Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

AS Juventusu do Turynu wrócił w trumnie

Czytaj dalej
Fot. Archwium
Jerzy Filipiuk

AS Juventusu do Turynu wrócił w trumnie

Jerzy Filipiuk

Fiat 125p jechał szybko. Wyprzedził tira i zderzył się czołowo z żukiem. Paliwo w zbiorniku i kanistrach wybuchło. Jadący w nim Gaetano Scirea, legenda włoskiego futbolu, spłonął żywcem.

Były znakomity obrońca Juventusu i reprezentacji Włoch pełnił wtedy rolę asystenta Dino Zoffa, trenera turyńskiej drużyny. Do Polski, aby zobaczyć w akcji Górnika Zabrze, rywala Juventusu w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, przylatywał dwukrotnie.

Ostatni spacer

Za pierwszym razem, 26 sierpnia 1989 roku, gościł w Zabrzu na meczu z Zawiszą Bydgoszcz (2:0). Za tydzień ponownie przyleciał do naszego kraju, tym razem na mecz wyjazdowy Górnika - w Łodzi z ŁKS (2:1). W samo południe działacze Górnika przywitali go na lotnisku i zawieźli do Łodzi. Scirea zakwaterował się w hotelu, a po południu wybrał na mecz. Wieczorem zjadł kolację w towarzystwie działaczy Górnika. Był zachwycony ich gościnnością.

Podczas pobytu w Łodzi dowiedział się o tragicznej śmierci naszego asa futbolu, 41-letniego Kazimierza Deyny, który 1 września zginął w wypadku samochodowym koło San Diego w USA (w nie do końca wyjaśnionych do dziś okolicznościach). Okrutny los sprawił, że kilkadziesiąt godzin później on także nagle zakończył życie. Był o niespełna 6 lat młodszy od Polaka.

W niedzielę, 3 września 1989 roku, po śniadaniu wybrał się na spacer po mieście. Około godz. 12 samochodem Przedsiębiorstwa Spedycyjno-Transportowego Przemysłu Węglowego Transgór w Mysłowicach pojechał w kierunku Warszawy. Z Okęcia o godz. 16.20 miał polecieć via Wiedeń do Turynu.

Czworo pasażerów

Kierowcą fiata 125p był Henryk Pająk. Przypomina go sobie Stanisław Pabich, który był wtedy kierownikiem składowiska materiałów (tzw. plac drzewa) w Kopalni Węgla Kamiennego w Zabrzu-Bielszowicach: - Znałem go tylko z widzenia, ale wiem, że pracował w oddziale transportowym przy kopalni.

Z przodu dużego fiata siedział także najprawdopodobniej Andrzej Zdebski z bielszowickiej kopalni, oddelegowany do współpracy z Górnikiem Zabrze.

Wypadek, do jakiego doszło na „gierkówce” 3 września 1989 roku, wyglądał strasznie. Pasażerowie nie mieli żadnych szans na przeżycie
Archiwum Gaetano Scirea przyjechał do Polski, aby zobaczyć w akcji piłkarzy Górnika Zabrze, rywali Juventusu

Z tyłu samochodu obok Scirei siedziała tłumaczka Barbara Januszkiewicz. Pamięta ją Marian Polus, ówczesny prezes Górnika i dyrektor KWK w Zabrzu-Bielszowicach, dziś mieszkający i mający firmę w Krakowie: - Miała 28-30 lat, była niezamężna, znała cztery języki. Była bardzo sympatyczna, delikatna, subtelna, ciepła. Mieszkała w dzielnicy Zabrza - Kończycach. Pamiętam, że nosiła kremową spódniczkę.

Podróż na lotnisko przebiegała początkowo bez zakłóceń.

Jak wielka pochodnia

Trasa przejazdu wiodła m.in. przez Babsk, miejscowość koło Rawy Mazowieckiej, ok. 65 km od Łodzi i tyleż od Warszawy. Wieś położona jest przy międzynarodowej drodze szybkiego ruchu E67 Warszawa - Katowice, czyli tzw. gierkówce.

