Ucieczka Rufina Piotrowskiego z Syberii, czyli mission impossible w XIX wieku

Czytaj dalej
Fot. Aleksander Sochaczewski, "Pożegnanie Europy"
Wiesław Pierzchała

Ucieczka Rufina Piotrowskiego z Syberii, czyli mission impossible w XIX wieku

Wiesław Pierzchała

Brawurowa ucieczka Rufina Piotrowskiego z Syberii wzbudziła sensację w całej Europie. Nasz rodak dokonał czegoś karkołomnego i wręcz niemożliwego: pokonał tysiące kilometrów - głównie pieszo - aby wyrwać się spod Omska nad Irtyszem, gdzie przywieziono go kibitką skutego kajdanami. Nic więc dziwnego, że polski katorżnik był na ustach wszystkich, zaś jego „Pamiętniki z pobytu na Syberii”, które właśnie wznowiło wydawnictwo Zysk i s-ka, stały się bestsellerem tłumaczonym na wiele języków.

Nasz bohater skłonność do przygód miał we krwi, bowiem urodził się na bujnej Ukrainie - w Malinie (woj. kijowskie). Jako nastolatek wziął udział w powstaniu listopadowym, po którym wyemigrował do Paryża i związał się z Towarzystwem Demokratycznym. Jako emisariusz w marcu 1843 roku zjawił się w Kamieńcu Podolskim, słynnej twierdzy kresowej. Jak na rasowego konspiratora przystało, występował „pod przykrywką” jako Joseph Catharro - Francuz posługujący się paszportem brytyjskim. Aby uśpić czujność carskiej policji, zaprzyjaźnił się z rosyjskimi urzędnikami, których uczył języka francuskiego. Po tym fortelu skupił się na właściwej robocie: badaniu sytuacji i nastrojów oraz tworzeniu siatki konspiracyjnej.

Niestety, wśród rodaków natknął się na dwóch zdrajców. Pan Rufin został aresztowany i odwieziony do Kijowa, w którym za działanie na szkodę imperium rosyjskiego został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Do egzekucji jednak nie doszło, bowiem kijowski generał - gubernator Dmitrij Bibikow zamienił karę na zesłanie dożywotnie. W ten sposób konspirator trafił do gorzelni pod Omskiem, gdzie od razu zaczął myśleć o ucieczce. Dlatego gromadził żywność i pieniądze oraz kreślił mapy swej przyszłej marszruty.

Odyseja przez Archangielsk, Petersburg i Królewiec

„Serce mi drżało z trwogi i nadziei”

- wyznał w lutym 1846 roku, gdy przeżegnał się i rozpoczął wielką odyseję. W kieszeni miał 190 rubli. Niewiele, więc liczył się z każdą kopiejką. Najpierw szedł pieszo, a potem jechał saniami z przygodnie spotkanym woźnicą. Wkrótce trafił do miasta, udał się do karczmy i tam dopadło go Fatum. Lokalny rabuś ukradł mu 40 rubli, kartkę z trasą ucieczki i trefny paszport. Na szczęście miał drugi paszport, ale za to gorzej podrobiony, więc musiał mieć się na baczności.

Aleksander Sochaczewski, "Pożegnanie Europy"
Archiwum Muzeum Tradycji Niepodległościowych Pod koniec życia Rufin Piotrowski wrócił do kraju i został nauczycielem francuskiego w Tarnowie, w którym zmarł

Jak ognia unikał wszelkich posterunków. W ten sposób udając m.in. kupca, flisaka i pielgrzyma zmierzającego do słynnego monasteru na Wyspach Sołowieckich (potem bolszewicy zamienili go w pierwszy obóz koncentracyjny) dotarł do Archangielska. Tam chciał się dostać na statek płynący do Europy Zachodniej, ale nie dał rady, gdyż wejścia na pokład były dokładnie pilnowane. Ruszył więc w dalszą drogę, która wiodła przez Petersburg i Rygę do Połągi, pod którą przedarł się przez granicę prusko-rosyjską i znalazł się w Królewcu. To tam doszło do zdarzenia, które mogło przekreślić całą eskapadę. Otóż był tak zmęczony tułaczką, że usnął na pryzmie kamieni. Spadł i dalej spał. Jak kamień. Pech chciał, że odkrył go żandarm, który wziął go za włóczęgę i odstawił do aresztu miejskiego. Autor „Pamiętników” był bez dokumentów, bowiem trefny paszport rosyjski zniszczył na granicy.

Sen na kamieniach mógł skończyć się ekstradycją

Za kratami pan Rufin podawał się za Francuza, więc lokalna policja zawiadomiła o wszystkim Berlin. W końcu jednak zagrał w otwarte karty. Oznajmił, że jest Polakiem, który uciekł z Syberii, co wywołało sensację i niedowierzanie. Oczywiście dziennikarze nie przepuścili takiej gratki i wkrótce - po artykułach prasowych - w mieście zawrzało. W ten sposób informacja o cudownie ocalonym polskim katorżniku dotarła do Petersburga, który zażądał jego ekstradycji. I z pewnością by do niej doszło, bowiem oba państwa miały podpisaną umowę o wydawaniu zbiegów.

Jednak naszemu bohaterowi znów dopisało szczęście. Po kryjomu napisał list z prośbą o pomoc do wpływowego hrabiego Eulenburga, który do więzienia przysłał kupca. Ten poręczył za więźnia, który w ten sposób odzyskał wolność. Wkrótce z Berlina przyszedł rozkaz, aby Rufina Piotrowskiego odstawić do granicy i przekazać Rosjanom. Oczywiście były zesłaniec nie czekał ani chwili. Swoim wyczynem zdobył sobie sympatię mieszkańców Królewca, którzy pomogli mu przedostać się przez Gdańsk i Berlin do Paryża.

Wiesław Pierzchała

Jestem dziennikarzem w redakcji "Dziennika Łódzkiego". Zajmuję się sądami, policją, prokuraturą, tematyką historyczną oraz związaną z łódzkimi zabytkami i rodami fabrykanckimi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.