskakujące i może nawet zabawne akcenty: oto niedawno wypożyczałem auto za granicą, a urzędnik mnie pyta: a ile pan ma lat? 69 - mówię, a o co chodzi? A on na to: bo są wypożyczalnie, które po siedemdziesiątce już nie wypożyczają. Może inny rodzaj ubezpieczenia będą wymagać, albo co?

Można więc powiedzieć, że jakkolwiek by spojrzeć, zbliża się dla mnie „rok graniczny”. A uwielbiam jeździć, dużo jeżdżę, więc to jest dla mnie ważne i symboliczne.

Ale za to w tramwajach można za darmo jeździć… To jest przyjemne, choć w Krakowie nigdy nie jeżdżę, ale w Warszawie sporo, w Rzymie też korzystam z autobusów, metra, tramwajów. Tam takie ułatwienie nazywa się „argento” - ładnie, tak od srebrnych włosów.

Ale taki wiek daje też pewien dystans do marzeń.

Tym bardziej, że jestem człowiekiem, który przeżył straszną chorobę. A ta choroba zmienia myślenie tak dalece, że w ogóle nie robię planów. Choć z drugiej strony jestem w tym szczęśliwym położeniu, że plany „robią się za mnie” same.

W styczniu będę w jury festiwalu w Indiach, w lutym zaczną się obchody 70-lecia naszej Szkoły Teatralnej, plany robią się za mnie.

Ja tylko mówię: proszę bardzo, wezmę udział, wygłoszę, spotkam się, itd. I do dzisiaj mi się to sprawdza, że nie robiąc planów, jeszcze uczestniczę w życiu.

Rok temu też powiedziałem panu dyrektorowi Bogusławowi Nowakowi w Operze Krakowskiej: tak.

I sprawdziło się. Reżyserowi włoskiemu też powiedziałem: tak. Ale nadal twierdzę, że nie robię planów. Samo życie o mnie pamięta. I przyznaję, że bardzo ten stan lubię. To jedno z największych szczęść, jakie mnie spotkało, że mogę tak to zostawić. A ciągle ktoś czegoś ode mnie chce.

Oczywiście wiem, że nie wszyscy Państwo są „wiekowi” lub, jak chcą Włosi, „srebrem przyprószeni”. Ale myślę, że w różnym wieku będąc, siła i przyszłość tkwi w osobistym spoglądaniu na wszystko.

Podstawą jest to, byśmy pozwolili płynąć rzeczywistości. Żebyśmy, choć na chwilę, pozwolili unieść się fali zdarzeń. Żebyśmy zwrócili się w stronę swoich zainteresowań, żebyśmy je pielęgnowali i próbowali przenieść je przez ten ciężki czas, jako nasze własne, osobiste wartości. Mogą się jeszcze kiedyś przydać.

To właściwie bardzo poważne zadanie i misja na cały rok. Żebyśmy je pielęgnowali także i po to, by mieć pewność, że nikt nie może nam wydrzeć wszystkiego.

I jeszcze jedna optymistyczna prawda, o której trzeba pamiętać: że wszystko płynie… sinusoidą.

Tę prawdziwie złotą myśl, na którą zawsze zwracał uwagę Kieślowski, wziąłem, jeszcze wcześniej, w czasie studiów polonistycznych, od profesora Krzyżanowskiego.

To on tak pisał, dzieląc epoki w kulturze: mroki Średniowiecza - oświeca Renesans, potem znowu wyrafinowanie Baroku, po wyrafinowaniu - musi przyjść okres Oświecenia, a więc jakiegoś umiaru, ładu, sceptycyzmu. Cogito ergo sum … A potem, gdy to się znudzi, to musi przyjść Romantyzm, ze swoim rozbuchaniem, ale potem trzeba się wyciszyć, codzienny dzień trzeba opisać w „Lalce”, pracę u podstaw przedstawić, a więc Pozytywizm. Itd. itd.

Tak to idzie, „góra” - „dół” i znowu tak samo, i znowu… I ta świadomość, że nawet zło przechodzi, zamieniając się na coś, za czym się tęskni - wpływa na ludzki charakter.

Ja zawsze mam w sobie optymizm, właśnie dlatego, że wierzę w to, iż wszystko płynie. Co najwyżej tylko czekam i patrzę, czy ta sinusoida już się zacznie wznosić.

Myślę sobie, że przekonanie i świadomość nieprzerwanego wznoszenia się sinusoidy, gdy już zło umiemy świadomie nazwać złem, jest optymistycznym życzeniem na Nowy Rok.

Notowała:
Maria Malatyńska

Jerzy Stuhr

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.