Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Nasi mistrzowie Sylwek i Adam razem w klasie i na zawodach

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Anna Gronczewska

Nasi mistrzowie Sylwek i Adam razem w klasie i na zawodach

Anna Gronczewska

Są kolegami z klasy, razem bawili się na studniówce i zdawali maturę. W pierwszy weekend marca razem odebrali złote medale Halowych Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce. Adam Kszczot i Sylwester Bednarek należą do najlepszych polskich sportowców.

Katarzyna Kowalczyk, zastępca dyrektora XLIII LO przy ul. Królewskiej w Łodzi, trenerka Rudzkiego Klubu Sportowego oraz była wychowawczyni Adama Kszczota i Sylwestra Bednarka, pęka z dumy: - W mojej klasie uczyło się dwóch złotych medalistów - mówi. - Sylwek był dobrym uczniem, a Adam wybitnym. Zawsze miał świadectwa z czerwonym paskiem. Nie było z nimi problemów. Nie siedzieli w jednej ławce, ale się kolegowali, dobrze rozumieli.

Chodzili do klasy o profilu lekkoatletycznym (na 20 osób były tylko cztery dziewczyny). Razem z nimi uczył się też Mateusz Matczak, który zapowiadał się na bardzo dobrego pływaka.

- Niestety nieszczęśliwy wypadek przekreślił jego karierę - wspomina Katarzyna Kowalczyk. - Na szczęście dziś dobrze mu się układa.

Każdy inny

Liceum stworzyło im bardzo dobre warunki do nauki. Wiele czasu spędzali na obozach sportowych. Nauczyciele dawali im materiały, które mieli przerobić. A ich ówcześni trenerzy - Stanisław Jaszczak i Lech Krakowiak - pilnowali, żeby się uczyli. Bez problemów zdali więc maturę i zostali studentami Politechniki Łódzkiej.

Paweł Łacheta

Byli i są różni. Sylwek dynamiczny, wiecznie uśmiechnięty, włączał się w życie szkoły. Adam wyważony, spokojny, stał trochę z boku. Katarzyna Kowalczyk wspomina, że wszyscy w klasie zastanawiali się, czy Adam ma dziewczynę. Wiele miała wyjaśnić studniówka.

- Na salę weszła długowłosa, zgrabna, piękna dziewczyna, a za nią... Adam - wspomina Katarzyna Kowalczyk. - Koledzy z klasy zrobili duże oczy. Była to Renia, wtedy dziewczyna Adama, a dziś jego żona. Poznałam ją. To świetna kobieta.

Sylwek Bednarek urodził się w Łodzi, 28 kwietnia 1989 roku, ale pierwsze lata życia spędził w Głownie, skąd razem z rodzicami przeprowadził do Łodzi. - Dla mnie Łódź ma superklimat - zapewniał. - Żeby polubić to miasto, to trzeba w nim mieszkać. Wtedy poczuje się ten specyficzny klimat.

Lech Krakowiak jest dziś prezesem Rudzkiego Klubu Sportowego. Przez wiele lat był trenerem Sylwka Bednarka, jednym z odkrywców jego talentu. Pamięta, że zwrócono na niego uwagę podczas zawodów szkolnych.

- Kiedyś takich zawodów organizowano znacznie więcej niż dzisiaj - dodaje prezes Lech Krakowiak.- Sylwka dostrzegli trenerzy z naszego klubu. Zwrócił uwagę warunkami fizycznymi. Uczył się w szóstej klasie szkoły podstawowej, a miał już ponad 190 centymetrów wzrostu.

Uznano, że to znakomity materiał na skoczka wzwyż. Trafił do grupy trenera Krakowiaka, który prowadził skoczków i wieloboistów. Tak zaczęła się ich wieloletnia współpraca.

Początki nie były łatwe

- Sylwek rósł, miał problemy sam z sobą, to znaczy koordynacją, poruszaniem się - wyjaśnia Lech Krakowiak. - Przez pierwsze dwa lata mieliśmy głównie zajęcia ogólnorozwojowe. Pamiętam, jak Sylwek denerwował się, że mało skacze...

Sylwester Bednarek miał 14 lat, gdy pojechał na Mistrzostwa Polski Młodzików. Zajął tam ostatnie miejsce. Skoczył tylko 175 centymetrów.

- Wiedziałem, że za rok będzie inaczej - dodaje trener Krakowiak. - I tak było. Sylwek został mistrzem Polski młodzików i skoczył już 206 centymetrów.

Jego kariera zaczęła się rozwijać. Przyszły kolejne tytuły, rekordy. Jako 18-latek wystartował na mistrzostwach świata. Sylwek skoczył 218 centymetrów. Ten wynik dawał srebrny medal. Ale Sylwek zaliczył jedną zrzutkę więcej i wylądował na czwartym miejscu.

