Ty masz rewolwer, a ja mam nóż,czyli pojedynek dwóch hersztów

Czytaj dalej
Anna Gronczewska

Ty masz rewolwer, a ja mam nóż,czyli pojedynek dwóch hersztów

Anna Gronczewska

Na początku 1932 roku przed łódzkim sądem stanął 20-letni Arja Lejb Karelicki. Był oskarżony o zastrzelenie 25-letniego Bolesława Millera. Do zabójstwa doszło przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi.

Klub sportowy przy ul. Piotrkowskiej 90 należał do Lejzera Goldeshlama. Zbierała się tam głównie młodzież szkolna z Łodzi. Chłopcy grali tam w ping-ponga i inne gry. Czasem przychodziło tam także podejrzane towarzystwo. Stałym bywalcem klubu był Bolesław Miller. Swego zabójcę poznał około 10 tygodni przed tragedią. Arja Karelicki przyznał przed sądem, że nie była to miła znajomość. Opowiadał, że jego ofiara słynęła z tego, że często urządzała awantury i szantażowała młodzież z tzw. deptaka.

Podejrzewał mnie, że namawiam młodzież, by nie płaciła mu haraczu - zeznawał przed sądem Arja Lejb Karelicki. - Pewnego dnia poprosił mnie, bym dał mu pieniądze na wódkę. Odmówiłem i od tego czasu Miller stał się dla mnie niegrzeczny. Odgrażał się, że zrobi ze mną porządek. Wtedy zacząłem obawiać się o swoje życie.

Arja Lejb Karelicki urodził się w Zgierzu, w 1912 r. Tak więc w chwili popełnienia zabójstwa miał 20 lat. Mieszkał z rodzicami przy ul. Śródmiejskiej w Łodzi. Był absolwentem żydowskiej szkoły przemysłowej, która mieściła się przy Pomorskiej. Twierdzono, że był antypatycznym typem, bardzo pewnym siebie, o skłonnościach psychopatycznych. Podobno przed zabójstwem Millera planował wyjazd do Argentyny. Zebrał już nawet wszystkie niezbędne dokumenty. W Argentynie jego ciotka prowadziła fabrykę tasiemek i obiecała kuzynowi posadę. Karelicki tak jak Miller, trudnił się wymuszaniem pieniędzy od łódzkiej młodzieży, głównie gimnazjalnej. Groził im, że gdy nie przyniosą mu odpowiedniej kwoty to zamelduje władzom gimnazjum, że się źle prowadzą i zostaną wyrzuceni ze szkoły.

3 listopada Miller przyszedł do klubu sportowego w towarzystwie sześciu mężczyzn. Szukali niejakiego Olearczyka, którego nazywano „królem deptaka”. Arja Lejb Karelicki przyznał, że znał dobrze Olearczyka. Tego dnia grał z nim w bilard.

- Ale Olearczyka wywołano sprzed stołu bilardowego, wyszedł razem z Millerem i jego kompanami - mówił sądowi oskarżony o zabójstwo.

Karelicki zapewniał, że Miller w rękawie płaszcza miał ukryty nóż. Miller i jego kompani pobili Olearczyka. Dopadli go przy ul. Piotrkowskiej, niedaleko klubu. „Król deptaka” ratował się ucieczką. Karelicki twierdził, że po tym wydarzeniu przestraszył się nie na żarty. Poszedł na policję i poprosił, by stróże prawa odprowadzili go do domu. Bał się, że Miller też go pobije. Policjanci go jednak wyśmiali.

- Mamy dać panu konną policję? - pytali.

Karelicki nie dawał jednak za wygraną. Zapytał policjanta na ile może trafić do więzienia jeżeli weźmie pistolet i w obronie własnej strzeli do Millera.

- Nie na dłużej niż na trzy miesiące - miał odpowiedzieć policjant.

Po tej poradzie Karelicki, gdy wrócił do domu przygotował pistolet, który posiadał nielegalnie.

Następnego dnia w klubie znów pojawiła się banda Millera. Tym razem zaczęli bić siedzącego tam szofera Garstkę. Ten zaczął też uciekać przez okno. Karelicki zeznał, że wtedy również ruszył do ucieczki, bo bał się, że Miller rzuci się na niego. A ten znów nie był sam. W skład jego Millera bandy wchodzili: „Ślepy Epstein”, „Rudy Stasiek” i „Krwawy Natan”.

Arja Leb Karelicki znalazł się na ulicy. Tam w jednej z bram, koło klubu przy ul. Piotrkowskiej znów spotkał Millera. Pokazał mu wtedy pistolet i powiedział, że nie da się tak załatwić jak szofer.

