Tajna broń naszych skoczków, czyli kombinezon musi być jak garnitur

Czytaj dalej
Fot. Materiały Prasowe
Jacek Drost

Tajna broń naszych skoczków, czyli kombinezon musi być jak garnitur

Jacek Drost

Kiedy nasi skoczkowie lecą po kolejne sukcesy, tak jak np. w 2017 r. po złoty medal na mistrzostwach świata w Lahti czy w tym roku po brązowy krążek na olimpiadzie w Pjongczangu, nie wszyscy wiedzą, że robią to w kombinezonach szytych w Szczyrku, w firmie Huligan’s, prowadzonej przez Marcelinę i Stefana Hulów. Tak, tak, to ten Stefan Hula junior, który jest nie tylko znakomitym skoczkiem narciarskim, ale poza sezonem sportowym pomaga żonie w szyciu właśnie takich kombinezonów.

Trzeba też wiedzieć, że to wyjątkowo nietypowa branża - każda reprezentacja ma swoją firmę, która szyje dla niej stroje; specyficzny jest sam materiał, z którego one powstają; najdrobniejsze szczegóły mogą zadecydować o sukcesie czy porażce, zaś wszelkie rozwiązania strzeżone są jak największe tajemnice.

Tajna broń naszych skoczków, czyli kombinezon musi być jak garnitur
Andrzej Banaś

- Pomysł założenia firmy pojawił się po zakończeniu sezonu narciarskiego w 2012 roku. Podsumowywano wtedy starty naszych zawodników. Omawiane były różne kwestie, w tym taka, że kombinezony ich zawiodły. Z racji, że mój mąż i jego koledzy wiedzieli, jakie zmiany chcieliby wprowadzić w kombinezonach, jaki uzyskać efekt, stwierdziliśmy, że spróbujemy takie uszyć i zobaczymy, co z tego wyjdzie - opowiada Marcelina Hula.

Decyzja o szyciu kombinezonów była spontaniczna. Marcelinę i Stefana Hulów wspomógł ich szwagier, który zamówił i pożyczył im pieniądze na pierwszą rolkę specjalnego materiału. Gdy już rolka została zamówiona, nie było wyjścia - trzeba było zakasać rękawy i chwycić byka za rogi...

Materiał jak skóra foki

Materiał do produkcji kombinezonów musi mieć specjalny certyfikat. To półcentymetrowy kompozyt składający się z pięciu warstw. W dotyku jest jak skóra foki - gładka „z włosem” i niezwykle szorstka w przeciwną stronę. Materiał musi być dodatkowo nierozciągliwy i nie zmieniać swoich wymiarów, bo właśnie za przekroczenie wymiarów kombinezonu najłatwiej zostać zdyskwalifikowanym. W czasie zawodów każdy zawodnik jest przez federację FIS mierzony, a różnica między wymiarami kombinezonu a obwodem zawodnika nie może przekroczyć 2 cm. Takie materiały produkują tylko dwie firmy na świecie. Huligan’s korzysta z materiału tworzonego w Szwajcarii.

Marcelina Hula przyznaje, że mimo iż jest po studiach włókienniczych, a wcześniej zajmowała się projektowaniem odzieży, to nigdy nie miała do czynienia z tak specyficznym materiałem. - Jest trudny w obróbce - elastyczny, ulega rozwarstwieniu, cały czas trzeba się pilnować, żeby się nie rozciągał. Do tego potrzebna jest odpowiednia maszyna i nici. Musiałam się nauczyć z nim pracować. To było wyzwanie - wspomina pani Marcelina, która jego właściwości poznawała na stroju męża, a swój pierwszy kombinezon szyła aż dwa dni.

Szycie kombinezonów narciarskich to bardzo nietypowa branża. W sumie konkurencja nie jest duża, każda reprezentacja korzysta ze swojej zaufanej firmy szyjącej dla niej stroje. Nie zajmują się tym wielkie korporacje, nie da się iść w masową produkcję.

Dla osiągnięcia dobrych wyników w czasie zawodów jeden kombinezon wystarcza na kilkanaście skoków. Potem, po okresie ekstremalnych naprężeń, traci już swoje właściwości. Każdy skoczek zużywa w sezonie około 10 kombinezonów.