- Te czwarte miejsca przez jakiś czas go prześladowały - twierdzi były trener Sylwestra Bednarka. - Jako siedemnastolatek wystartował w mistrzostwach świata juniorów do lat 20. Znów był czwarty. Z takim samym wynikiem co drugi i trzeci zawodnik. Skoczył wtedy już 224 centymetry.

Krzysztof Szymczak Adam (obok dziewczyn) i Sylwek (najwyższy w górnym rzędzie) są kolegami z klasy, z XLIII LO przy ul. Królewskiej w Łodzi. To zdjęcie zrobiono podczas ich studniówki

Wcześniej jako 16-letni chłopak pokonał poprzeczkę zawieszoną na wysokości 226 centymetrów. Do tej pory to piąty wynik w historii światowej lekkoatletyki w tej kategorii wiekowej.

- Kiedyś na zawodach zobaczył go Kubańczyk Javier Sotomayor, rekordzista świata w skoku wzwyż, który pokonał 245 centymetrów - mówi Lech Krakowiak. - Dostrzegł talent Sylwka. Stwierdził, że może kiedyś poprawić należący do niego rekord.

Sukces i porażka

Ale w końcu los uśmiechnął się do Sylwka. W 2008 roku na mistrzostwach świata juniorów w Bydgoszczy został wicemistrzem. Rok później na młodzieżowych mistrzostwach Europy do 23 lat Sylwek, który miał 20 lat, zdobył złoty medal. Mistrzowski tytuł odebrał wtedy też jego kolega z klasy Adam Kszczot. Zresztą rok 2009 był dla Sylwka wyjątkowo szczęśliwy. Pojechał na mistrzostwa świata seniorów do Berlina i został brązowym medalistą, skoczył 232 centymetry. Sprawił tym ogromną niespodziankę.

Krzysztof Szymczak Sylwester Bednarek w 2009 r.

Jednak te szczęśliwe chwile nie trwały długo. Sukces stał się początkiem problemów Sylwka ze zdrowiem. Zaczęło mu dokuczać tzw. kolano skoczka.

- Na ścięgnie, pod kolanem, robi się zwapnienie - wyjaśnia Lech Krakowiak.- To częsta kontuzja u skoczków wzwyż.

Początkowo chciano uniknąć zabiegu. Ale po wielu miesiącach leczenia uznano, że trzeba przeprowadzić operację. Okazało się, że trzeba zrobić kolejną. Sylwek nie trenował po niej rok.

- Musiał się na nowo odbudować - wspomina Lech Krakowiak. - Znów trenowaliśmy tak jak wtedy, gdy miał 14-15 lat.

Powoli wracał do formy. Zaczął myśleć o występie na olimpiadzie w Londynie. Tuż przed igrzyskami pojechał na mistrzostwa Polski. Na rozgrzewce, w dresie, skakał 230 cm. W końcu zaczął się konkurs. Sylwek szykował się do pierwszego skoku. Wziął rozbieg, zrobił jeden krok i zerwał ścięgno Achillesa. Płakał nie tylko Sylwek. To bardzo ciężka kontuzja. Zwłaszcza dla skoczka wzwyż.

Paweł Łacheta

- Namawiałem Sylwka, że warto jeszcze raz zawalczyć - dodaje Lech Krakowiak. - Jest młody, może jeszcze z sukcesem wrócić do sportu. Zwłaszcza że taki talent jak on zdarza się raz na 20 lat.

Skoczek przeszedł operację, mozolną rehabilitację. Zaczął znów trenować. Nie brakowało jednak chwil zwątpienia. Ale wytrwał.

Sylwester Bednarek przyznaje, że były momenty, w których wahał się, czy nie lepiej już pożegnać się ze sportem.

- Bałem się, że nie uda mi się wrócić na wysoki poziom - wyjaśniał. - Cztery kontuzje z rzędu i ciężkie operacje, jakie za mną, bardzo mnie doświadczyły. Ostatni uraz - zerwany achilles - spowodował, że przez pół roku nie mogłem chodzić. Zwątpienie przychodziło więc raz za razem i trudno się temu dziwić. W końcu poczułem jednak, że mam jeszcze szansę. Skok wzwyż sprawiał mi zawsze ogromną przyjemność, więc w momencie, w którym uwierzyłem, że jeszcze coś mogę w nim zdziałać, nie zawahałem się. Ważne było dla mnie wygrywanie krajowych mistrzostw.

Powrót do wielkiego sportu nie był łatwy. W 2015 roku nadzieje dało to, że skoczył 230 centymetrów. Pojechał na mistrzostwa świata do Pekinu, ale tam nie przeszedł eliminacji. Zakwalifikował się na olimpiadę do Rio de Janeiro. Na tydzień przez igrzyskami znów skoczył 230 cm. Ale w Rio de Janeiro znów skończyło się na eliminacjach i 222 centymetrach.

