Szkoła z Łodzi, która jest jak najlepiej zrobiony film

Czytaj dalej
Dariusz Pawłowski

Szkoła z Łodzi, która jest jak najlepiej zrobiony film

Dariusz Pawłowski

Szkoła Filmowa w Łodzi inauguruje 70. w swojej historii rok akademicki. Przez te wszystkie lata wykształciła armię wspaniałych artystów, ludzi filmu, producentów, absolwentów, którzy rozjechali się po świecie. I pozostaje miejscem, które czasem niemal bajkowym uczy przedsiębiorczego myślenia.

Wyobraźcie sobie dom, w którym otrzymuje się szansę realizacji marzeń, a najbardziej szalone pomysły traktowane są nie jak dziwactwo, ale zalążek twórczego myślenia i - być może - zapowiedź wielkiego talentu. Gdzie własne, świeże idee można skonsultować z doświadczeniem mistrzów i otrzymać od nich wskazówki pozwalające nie tracić energii na wyważanie otwartych drzwi, za to odnaleźć początek własnej ścieżki. Wszystko w atmosferze wyjątkowości, „zamku”, oddzielającego od szarej rzeczywistości, zapewniającego opiekę i ochronę przed przyziemnością codzienności. W otoczeniu murów olbrzymiej tradycji, dokonań wielkich poprzedników, przez dziesięciolecia pisanej legendy. Do wizerunku szklanego domu, tak bardzo upragnionego przez wielu klosza, który chroni młode, wrażliwe dusze w trudnym okresie kształtowania się i wkraczania w dorosłość, doskonale pasuje Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna, bardziej znana pod krótszą nazwą Szkoła Filmowa w Łodzi (określenie „filmówka” tu na razie zostawmy, później wyjaśnimy dlaczego). Dlatego tak trudno się tam dostać.

O kloszu stwarzającym cieplarniane warunki mówi wiele osób związanych ze Szkołą. W ostatnich latach coraz więcej się robi, by wyjście spod skrzydeł uczelni nie wiązało się ze zderzeniem z prozą życia.

- Panuje przekonanie, że ukończenie Szkoły jest rodzajem cezury, że oto kończy się klosz ochronny, gdzie były pieniądze na przedstawienia i etiudy, a potem okazuje się, że atakują nas okrutna rzeczywistość i różnej maści jubileusze - podkreśla barwnie Mariusz Grzegorzek, rektor łódzkiej Szkoły Filmowej. - I choć do pewnego stopnia tak jest, to przez kilkadziesiąt lat Szkoła tworzy unikalny, autorski program nauczania sztuki filmowej, wydała i ciągle wydaje wielu wybitnych absolwentów, potrafiących sobie radzić w życiu.

Zatem kuźnia artystów, ale również uczelnia ucząca zawodu, warsztatu i umiejętności profesjonalnego wykorzystywania nabytych umiejętności. Wszechnica sztuki, wskazująca na różnicę między wartością a poklaskiem, lecz także akademia dobrego smaku i negocjacji pozycji twórcy w zdominowanej przez materializm codzienności. Tak może procentować siedemdziesiąt lat doświadczeń w różnych okolicznościach.

Sama Szkoła z okazji swojego 70-lecia kwituje to tak: „Zmieniały się nazwy, rzeczywistość wokół, polityka, klimat i nastroje. A my niezmiennie. Przy Targowej. Film i Teatr - nasze oczka w głowie. Codziennie na planach i na deskach teatru składamy w filmy i spektakle to, co w naszych głowach i sercach - reżyserów, operatorów, aktorów, fotografów, animatorów, montażystów, scenarzystów i kierowników produkcji musuje, te historie wszystkie, które spać nie dają. I tak RAZEM, już 70 lat! Ilość filmów, Ludzi i emocji w trakcie tego czasu - niezliczona i niepowtarzalna”. Pierwszy rok akademicki w łódzkiej uczelni zainaugurowano jesienią 1948 roku przy ul. Targowej 61/63, w dawnym pałacyku fabrykanta Oskara Kona, trzy lata po II wojnie światowej, gdy komunistyczne władze z zapałem wprowadzały swój porządek w Polsce. W Szkole od początku można było znaleźć elementy świata baśniowego. I uciec od socjalistycznych realiów w krainy kreowane przez wyobraźnię umysłów ludzi wybitnych.