Miller zmierzył mnie groźnym wzrokiem - mówił przed sądem Arja Karelicki

Ale wieczorem Arja ponownie siedział w klubie. Podszedł do niego „Rudy Stasiek” i powiedział, że szef czeka na niego na zewnątrz. Ale Karelicki bał się wyjść. Tym bardziej, że „Ślepy Epstein” uprzedził go, że jego szef ma przy sobie duży nóż. Karelicki zaczął uciekać, wyskoczył przez okno klubu, który na szczęście znajdował się na parterze. Jednak szybko zorientował się, że podwórku są członkowie bandy Millera. Wrócił więc do klubu. Usiadł przy stoliku. Nagle zobaczył Bolka Millera. Jak zeznawał Arja Karelicki ten ponownie nie był sam. Towarzyszyli mu jego kumple. Gdy zobaczył go w drzwiach klubu zaczął przygotowywać pistolet. Zobaczył, że w rękawie Miller trzyma coś błyszczącego. Domyślił się, że może to być nóż. Przestraszył się. Ostrzegł Bolka, że zrobi tylko jeden krok w jego kierunku, a nie będzie miał litości. Zacznie strzelać.

Albo twoja śmierć, albo moja! - krzyknął w jego kierunku Bolesław

.
Kiedy Miller wyciągnął nóż Karelicki oddał do niego trzy strzały... Bolek chwycił się za serce.

- Jezus! - zdążył jeszcze wyszeptać i padł na ziemię.

Strzały okazały się śmiertelne. Potem zabójca stanął pod ścianą i kazał zadzwonić po policję.

- Zabiłem łobuza! - krzyknął na widok policjantów. - Gdybym go nie zastrzelił to on by położył mnie trupem!

Przed sądem Arja Lejb Karelicki utrzymywał, że działał w obronie własnej. Nie znaleziono jednak noża, o którym wspominał zabójca. Podobno zabrał go jeden ze świadków zdarzenia, który potem przepadł bez wieści. Nikt jednak potem nie był w stanie rozpoznać tego młodego człowieka. Nóż pojawiał się jednak w zeznaniach świadków.

Ty masz rewolwer, a ja mam nóż! - miał usłyszeć świadek Gelade

Jak można przeczytać w relacjach z procesu przesłuchano ponad 30 świadków, ale ich zeznanie nie wniosły nic nowego do sprawy. Wielu z nich miało po 16-17 lat. Wszyscy jednak podkreślali, że zarówno Miller, jak i Karelicki, nie cieszyli się dobrą opinią. Walczyli o „wpływy” wśród okolicznej młodzieży. Kilku z nich zaprzeczyło, że należało do bandy Millera. Twierdzili, że nie nosili pseudonimów typu „Rudy Stasiek” czy „Krwawy Natan”.

Jednak szybko wyszło na jaw, że Karelicki i Miller byli szefami dwóch band, które rządziły na tzw, łódzkim deptaku.

- Walczyli o rząd dusz na tym naszym łódzkim Broadwayu - pisała relacjonując proces łódzka prasa. - Ścierali się tak samo jak banda All Capone i Jacka Diamonda o kontrabandę alkoholu.

Okazało się, że Arja Lejb Karelicki miał ciekawą kartotekę policyjną. Opowiadał o tym przed sądem policjant, wywiadowca Kwiatkowski. Mówił, że oskarżony pobił w Parku im. Sienkiewicza niejakiego Bednarka, bo ten odmówił mu 10 złotych za wódkę. Potem zaś jego kompani „namawiali” go, by zmienił zeznania.

- Zasięgnąłem opinii w wielu kręgach i wszyscy wypowiadali się o Karelickim jako awanturniku - zapewniał sąd wywiadowca Kwiatkowski. - Miller miał rejestr czysty. Był synem robotnika. Z jednym kolegą się pobił, z innym pogodził. Nie uchodził za specjalnie dobrego, ale nie też nie było mu specjalnie coś zarzucić. Słyszałem, że napadł na mieszkanie matki Karelickiego. Prawdopodobnie strzelił w okno z procy.

W mowie końcowej prokurator Chawłowski stwierdził, że Karelicki nie działał w obronie własnej. Już wcześniej zastanawiał się jak „sprzątnąć” Karelickiego. Potem, dla demonstracji, zgłosił się na komisariat i poprosił o ochronę. Prokurator wnosił o skazanie oskarżonego na 10 lat więzienia. Natomiast obrońcy Karelickiego wnosili o uniewinnienie swojego klienta.

- On działał w obronie swojego życia! - przekonywali. - Sąd nie jest po to, by niwelować różnice między dodatnimi i ujemnymi stronami charakteru ofiary i Karelickiego, Należy się jednak zastanowić jaka jest proporcja między dobrem zagrożonym przez napastnika, a naruszonym przez napadniętego. Jak stwierdził Sąd Najwyższy napadnięty nie ma obowiązku uciekać, ale ma prawo się bronić. Prawo nie ustępuje bezprawiu.

Sąd nie uznał tłumaczeń Karelickiego i jego obrońców. Wyrok był jednak niższy od tego, który żądał prokurator. Skazał go na pięć lat ciężkiego więzienia. Stwierdził, że Miller nie miał przy sobie noża, a Arja nosił się z zamiarem jego zabicia. Między innymi dlatego pojawił się w klubie z pistoletem. Działał jednak wskutek silnego afektu, a nie obrony koniecznej. Sąd wziął też pod uwagę młody wiek oskarżonego. Dlatego zasądził w miarę łagodny wyrok.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.