3 września 1989 roku część drogi była wyłączona z ruchu ze względu na roboty drogowe (kładziono tam asfalt).

- Jeden pas z dwupasmowej „ósemki”, w kierunku Katowic, był zamknięty. Ruch - w obydwa kierunki - odbywał się drugim pasem. Wywoływałem potem zdjęcia po wypadku. Widziałem spalone zwłoki i kupę złomu - mówi Jarosław Wołowiec, który był wówczas technikiem kryminalistyki.

Szybko jadący fiat 125p wyprzedził tira, ale z naprzeciwka wyłonił się żuk i doszło do czołowego zderzenia.

W wyniku zderzenia doszło do zapłonu i wybuchu paliwa w kanistrach, które znajdowały się w dużym fiacie.

„Samochód stanął natychmiast w płomieniach, wyglądał jak wielka pochodnia i spłonął doszczętnie - to relacja milicjanta z miejsca tragedii, którą cytuje w swej książce o Juventusie znawca włoskiego futbolu Tomasz Lipiński.

Scirea został pochowany w grobowcu rodziny żony w Morsasco, w północno-zachodniej części Włoch

Tuż po zderzeniu w fiata 125p uderzył maluch, a w żuka - wołga. Kierowcy innych samochodów próbowali ratować uwięzionych w dużym fiacie ludzi, ale było to niemożliwe. Pasażerom pozostałych pojazdów - mocno uszkodzonych - nic poważniejszego się nie stało.

Śledztwo umorzone

1 stycznia 1989 roku zniknęły kartki na benzynę. Ta jednak ciągle drożała, dlatego kierowcy często wozili zapasy paliwa w bagażniku.

- Wtedy brakowało benzyny, udało się jednak ją zdobyć. Dodatkowy limit załatwiono chyba przez Urząd Miasta Zabrza - opowiada ówczesny wiceprezes Górnika Zabrze Jacek Kubicki, który od 1959 roku mieszka w Zabrzu, a pochodzi z Dobczyc (grał w koszykówkę w Górniku Wieliczka). I dodaje: - Byłem potem na miejscu wypadku, widziałem osmolony asfalt...

Scirea, Pająk i Januszkiewicz, uwięzieni w palącym się samochodzie, nie mieli szans na ratunek. Drzwi nie dało się otworzyć, nie było jak uciec. Nie było na to zresztą czasu.

Przeżył tylko Zdebski.

Według ustaleń milicji, kierowca najprawdopodobniej nie zachował należytej ostrożności, nie upewnił się, że droga jest wolna.

- Śledztwo w sprawie wypadku zostało umorzone 4 listopada 1989 roku ze względu na śmierć podejrzanego. Akta w takich sprawach są utylizowane po 10 latach. W sprawie tego wypadku zostały zutylizowane w 2002 roku - informuje prokurator Sławomir Mentrycki z Prokuratury Rejonowej w Rawie Mazowieckiej.

Zawał serca ojca

Organizacją transportu szczątków Scirei zajęła się firma BONGO (Międzynarodowe Usługi Pogrzebowe). Zostały one przewiezione samolotem do Turynu.

Tragiczna śmierć Scirei zaszokowała Włochy. Trener Zoff i jego piłkarze informację o niej usłyszeli w drodze powrotnej z ligowego meczu w Weronie. Przekazał im ją bileter na jednej z bramek na autostradzie.

Scirea został pochowany w grobowcu rodziny żony w niewielkim miasteczku Morsasco, położonym na wzgórzu, w północno-zachodniej części Włoch, około 150 km od Turynu.

Msza święta w jego intencji odbyła się w Turynie. Gdy przewożono ciało Scirei, na ulice wyległo ponad 20 tysięcy osób. Żegnali go kibice, koledzy z boiska, politycy...

- On nigdy nie chciał znaleźć się na pierwszych stronach gazet, ale zginął w takich okolicznościach, że nie pisano o niczym innym przez kilka dni - wspominał po latach Zoff, kolega z boiska i wielki przyjaciel zmarłego.