- Myślę, że zawodziła psychika - wyjaśnia były trener Sylwestra Bednarka. - Nie wytrzymywał presji zawodów.

Po olimpiadzie w Rio de Janeiro rozstał się z Lechem Krakowiakiem. Jego trenerem został Michał Lićwinko z Białegostoku. Trenuje razem z jego żoną, najlepszą polską skoczkinią wzwyż, Kamilą. Schudł ostatnio siedem kilogramów.

- Sylwek dalej jest zawodnikiem Rudzkiego Klubu Sportowego - zapewnia Lech Krakowiak. - Rozstaliśmy się w zgodzie, utrzymujemy dobre kontakty.

Lech Krakowiak mówi, że Sylwek jest sympatycznym chłopakiem, wiecznie uśmiechniętym, pogodnym.

- Ale bywa, że wybucha - dodaje. - Gdy rozpoczęły się kłopoty ze zdrowiem, bywało, że miał kryzysy. Uważał, że trening nie ma sensu. Zresztą po tym, co przeszedł, nie dziwię się temu. Na szczęście nie poddał się.

Tomasz Czachorowski Sylwester Bednarek na Mistrzostwach Polski w lekkiej atletyce w 2016 r.

Jak to na wsi, nie może być inaczej

Lech Krakowiak mówi, że Adam Kszczot i Sylwek Bednarek to dwa różne typy osobowości.

- Sylwek jest skoczkiem, dyscyplina, którą uprawia, wymaga, by był dynamiczny - wyjaśnia prezes Rudzkiego Klubu Sportowego. - Natomiast biegacze biegający na dłuższych dystansach są bardziej wyważenie. I Adam taki jest.

Adam Kszczot jest rówieśnikiem Sylwka. Urodził się 2 września 1989 roku w Opocznie, ale wychował w małej miejscowości Konstantynów, położonej w gminie Mniszków. Jego tata Stanisław prowadzi gospodarstwo rolne. Mama Anna jest emerytowaną nauczycielką matematyki. Jako chłopiec Adam pomagał w gospodarstwie.

- Jak to na wsi, nie może być inaczej - mówi dziś Adam Kszczot. - Żałuje tylko, że nie ma czasu częściej bywać u rodziców w Konstantynowie.

Stanisław Jaszczak przez wiele lat, do olimpiady w Londynie w 2012 roku, był trenerem Adama Kszczota. Teraz jego trenerem jest Zbigniew Król. Ale Stanisław Jaszczak prowadził Adama od pierwszej klasy liceum. Kszczot chodził do szkoły w miejscowości Błogie, a potem do gimnazjum w Mniszkowie. Zaczął już biegać w szkole podstawowej, ale nie były to regularne treningi.

Andrzej Szkocki/Polska Press Adam Kszczot w Rio

- Startował w zawodach szkolnych, reprezentował podstawówkę w biegach przełajowych - opowiada Stanisław Jaszczak. - Przed takimi zawodami potrenował ze trzy tygodnie. Zawody się skończyły, a on nie myślał już o dalszych treningach. Regularniej zaczął trenować dopiero w gimnazjum.

Podobno raz Adam miał reprezentować szkolną sztafetę w biegach przełajowych, ale musiałby opuścić lekcje matematyki, którą bardzo lubił. I wybrał matematykę. Dopiero po namowach kolegów zdecydował się wziąć udział w sztafecie. A talent miał wielki. W drugiej klasie gimnazjum zdobył mistrzostwo województwa łódzkiego w biegach. W trzeciej klasie gimnazjum nie miał sobie równych w biegach przełajowych. Jego pierwszym trenerem był Rafał Marszałek z Mniszkowa.

O jego wielkim talencie dowiedział się Stanisław Jaszczak. Pojechał do chłopaka, jego rodziców. Zaczął go namawiać, by poszedł do liceum w Łodzi i zaczął trenować w Rudzkim Klubie Sportowym.

- Adam nie był przekonany do przenosin do Łodzi - wspomina Stanisław Jaszczak. - Miał się uczyć w liceum w Piotrkowie Trybunalskim.

Adam Kszczot dobrze pamięta ten moment: - Miałem wtedy ogromne wątpliwości. Nie chciałem się przeprowadzać do Łodzi. Miałem jeszcze problemy ze zdrowiem, konkretnie ze stawami. Bieganie nie do końca sprawiało mi przyjemność. Jeśli przebiegłem za dużo kilometrów, to bolały mnie kolana. Na szczęście te dolegliwości minęły. A ja za namową rodziców i ówczesnego nauczyciela Rafała Marszałka dałem się przekonać do przeprowadzki do Łodzi.

