Uwaga: nowy Zły nadciąga!

Czytaj dalej
Fot. archiwum PPG
Paweł Gzyl

Uwaga: nowy Zły nadciąga!

Paweł Gzyl

Polityka ma ogromny wpływ na kino, nawet to rozrywkowe. Cofnijmy się choćby do lat 70. i 80. Zimna wojna między Wschodem a Zachodem wykreowała postać Jamesa Bonda, który początkowo walczył z wyimaginowanymi złoczyńcami chcącymi przejąć władzę nad światem, aby ostatecznie skoncentrować się na potyczkach z sowieckimi szpiegami.

Kiedy Ronald Reagan przejął stery amerykańskiej polityki i bezceremonialnie zmienił jej kurs na jednoznacznie antyradziecki, modne stało się kino akcji opowiadające o samotnych twardzielach dających w kość złoczyńcom, głównie oczywiście reprezentujących ówczesne Imperium Zła. To wtedy sławę zyskali Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger i Chuck Norris.

Po 1989 roku wszystko się zmieniło i naczelnymi złoczyńcami w zachodnim kinie stali się islamscy terroryści. To za nimi uganiali się kolejni kandydaci na dyżurnych obrońców demokracji. Trend ten wzmógł się oczywiście po 11 września 2011 roku - i na pewno miał wiele wspólnego z „wojną z terrorem” rozpętaną przez George’a W. Busha na Bliskim Wschodzie.

Potem jednak przyszedł Barrack Obama - optyka postrzegania muzułmanów jako naczelnych złych charakterów współczesnego kina zaczęła się zmieniać. Kłóciła się z tym bowiem lewicowa poprawność polityczna, z roku na rok coraz bardziej zdobywająca poklask w Hollywood. Jej efektem jest film „Tożsamość zdrajcy”, który właśnie oglądamy na naszych kinach.

To typowe filmy akcji oparte na klasycznym schemacie: zdradzony niegdyś przez przełożonych agent wraca do gry, aby znów uratować świat przed zagładą i ponownie uwierzyć w siebie.

Stereotyp ten został jednak wymodelowany na współczesną modłę, odpowiadającą lewicowym tendencjom, cieszącym się popularnością w Hollywood. Oto zamiast agenta mamy agentkę, która okazuje się we wszystkich sytuacjach bardziej zwinna, sprytna i inteligentna od swoich kolegów. A zatem feminizm - niestety, podany w dosyć łopatologiczny sposób, przez co nie stwarzający żadnego pola do popisu dla grającej główną rolę Noomi Rapace.

Mało tego: złoczyńcami w „Tożsamości zdrajcy” okazują się nie islamiści, którzy niespodziewanie uświadamiają sobie bezsens nienawiści i zabijania, ale jacyś nie do końca zidentyfikowani amerykańscy politycy, niedwuznacznie przypominający republikańskich prawicowców z samym Donaldem Trumpem na czele .

Czyli mamy kolejną zmianę w optyce Hollywood. Kiedy poprawność polityczna zabrania upatrywania złego w imigrantach, trzeba znaleźć dyżurnego chłopca do bicia na własnym podwórku. Trump i jego administracja nadają się do tej roli idealnie. Czekamy na więcej!

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.