Tego roku Polacy będą się zmagali w wielu konkurencjach. Politycy znowu spróbują zrobić skok na kasę. a "Kowalscy" ochronić swoje portfele

Czytaj dalej
Fot. Pixabay.com
Jacek Pająk

Tego roku Polacy będą się zmagali w wielu konkurencjach. Politycy znowu spróbują zrobić skok na kasę. a "Kowalscy" ochronić swoje portfele

Jacek Pająk

Jedni wylądują w tym wyborczym roku na dobrze płatnym politycznym podium. Za to twarde lądowanie może czekać - jak zwykle - „szarych Kowalskich”, którym przyjdzie więcej płacić za odbiór śmieci lub sfinansować z własnej kieszeni kolejne polityczne wyskoki

Wskoczyliśmy w ten nowy 2019 rok jak zwykle w rozmaitych kondycjach. Jedni byli już lub jeszcze są „na fazie”. Niektórych dopadł kac - może już nie ten fizyczny, ale głównie psychiczny, bo znów przybył nam roczek, więc trzeba było ogłosić wszem i wobec jakieś noworoczne postanowienia, których zapewne i tak nie spełnimy...

Ale zacznijmy dynamicznie, zimowo, patriotycznie i ludowo, czyli na sportowo.

Turniej Czterech Skoczni zdominował na razie jeden Japończyk, co innym latającym narciarzom nieco podcięło skrzydła, ale naszym orłom kibicom wręcz chyba ich dodało, co widać w telewizyjnych transmisjach. Biało-czerwonej kadrze - mam nadzieję - przybyło w związku z tym sportowej pozytywnej złości przed kolejnymi turniejami.

Polskie plotkarskie portale internetowe twierdzą wręcz, że jednemu z naszych słynnych i swoiście kiedyś roześmianych skoczków pomógł „skok w bok”, czyli rozstanie z byłą partnerką. Ale ten temat może właśnie zostawmy na boku...

Z kolei na skoczni politycznej trwa na razie rozgrzewka przed tegorocznymi wyborami do parlamentów - tego europejskiego i tych naszych polskich izb niższej i wyższej, czyli Sejmu i Senatu. Tutaj skok jest głównie po wpływy. Z nich tryska zazwyczaj prestiż i kasa. Im dalej taki polityk zaleci, tym na mecie zgarnie więcej - trochę tak jak u sportowców. Tyle, że polityk musi się jeszcze podzielić z tymi ważniejszymi, którzy go wypuścili z belki startowej oraz dołożyć do ekipy swoich pomocników z kampanii wyborczej.

To będzie też rok kolejnych „skoków” po patriotyczną pamięć. W 2018 dominowała liczna 100, czyli okrągła rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. W 2019 będzie to natomiast 80, czyli tragiczny jubileusz wybuchu II wojny światowej.

Na skoczni „ludycznej”, jeśli wierzyć statystykom, Łódź czeka w tym roku rekordowy nalot turystów. Przylecą być może samolotami, może nawet na Lublinek, który ostatnio w konkurencji z innymi lądowiskami dołował, ale ma niezłe rokowania. W każdym razie władze Łodzi oszacowały właśnie, że stolicę naszego województwa nawiedzi w 2019 roku aż milion przyjezdnych - z kraju i z zagranicy. A jeszcze w 2017 było ich 121 tysięcy, a w ubiegłym roku około 750 tysięcy.

Podskoczyć ma też zainteresowanie łódzkimi nieruchomościami, w tym głównie biurowcami i halami produkcyjnymi, ale też innymi inwestycjami. No bo w końcu jesteśmy na styku autostrad, a do Warszawy nie jest tak daleko. Utrudnieniem może być wprawdzie plan poszerzenia odcinka A2 między Łodzią a stolicą o trzeci pas, ale i to jakoś przebolejemy.

Za to być może jakoś bardziej poszybują przy okazji nasze pensje, bo łódzkie zarobki w polskiej skali plasują się w „dolnej strefie stanów średnich”.

A kogo czeka twarde lądowanie?

Jak zwykle pewnie nas, czyli statystycznych Kowalskich, których wkrótce zdołują choćby podwyższone opłaty za odbiór śmieci...

Jacek Pająk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.