Łódź nie była mu obca, bo mieszka tu jego rodzina.

- Kilka razy spędzałem w Łodzi wakacje - mówił nam halowy mistrz Europy. - Może dobrze wtedy tego miasta nie poznałem, ale się o nie otarłem. Łódź nie była mi obca. Jednak decyzja o przeprowadzce była bardzo trudna dla mnie, chłopaka ze wsi. Tym bardziej że w tym czasie człowiek ma przyjaciół, kolegów. Zwykle wszyscy wybierają się do tej samej szkoły. Ja musiałem zmienić środowisko. Dziś tego nie żałuję.

Adam został więc uczniem XLIII LO w Łodzi oraz zawodnikiem RKS-u.

- Tak jak inni moi podopieczni zamieszkał w internacie przy ul. Podgórnej w Łodzi - mówi Stanisław Jaszczak. - Tam mieszkał między innymi Artur Kuciapski, który był wicemistrzem Europy w biegu na 800 metrów. Teraz mieszka tam inny 800-metrowiec, też duży talent, Mateusz Borkowski.

Ale łódzkie początki Adama Kszczota nie były łatwe. Przyjechał tu z kontuzją kolan.

- Pojechał z nami na obóz do Wągrowca, ale nie mógł trenować - wspomina Stanisław Jaszczak. - Dużo czytał, spacerował.

To pewnie sprawiło, że miał chwile załamania. Chciał wracać do domu, iść do liceum w Piotrkowie. Jednak przetrwał kryzys i został w Łodzi.

- Od marca zaczął normalnie trenować, przyszły sukcesy - opowiada były trener Adama Kszczota. - Wygrał na olimpiadzie młodzieży, potem reprezentował Polskę w meczu z Niemcami. W 2007 roku zdobył brązowy medal na mistrzostwach Europy juniorów. Dwa lata później w Kownie był już mistrzem młodzieżowych mistrzostw Europy.

Z czasem sukcesy zaczął osiągać w rywalizacji seniorów. Został m.in. dwa razy mistrzem Europy w biegu na 800 metrów - w 2014 i 2016 roku. A w 2015 roku na mistrzostwach świata w Pekinie zdobył srebrny medal.

Piotr Smolinski Powrót z mś w lekkoatletyce w Pekinie

- Pamiętam, że miał 18 lat i zastanawiał się co dalej - wspomina Stanisław Jaszczak. - Stwierdził, że będzie trenować, bo będzie chciał na tym zarabiać.

Adam Kszczot mówi, że nie czuje się jednym z najbardziej utytułowanych polskich sportowców.

- Robię swoje, to moja praca, tak zarabiam na życie - dodaje. W wolnych chwilach uczy się grać na gitarze. A jego największą pasją, oprócz biegania, są samochody. Teraz jeździ fordem mustangiem. Studiował na Wydziale Organizacji i Zarządzania Politechniki Łódzkiej. Ma tytuł inżyniera, ale sprawę magisterium zawiesił.

- Nie da się tego pogodzić, jeśli 240 dni w roku jestem poza Łodzią, poza domem - tłumaczy Adam Kszczot.

Podobno kiedyś chciał być stolarzem i do dziś lubi majsterkować. Nie interesuje się piłką nożną. W paździetniku 2014 roku ożenił się, żonę Renatę zabrał w podróż poślubną do Tajlandii. Renata jest nie tylko wielką fanką swojego męża i lekkoatletyki, ale też wielkim kibicem Skry Bełchatów.

Wspólny pokój w Belgradzie

Podczas halowych mistrzostw Europy w Belgradzie Sylwek i Adam mieszkali w jednym pokoju. 800-metrowiec patrzył, jak kolega męczy się w eliminacjach. Na szczęście dostał się do finału.

- Myślałem, że go uduszę - śmieje się Adam Kszczot. - Ale droga Sylwka do hotelu trochę trwała, więc odstąpiłem od tego zamiaru.

Pawel Skraba Adam Kszczot podczas 58. halowych mistrzostw swiata w lekkoatletyce

- Ten złoty medal jest dla mnie bardzo ważny - zapewnia Sylwester Bednarek. -Po tylu przerwach, ciężkich kontuzjach jest dla mnie wyjątkowy. To takie przełamanie, mobilizacja do dalszej pracy.

Medaliści już myślą o kolejnym sezonie i mistrzostwach w Londynie. Adam nie zapomniał o niepowodzeniu na olimpiadzie. .w Rio de Janeiro. Zapewnia, że wszystko przeanalizował, wyciągnął z tej porażki wnioski. Sylwek właśnie wyjechał na kolejne zgrupowanie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.