- Szycie kombinezonów narciarskich to szycie na miarę. Każdy musi być jaknajlepiej dopasowany, tak samo jak garnitur. Jeśli dla jakiegoś zawodnika kombinezon jest szyty po raz pierwszy, to robione są przymiarki i poprawki. Trzeba bardzo indywidualne podchodzić do każdego zawodnika. To bardzo precyzyjna robota. Czymś takim nie zajmują się korporacje, nie da się kombinezonu uszyć w Chinach na jakiejś szwalni - opowiada Marcelina Hula.

Szycie kombinezonów narciarskich otoczone jest tajemnicą pilnie strzeżoną przez producentów i ekipy narodowe. Powstanie każdej serii poprzedzone jest drobiazgowymi konsultacjami z zawodnikami, trenerami i asystentami. Marcelina Hula jest z nimi na bieżąco. Liczy się każdy głos, każda uwaga, każdy szczegół, który później może mieć wpływ na sukces czy porażkę.

- Naprawdę słuchamy wszystkich, by to był jak najlepszy produkt. Nawet nie chodzi o zarabianie nie wiadomo jak wielkich pieniędzy, ale raczej o wdrażanie jak najlepszych pomysłów - opowiada Marcelina Hula. Przyznaje, że najwięcej uwag zgłasza jej mąż, Stefan Hula.

A ważne jest wszystko - nie tylko wspomniany specyficzny materiał, nici, krój, ale nawet... kolor. Nawet on jest uzgadniany z trenerami. Tak było z malinowym kolorem kombinezonów na olimpiadzie w Soczi, który wzbudził sensację, a w którym Kamil Stoch zdobył dwa złote medale olimpijskie, tak samo jest z nietypowym brązowym kolorem kombinezonów, w którym Polacy ostatnio odnoszą sukcesy. - Brązowe kombinezony wymyślił trener Stefan Horngacher. Dlaczego brąz? Trzeba by spytać o to trenera Horngachera - opowiada Marcelina Hula.

Wszelkie zmiany i poprawki w kombinezonach wprowadzane są latem. Zawodnicy mogą je wtedy przetestować podczas letnich zawodów czy obozów, zgłosić swoje uwagi.

- Z czasem przekonaliśmy się, że nie ma co za dużo zmieniać, bo kombinezon jest bardzo ważny, ale najważniejszy jest zawodnik i jego forma. Kombinezon ma pomóc, być w miarę komfortowy i na tym się skupiamy, ale tak naprawdę za wiele się nie da wymyślić, bo jest regulamin i trzeba się go trzymać - opowiada Marcelina Hula.

Szycie po skokach

Marcelina Hula opowiada, że jak już zrobione są pomiary zawodników i wykroje, to samo zszycie poszczególnych elementów nie zajmuje wiele czasu - pół lub cały dzień, z zależności, czy pomaga jej mąż, czy robi to sama. We dwoje idzie szybciej. - Mój mąż bardzo dużo mi pomaga. W zasadzie to nasza wspólna firma. Jest takim pośrednikiem pomiędzy zawodnikami i trenerami. Sam skacze, więc wie, co można. Ma dużo pomysłów i jak przyjeżdża z zawodów czy obozów, to pomaga mi w pracowni - wycina formy z materiału, a ja je zszywam - opowiada Marcelina Hula. Dodaje, że wprawdzie Stefan Hula jr do szycia może nie ma wielkich zdolności, ale ma swoją wizję, jak kombinezony powinny być uszyte; wie, co potrzeba i ma łatwość do wprowadzania zmian.

- Ja podchodzę do szycia bardziej technicznie. Wiem, jakie są reguły, jeśli chodzi o krawiectwo, choć tutaj niekoniecznie się sprawdzają. Natomiast Stefek ma taką lekkość i łatwość wprowadzania zmian na szablony, co później przekłada się na jakość produktu - podkreśla Marcelina Hula. Zdradza, że jak jest na jakichś zawodach, to zwraca uwagę na kombinezony skoczków z innych reprezentacji - to takie skrzywienie zawodowe. Mówi też, że sama takiego kombinezonu jeszcze nie przymierzała, ale jak przystało na żonę skoczka narciarskiego, sesję ślubną mieli na skoczni.

- Siedziałam na belce w sukni ślubnej. I wysokość robi wrażenie! Podziwiam tych chłopców za odwagę, bo nie wiem, czy odważyłabym się zjechać spod progu, a co dopiero skoczyć - mówi Marcelina Hula.

Jacek Drost

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.