Szykuje się awantura o orła. I nie chodzi tutaj tylko o koronę i szpony...

Czytaj dalej
Dariusz Chajewski

Szykuje się awantura o orła. I nie chodzi tutaj tylko o koronę i szpony...

Dariusz Chajewski

Heraldycy są przekonani, że nasze godło, a raczej nasz herb powinien przejść gruntowny lifting. I to nie ze względu na urodę czy wiek, ale... heraldyczne reguły. Zmieni nie tylko koronę i „obuwie”, ale straci cienie i półcienie... Historycy mają także zamiar zdefiniować odcień czerwieni na biało-czerwonej. W tym tygodniu, podczas kongresu, zasiądą nad tym najtęższe heraldyczne głowy...

Według legendy założyciel państwa Polan, Lech, podczas popasu zobaczył imponu-jące gniazdo nadrzewie, a w nim dostojnego białego orła z dwoma pisklętami. W pewnym momencie orzeł rozpostarł skrzydła na tle nieba czerwonego od zachodzącego słońca. Lech zachwycił się, postanowił tam osiąść, umieścił orła w swym herbie, a miejsce na pamiątkę nazwał „Gniezdnem” (Gniezno). Historia ta pierwszy raz spisana została w „Kronice Wielkopolskiej” napisanej po łacinie w 1273 roku.

Pierwsze przedstawienie orła pojawiło się na denarach Bolesława Chrobrego. Naukowcy spierają się, czy to jest orzeł, czy może kogut, gołąb lub paw... Heraldyk prof. Wojciech Strzyżewski nie ma wątpliwości - to orzeł. Tylko wówczas nie obowiązywały jeszcze zasady heraldyczne...

Orzeł występował na monetach i pieczęciach książąt piastowskich, na tarczach i chorągwiach od XII wieku. Początkowo to motyw herbów głównie śląskiej linii Piastów. Po raz pierwszy jako godło książęce pojawia się na pieczęci konnej Kazimierza opolsko-raciborskiego w 1222 r. Jako oficjalny herb całego państwa polskiego zaczął być używany od 1295 r. przez Przemysła II, który po raz pierwszy użył ukoronowanego orła jako godła państwa na rewersie pieczęci majestatycznej z 1295 r...

Jeden z najwybitniejszych polskich heraldyków, prof. Wojciech Strzyżewski, uważa, że nasze godło powinno być poprawione

Na I Kongres Heraldyki Polskiej zjadą najwybitniejsi specjaliści od herbów, znaków, barw… Podobno zapowiada się wielka awantura o orła.
Z naszym godłem generalnie jest problem i tutaj nie ma żadnego sporu, wątpliwości. W samej Konstytucji jest fatalny opis, gdyż jest mowa w niej tylko o godle, a godło jest przecież elementem herbu. Do tego mamy dyskusję o samej stylizacji. Ta obowiązująca dziś nawiązuje bezpośrednio do herbu przedwojennego, który po części był dziełem o charakterze bardziej artystycznym niż heraldycznym. Słowem, zostały naruszone pewne reguły heraldyczne, które nie zostały tutaj uwzględnione.

Orła czeka lifting?
Spójrzmy na szpony orła. Na wszelkich wizerunkach barwnych herbów królów polskich orzeł ma szpony żółte. U nas, w naszym herbie państwowym, w tym kolorze są już tylko pazury. Pozostała część jest biała, opierzona. Po drugie, autor tego projektu, co zostało powtórzone po II wojnie światowej, zastosował cieniowanie. W heraldyce nie ma czegoś takiego jak cienie, półcienie…

Czyli nasz orzeł straci trójwymiarowość?
W pewnym sensie. Ale mamy jeszcze jeden problem, który może wzbudzać największe kontrowersje. Koronę. Zresztą jest to od dawna temat dyskusji i złożony problem natury historycznej. Generalnie przyjmuje się, że korona otwarta, którą dziś widzimy na głowie orła, jest koroną symbolizującą państwo nie do końca samodzielne. Natomiast ta zamknięta, zwieńczona charakterystycznym pałąkiem, symbolizuje niezależne królestwo. Jednak po raz pierwszy ten element pojawił się u nas dopiero w XVI wieku, gdy mamy już do czynienia z państwem polsko-litewskim. Wówczas herb królewski i później Rzeczpospolitej przedstawiał Rzeczpospolitą Obojga Narodów, czyli białego orła w koronie i pogoń litewską, czyli herb Wielkiego Księstwa Litewskiego. I dopiero ta tarcza była zwieńczona właśnie zamkniętą koroną królewską, zaś orzeł na tarczy, który reprezentował Królestwo Polskie, nadal miał otwartą. Czyli ta zamknięta korona nad tarczą reprezentowała władzę królewską nad obu narodami. Dopiero w XVIII wieku, za królów saskich z dynastii Wettinów, ta zamknięta pojawia się również w odniesieniu do Królestwa Polskiego.

Litwini mogą poczuć się urażeni…
Mamy jeszcze jeden element, który może wywołać dyskusję. Pałąk korony jest zwieńczony jabłkiem królewskim, a jabłko królewskie ma przecież na szczycie krzyż. Nie doszukiwałbym się tutaj jednak jakichś odniesień religijnych, czy politycznych, a raczej symbolu władzy królewskiej. Jabłko królewskie to nawiązanie do tradycji.

Jest Pan zwolennikiem żółtych szponów?
Tak.

Płaskiego wizerunku…?
Oczywiście.

I zamknięcia tej korony?
Jak najbardziej.