Współtwórcą Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi (pod którą to nazwą powstała uczelnia) był prof. Jerzy Teoplitz. Państ-wowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna im. Leona Schillera narodziła się w 1958 roku w wyniku połączenia dwóch uczelni - Wyższej Szkoły Filmowej (od 1950 r. Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej), w ramach której istniały wydziały reżyserski i operatorski oraz Państwowej Wyższej Szkoły Aktorskiej, powstałej w 1949 roku (od 1950 r. kierował nią Kazimierz Dejmek, wśród absolwentów byli m.in. Jadwiga Barańska i Jan Machulski).

Pierwszymi wykładowcami Wyższej Szkoły Filmowej byli, obok Jerzego Toeplitza - Jerzy Bosak, Wanda Jakubowska, Stanisław Wohl i Antoni Bohdziewicz. Naukę w pierwszym szkolnym okresie rozpoczynali późniejsi reżyserzy, m.in. mistrzowie tzw. polskiej szkoły filmowej: Andrzej Munk, Andrzej Wajda, Roman Polański, Janusz Morgenstern, Kazimierz Kutz i Kazimierz Karabasz, a także operatorzy, m.in. Witold Sobociński i Jerzy Matuszkiewicz (obaj byli także jednymi z pierwszych muzyków jazzowych w socjalistycznej Polsce) oraz Jerzy Wójcik i Mieczysław Jahoda. W kolejnych latach w Szkole Filmowej studiowali na wydziale reżyserii m.in. Stanisław Bareja, Wojciech Marczewski, Jerzy Skolimowski, Krzysztof Zanussi, Jerzy Gruza, Henryk Kluba, Edward Żebrowski, Krzysztof Kieślowski, Filip Bajon, Marcel Łoziński, Jan Jakub Kolski, Krzysztof Krauze, Zbigniew Rybczyński, Marek Koterski, Juliusz Machulski, Władysław Pasikowski. A na wydziale operatorskim m.in. Adam Holender, Sławomir Idziak, Edward Kłosiński, Paweł Edelman, Piotr Sobociński, Krzysztof Ptak. Wśród aktorów, którzy ukończyli Szkołę w Łodzi, są Ludwik Benoit, Janusz Gajos, Tadeusz Janczar, Jerzy Kamas, Zygmunt Malanowicz, Leonard Pietraszak, Pola Raksa, Bogusław Sochnacki, Michał Szewczyk, Bronisław Wrocławski, Krzysztof Stroiński, Wojciech Malajkat, Cezary Pazura, Zbigniew Zamachowski, Edyta Olszówka, Gabriela Muskała, Marieta Żukowska, Agnieszka Dygant, Ireneusz Czop. I tak dalej, i tak dalej.

Ci wszyscy ludzie naznaczyli również swoją historią słynne miejsca uczelni. Kultowym miejscem była przez lata sala filmowa w rektoracie - dzięki osobistym kontaktom wykładowców pokazywano tu kopie produkcji amerykańskich i zachodnioeuropejskich, niedostępnych w oficjalnej dystrybucji i dyskutowano o nich do świtu. A już prawdziwą legendą są schody prowadzące do tej sali. Roman Polański nazwał je nawet najważniejszymi schodami w historii kinematografii, zaraz po tych z „Pancernika Potiomkina”. Na schodach uwielbiali przesiadywać studenci - spotykali się tu, dyskutowali, przepytywali się przed egzaminami, pili piwo, zajadali kanapkami, żartowali. Na schodach organizowano również zawody w skokach z góry i wchodzeniu po stopniach na rękach. Dziś na drewnianych stopniach można zobaczyć tabliczki informujące, że „Andrzej Wajda przesiadywał tu w latach 1949-1953”, a „Polański z tego stopnia skakał w latach 1954-1959”. Szkoła od pierwszych swoich dni słynęła z nieskrępowanego stylu bycia, otwartości, atmosfery intelektualnego fermentu, nonszalancji wobec standardów obowiązujących w życiu i sztuce. I tak jej zostało, na szczęście, do dziś.

