Takiego trenera kobieciarza Widzew potrzebuje

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kasprzak
Dariusz Kuczmera

Takiego trenera kobieciarza Widzew potrzebuje

Dariusz Kuczmera

Jedziemy na ligowy mecz, wszyscy piłkarze już są, wszyscy spakowani w autokarze, ale nie ma najważniejszej osoby. Czekamy pięć, dziesięć minut, wreszcie kapitan podejmuje decyzję, że jedziemy po dom trenera. Podjeżdżamy, a na balkonie domu szkoleniowca widzimy roznegliżowaną młodą kobietę. Gdy kapitan wchodzi do domu trenera, ten przeprasza, że źle się czuje i na mecz nie pojedzie.

Takiego trenera kobieciarza Widzew potrzebuje
Dariusz Kuczmera

Tę nietypową historię opowiadali piłkarze dawnego legendarnego Górnika Zabrze o węgierskim trenerze. Geza Kalocsay z powodu romansów musiał uciekać z Polski, ale każdy zawodnik Górnika powie, że europejskiego, nowoczesnego stylu gry nauczył ich właśnie ów kobieciarz. Niech będzie taki, byleby umiał prowadzić zespół i odmienił drużynę.

Czy takich kobieciarzy doczekamy się w Widzewie?

Mnie i większości kibiców marzył się duet na stanowisku trenera Widzewa Franciszek Smuda - Tomasz Muchiński. Obaj dogadują się wspaniale, jest między nimi chemia, a w żyłach płynie widzewska krew. Pojawiają się na giełdzie jeszcze inne nazwiska, ale cieniem się kładzie bardzo ważna kwestia.

Otóż w Widzewie brakuje kasy. Niedawno jeden z byłych widzewiaków, dziś prowadzący prężnie działający klub skarżył się, że Widzew nie zapłacił mu 4 tys. zł za pozyskanie trzech piłkarzy z rocznika 2000. Jak w dawnych czasach prezes unikał rozmów z wierzycielem, tłumaczył się, że jest u lekarza, w sklepie, itd. Wypisz, wymaluj, jak w dawnych dobrych czasach. Tylko tamten wielki zadłużony Widzew grał w Lidze Mistrzów, ten nie może wydostać się z trzeciej ligi.

Dlatego maleje nasza nadzieja na zatrudnienie markowego trenera, bo takowy kosztuje. Mało prawdopodobne jest też, że prywatny, tajemniczy sponsor będzie płacił pensję trenerowi. Takich filantropów już dzisiaj w Widzewie nie ma. Było dwóch, jak Stanisław Syguła i Grzegorz Waranecki, ale pokazano im drzwi.

Może się mylę, wtedy wszystko odszczekam tak głośno, jak robi to moja suka Samanta.

W ŁKS na razie trenera kobieciarza o otwartym, europejskim pomyśle na piłkę nie potrzeba, bo łodzianin Marcin Pyrdoł wygrał pierwsze trzecioligowe starcie. Pomnik należy się Jewhenowi Radionowowi, bo to odkrycie ligi. Ukrainiec grał jak z nut. Clou w budowie drużyny tkwi w tym, aby znaleźć takiego właśnie zawodnika, który będzie stanowił różnicę. Nie jest drogi, nie jest znany, ale stał się bardzo ważną postacią drużyny. Trzeba szukać właściwych ludzi do łódzkich klubów.

Dariusz Kuczmera

Piszę o sporcie międzynarodowym, krajowym i lokalnym. Zajmuję się naszymi piłkarskimi drużynami: ŁKS, Widzewem, GKS Bełchatów, zespołami rugby, koszykówki, siatkówki, czy żużla. Obsługiwałem wiele zagranicznych wydarzeń sportowych, jak mecze Widzewa w Lidze Mistrzów, mecze reprezentacji Polski w eliminacjach mistrzostw świata i Europy czy finały Ligi Mistrzów: Real - Valencia w Paryżu i Ajax - Milan w Wiedniu. Relacjonowałem finały mistrzostw Europy Euro 2000 w Belgii i Holandii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.