Czy czeka nas jeszcze jakaś niespodzianka?
Pozostaje kwestia słynnych gwiazdek na skrzydłach, które kojarzą się niektórym z gwiazdą pięciopromienną.

Gwiazdki do wyrzucenia?
Można dyskutować, czy przypadkiem orzeł biały nie powinien mieć na piersiach charakterystycznego dla polskiej heraldyki zakończenia w kształcie trzylistnej koniczyny. Wtedy na tych białych skrzydłach byłyby żółte pasy zakończone koniczyną.

Czyli jest Pan przeciwko gwiazdkom?
Poprawna heraldycznie byłaby koniczynka.

Brzmi to niepoważnie, mimo że podejmuje je najpoważniejsze heraldyczne gremium.
Nadarza się okazja dyskusji, to pierwszy kongres heraldyki polskiej. Tutaj można porozmawiać i wypracować wspólne stanowisko. Na pewno trzeba uporządkować sprawę symboli. Weźmy barwy narodowe, które zostały ustalone w dobie „przedkomputerowej”. Dziś opisy te niewiele mówią współczesnym grafikom. Dziś trzeba podać definicje bieli i czerwieni czytelne w życiu codziennym. Podobnie pojawia się kwestia funkcjonowania proporca prezydenckiego. Wywieszanie biało-czerwonej flagi przed pałacem prezydenckim niczemu nie uchybia, ale niewiele przeciętnemu Polakowi mówi. Najwyżej, że jest to budynek rządowy. W Czechach, Niemczech, w innych krajach prezydentowi przysługuje odrębny proporzec, którym się posługuje i jest wywieszany, gdy głowa państwa przebywa w swojej siedzibie. Jednak wiem, że dla przeciętnego Polaka to pewnie temat zastępczy, budzący emocje.

Nie sądziłem, że heraldyka budzi takie emocje…
Heraldyka to taka nauka, zwłaszcza ta samorządowa i i państwowa, która zawsze niesie z sobą emocje. W końcu to symbole. To także fascynujące zagadnienie, że my, heraldycy, historycy budujemy emocje, a nawet zarządzamy emocjami w pewnej sferze świadomości. Jednak to dobrze. Jeśli te symbole budzą emocje znaczy to, że się z nimi identyfikujemy, że na nich nam zależy.

Rozmaitych wariacji na temat naszego herbowego orła widziałem setki.
I tak jest teraz znacznie lepiej, nie ma aż takiej wolnej amerykanki. Pamiętajmy, że trzeba rozróżnić wizerunki orła historycznego, które funkcjonowały, na przykład, na pieczęciach i są często wykorzystywane. Gdy mówimy o tym urzędowym jest znacznie lepiej, jest przedstawiany według tego określonego w Konstytucji wzorca.

I który w znacznym stopniu chcemy teraz poprawić. Będzie larum, do przemalowania pójdą tablice, dokumenty, pieczątki…
Pewnie tak, ale robione to będzie sukcesywnie.

I to mówi heraldyczny liberał?
Uważam, że ci, którzy stanowią o umieszczaniu konkretnych elementów, o tym, czym chcą się pochwalić, mogą je umieszczać. Nie jestem ortodoksyjny.

Ortodoksyjny? Czy to znaczy, że są również heraldycy ortodoksyjni?
Oczywiście, i można mówić nawet o pewnym sporze. Sam robiłem kilka herbów dla lubuskich samorządów, które musiałem wielokrotnie poprawiać i, delikatnie mówiąc, nie do końca zgadzałem się z uwagami Komisji Heraldycznej. O tym także będziemy mogli podczas kongresu dyskutować. 27 lat funkcjonowania samorządu pozwala na pewne podsumowania heraldyki samorządowej. Mamy przecież do czynienia z 1.500 gmin wiejskich, które nie miały tradycji heraldycznych. Czasem ich herby opracowywali fachowcy, a innym razem regionaliści…

Widziałem kilka heraldycznych potworków.
Ja też. Jednak moim zdaniem Komisja Heraldyczna ingeruje zbyt głęboko w stylizację. I to rodzi, zniecierpliwienie, irytację samorządowców, gdy słyszą, że ich orzeł jest zbyt… łagodny. Ma być srogi. W polskiej heraldyce samorządowej królują motywy historyczne. Wiem, że w ustach historyka i heraldyka zabrzmi to dziwnie, ale uważam, że z tym stanowczo przesadzamy. Herb powinien opowiadać jakąś historię, ale niekoniecznie tak odległą w czasie.

Powinien na tarczy herbowej pojawić się komin fabryki, traktor, samolot?
Nie przesadzajmy, żadnych komputerów, czy długopisów, ale powinniśmy opracować wzorce wizerunkowe. Przecież dziś tradycyjne herby czytamy jak książkę, poznajemy historię konkretnej rodziny, czy terenu.

Wróćmy do orła. Niedawno widziałem białego orła z czasów PRL, który był herbem Gorzowa Wielkopolskiego…
Oczywiście, przez lata próbowano także polonizować herby na tzw. ziemiach odzyskanych. Nie pasowały do scenariusza te niemieckie, czarne, czy brandenburskie, czerwone, tak jak ten gorzowski. Zatem pojawił się biały orzeł z zielonymi koniczynkami. Co całkowicie mijało się z prawdą historyczną.

Czyli heraldyka nie jest taka święta?
Tutaj nie mówimy o heraldyce, ale o polityce…

A ta cała dyskusja o przemalowaniu orła? To tzw. dobra zmiana?
To wyłącznie heraldyka.

Dziękuję.

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.