Swoimi czapkami nakrył głowy funkcjonariuszy w mundurach

Czytaj dalej
Fot. Roman Bednarek
Roman Bednarek

Swoimi czapkami nakrył głowy funkcjonariuszy w mundurach

Roman Bednarek

W czapkach Czesława Judzińskiego ze Skierniewic paradują oficerowie i podoficerowie Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, zaś w kapeluszach z szarotką i piórem indyczym - strzelcy podhalańscy.

Szyli historyczne kepi dla szwajcarskiej orkiestry, jankeskie kepi z czasów wojny secesyjnej, a także czapki i kapelusze dla regionalnych zespołów ludowych]. Teraz jednak najpilniejsze zlecenie skierniewickiej firmy Czesława Judzińskiego to 300 kapeluszy dla pań ze Straży Granicznej.

- Musimy je wykonać jeszcze w grudniu, bo kapelusze staną się elementem umundurowania w przyszłym roku. Wzór został przygotowany w naszej firmie - mówi Czesław Judziński, właściciel firmy Mitchell, która powstała w 1991 roku.

Po ojcu została pamiątkowa maszyna czapnicza

Ale korzeni firmy trzeba szukać w okresie przedwojennym, kiedy to w Rawie Mazowieckiej mistrz krawiectwa i czapnictwa, ojciec pana Czesława, założył pracownię czapek. Zakład prowadził przy dzisiejszej ul. Krzywe Koło, do końca swoich dni, czyli do 1974 roku.

- Zaczynałem właściwie od zera, po swoim tacie przejąłem jedynie maszynę czapniczą, która teraz jest w firmie eks-ponatem historycznym oraz pewne umiejętności - opowiada Czesław Judziński.

- Wszystkiego musiałem nauczyć się sam, nie mogłem znaleźć technologa, więc musiałem zdobyć potrzebną wiedzę oraz umiejętności. Sam byłem jednocześnie technologiem, konstruktorem i projektantem.

Pan Czesław uczył się wszystkiego sam, bo wykształcenie, jakie zdobył, niewiele ma wspólnego z szyciem czapek. Najpierw ukończył Technikum Przemysłu Młynarskiego w Krajence, potem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Od 1962 roku pracował na urzędniczych posadach, najpierw jako kierownik referatu młynów gospodarskich w Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Skierniewicach, potem na kierowniczych stanowiskach w administracji państwowej.

Postanowił jednak rzucić wszystko na jedną szalę i kontynuować dzieło ojca.

Na początek szyli modne kapelusze soriano

Pierwszymi produktami firmy były kapelusze męskie typu soriano. Początkowo firma produkowała 250 sztuk dziennie.

- Kapelusze soriano były wówczas bardzo modne, zwłaszcza wykonane z materiałów w kratkę czy z bielskich tkanin w pepitkę. Typowe soriano kupowali polscy mężczyźni, natomiast Niemcy wybierali odmianę majzer, które sprzedawały się w Wielkopolsce lub w Gdańsku - wspomina Czesław Judziński. - Kapelusze dla naszych zachodnich sąsiadów miały nieco inny fason.

Firma miała zresztą hurtownię kapeluszy i czapek w Gdańsku, stoisko handlowe w domu handlowym Merkury w Pile, a także sklep w Łowiczu przy ul. Zduńskiej. Otworzyła również sklep firmowy w Skierniewicach przy ul. Rynek 31.

Wkrótce firma rozszerzyła swój asortyment o czapki damskie i męskie - dla pań wytwarzała modne wówczas damskie kaszkiety z aksamitu w kliny o różnych barwach, a także z polaru. Panowie chętnie kupowali czapki i kaszkiety o charakterze sportowym lub w eleganckich fasonach oraz czapki zimowe, wykonywane z ekologicznego kożucha włoskiego. Hitem były kapelusze dla kobiet w różnych fasonach i barwach.

Podbijali Pragę, Paryż i Szwajcarię

Udział w Targach Poznańskich w 1997 roku pozwolił im na ekspansję na rynku krajowym i zagranicznym. Damskie kapelusze z metką firmy Mitchell można było kupić nie tylko w największych polskich miastach, ale i w czeskiej Pradze, Paryżu oraz w Szwajcarii. Produkty skierniewickiego przedsiębiorcy były dostarczane także do sieci domów centrum w Warszawie, między innymi do nieistniejących już sklepów Wars i Sawa.

Koniunktura załamała się, gdy rynek zalały tanie wyroby z Chin.

- Wówczas likwidacji uległy niemal wszystkie zakłady w kraju, zajmujące się wytwarzaniem nakryć głowy, a dzisiaj na placu boju zostaliśmy tylko my - mówi Czesław Judziński. - Uratowało nas wejście na rynek nakryć głowy dla służb mundurowych. W 2010 roku produkcja tak zwanych rynkowych nakryć głowy spadła u nas z 90 do 10 procent, natomiast teraz zajmuje jedynie 5 procent naszej produkcji.

Stanęli twarzą w twarz z konkurencją

Mimo silnej konkurencji firm specjalizujących się w szyciu kompletnych umundurowań, Czesław Judziński postanowił walczyć w przetargach o kontrakty. Pomagają mu w tym zdobyte certyfikaty, np. ISO 9001 potwierdzający, że firma Mitchell spełnia wymagania europejskie w zakresie produkcji i sprzedaży nakryć głowy dla służb mundurowych oraz certyfikat, który potwierdza, że firma spełnia wymagania NATO w tej dziedzinie.

Aby przystąpić do przetargu, firma musi najpierw opracować wzór czapki lub kapelusza, zgodnie ze szczegółową dokumentacją przygotowaną przez zleceniodawcę.

- Taka dokumentacja ściśle precyzuje, ile przy wytworzeniu danego nakrycia głowy można użyć uderzeń igły, co decyduje o gęstości szwu - przytacza Czesław Judziński. - Po zrobieniu wzoru trzeba wykonać badania laboratoryjne użytych tkanin i dodatków, a następnie zatwierdzić przygotowany wzór. Koszty wszystkich tych działań ponosi wykonawca.

Skierniewickiej firmie udało się pokonywać te trudności i zaczęła wygrywać przetargi i szyć czapki dla polskiej armii. W czapkach Mitchella paradują oficerowie i podoficerowie Marynarki Wojennej, Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, zaś w kapeluszach z szarotką i piórem indyczym - strzelcy podhalańscy.

W rogatywki tej firmy ubrana jest Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego. W 2015 roku firma wygrała przetarg i zrealizowała umowę na dostawę czapek letnich oraz zimowych, a także kapeluszy damskich dla funkcjonariuszy Służby Celnej.

Firma ma także podpisaną umowę na dostawę czapek i damskich kapeluszy z firmą z Brzezin koło Łodzi, szyjącą mundury dla Ochotniczych Straży Pożarnych.

Jednak sama produkcja to sprawa dość prosta. Akceptacja towaru przez klienta to jest większe wyzwanie. Zleceniodawca na wiadomość o gotowej do odbioru partii przysyła swojego przedstawiciela, który skrupulatnie sprawdza paczkę za paczką. Gdy wszystko było w porządku, można przygotować transport.

Choć skierniewicka firma skrzętnie przygotowuje się do każdego przetargu, nie zawsze udaje się zdobyć zlecenie. W lutym 2016 roku przegrała przetarg na wykonanie nakryć głowy dla Marynarki Wojennej. Kontrakt zdobyła duża firma z Bydgoszczy, jeden z głównych konkurentów Czesława Judzińskiego.

Roman Bednarek

dziennikarz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.