Warto pamiętać, że legenda Szkoły Filmowej rosła w trudnym mieście, jakim była robotnicza Łódź. Roman Polański w swojej autobiografii „Roman”napisał: „W przeciwieństwie do Krakowa, Łódź była tak pozbawiona wdzięku, że radość płynącą z przyjęcia mnie do szkoły filmowej przyćmiewały wątpliwości, czy zdołam w tej pipidówie wytrzymać pięć lat”. Natomiast Mariusz Grzegorzek rozpoczynając rok akademicki przed kilku, wysunął do studentów postulat: „Jeżeli denerwuje Was Łódź, bo nie odpowiada waszym standardom (a nie ma w tym nic złego), istnieją wspaniałe szkoły w innych pięknych miastach Polski i świata - przenieście się tam od razu, oszczędzicie rozczarowań sobie i innym. Nasza szkoła jest właśnie tutaj i zajęcia odbywają się na Targowej”.

Po latach jednak Polański podkreślał, że nie tylko Szkoła była miejscem wyjątkowym, ale także Łódź dała mu więcej, niż on dał Łodzi. A w historii miasta i uczelni zapisał się rozmaitymi do dziś opowiadanymi anegdotami, które świadczą raczej o tym, że od czasów studenckich był artystą mającym swój szczególny sposób postrzegania świata. Wystarczy przywołać jego zrealizowaną w 1957 roku studencką etiudę „Rozbijemy zabawę”. Andrzej Munk, który prowadził zajęcia z dokumentu, bez specjalnego entuzjazmu zgodził się na pomysł Polańskiego, który chciał sfilmować studencką zabawę w szkolnym parku. Polański zorganizował ją dla swych przyjaciół, a potem, nie uprzedzając nikogo, na-puścił na nich prawdziwych łódzkich chuliganów. Doszło do bijatyki, tańcząca młodzież została przepędzona, a młody reżyser zapisał całe zajście na taśmie filmowej...

Oczywiście studenci uczyli się, ale też doskonale bawili (bez tego może by się tak nie uczyli). Roman Polański na organizowanym przez siebie balu gałganiarzy poznał Wojtka Frykowskiego i tak zrodziła się wielka przyjaźń. W sali projekcyjnej organizowano też „tłuste czwartki”. Przed wejściem na jeden z balów stała Zofia Nasierowska, późniejsza żona reżysera Janusza Majewskiego i znakomity fotografik. Wpuszczała tylko te panie, które pokazały pierś, panowie musieli pokazać inną część swego ciała...

Szkoła Filmowa to najbardziej znana w świecie instytucja z Łodzi (regularnie zajmuje czołowe miejsca w rankingu uczelni filmowych „The Hollywood Reporter”), ciągną do niej studenci z różnych zakątków naszego globu. Szkoła ma też szerokie kontakty międzynarodowe, studenckie filmy co roku biorą udział w około 300 festiwalach filmowych i zdobywają dziesiątki nagród. Wśród jej doktorów honoris causa są takie osobistości, jak Martin Scorsese, Vittorio Storaro, Michael Haneke. Sława Szkoły sięgała poza nasz kontynent również wtedy, gdy Polska skryta była za „żelazną kurtyną”. W 1966 roku Szkołę Filmową odwiedził hollywoodzki gwiazdor Kirk Douglas. A wizycie towarzyszyły strzelaniny kowbojów, inscenizowane pojedynki, ujeżdżanie koni na dziedzińcu uczelni. I zdziwienie aktora, że takie talenty rodzą się w takim miejscu...

Dziś Szkoła Filmowa to również podążanie za nowoczesnością. „Staramy się nadążać za każdą techniczną nowością, jaką współczesna technika filmowa ma do zaoferowania. Każdego roku kupujemy nowy sprzęt, wyposażamy hale zdjęciowe i studia telewizyjne, by Szkoła dawała przedsmak profesjonalnych produkcji, a studenci - przyszli filmowcy - czuli się w tym świecie jak w domu” - zapewniają w szkole. I uczą, że sprzęt w filmowym fachu to istotna sprawa, ale nie tak ważna jak to, co się ma przy jego pomocy do powiedzenia.

I może z okazji 70-lecia warto zacząć zapominać funkcjonujące mniej dostojne określenie Szkoły - „filmówka”. Nie tylko na Targowej go bardzo nie lubią...

Dariusz Pawłowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.