Scirea zostawił żonę Mariellę (z domu Cavanna) - która nigdy nie wyszła ponownie za mąż - i syna Riccardo, który o wypadku dowiedział się z telewizji. Jego ojciec Stefano tak bardzo przeżył okrutną śmierć syna, że kilka dni później zmarł na zawał serca.

Pisma do zmarłego

Żona Scirei otrzymała od kibiców i znajomych ok. 7 tys. telegramów i 2,5 tys. listów - adresowanych do... męża, jakby mógł je on przeczytać i odpisać na nie. A gdy była wraz z drużyną Juventusu na audiencji u papieża Jana Pawła II, miała usłyszeć od niego: „Wiem, że pani mąż zginął na mojej ziemi i bardzo nad tym boleję. Będę o nim i o pani synu pamiętać w moich modlitwach” (cytat za RetroFutbol.pl).

O Scirei pamiętały też piłkarskie Włochy. Jego imieniem została nazwana trybuna, na której zasiadają najwierniejsi kibice Juventusu, a także ulica, przy której znajduje się stadion klubu. Co roku na jego cześć odbywa się turniej młodzieżowy i przyznawana jest nagroda dla najlepszej publiczności we włoskiej ekstraklasie. Nakręcono o nim film, napisano książki.

Bliscy i znajomi pożegnali Januszkiewicz i Pająka. Ten drugi został pochowany w Rudzie Śląskiej-Halembie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w kościele Bożego Narodzenia, jedynym pod tym wezwaniem w Polsce, o nowoczesnej jak na tamte lata konstrukcji.

- Pamiętam, to był słoneczny dzień. W pogrzebie uczestniczyło bardzo dużo ludzi z kopalni. Trumnę przewożono z kościoła na cmentarz znajdujący się po drugiej stronie miasta. Trasa przejazdu liczyła około dwa kilometry - wspomina Pabich.

- Gdy Górnik jeździł na mecze do Warszawy, to zatrzymywał się w miejscu wypadku. Składaliśmy hołd Scirei, kładliśmy wiązanki kwiatów na obelisku. Trwało to co najmniej trzy lata - przypomina sobie były piłkarz zabrzańskiego klubu Józef Dankowski (w dwumeczu z Juventusem jego drużyna przegrała u siebie 0:1 i w rewanżu 2:4; podczas pobytu w Turynie działacze Górnika odwiedzili grób Scirei).

Niezapięte pasy

„Zderzenie było silne, w momencie wypadku wybuchły cztery kanistry z benzyną i zostało zablokowanych troje z czworga drzwi. Uratował się tylko działacz Górnika Zabrze, którego drzwi pozostały sprawne. Pozostali spłonęli żywcem” - taki opis okoliczności wypadku można było znaleźć od wielu lat w polskim wydaniu Wikipedii.

Zdebski przez ponad dwie i pół dekady nie ujawniał się publicznie i nie prostował informacji, w jaki sposób uniknął śmierci. Nieoczekiwanie 2 stycznia bieżącego roku zaskoczył kibiców, zwłaszcza turyńskiego klubu, wpisem na forum strony JuvePoland w poście „Gaetano Scirea - Moje wspomnienia”.

„Nazywam się Andrzej Zdebski i to ja byłem tym czwartym pasażerem, który przeżył” - napisał. Ujawnił, że jego drzwi wcale nie były sprawne, a przed śmiercią uratowały go „NIEZAPIĘTE pasy bezpieczeństwa”, bo dzięki temu podczas zderzenia wypadł przez przednią szybę.

Był jedynym z czworga pasażerów, który miał niezapięte pasy.

I to on jako pierwszy postawił krzyż w miejscu wypadku. Potem krzyż został stamtąd usunięty z powodu przebudowy drogi S8, ale dzięki staraniom fanów „Juve”, którzy dbali o niego także wtedy, gdy się zniszczył, znowu upamiętnia miejsce wypadku. Znajduje się około kilometra od Babska, jadąc w stronę Warszawy. Obok krzyża kibice popularnej „Starej Damy” zostawiają kwiaty i znicze.

Zobaczyć grób Gaetano...

Zdebski przeżył wypadek, ale jego skutki odczuwał przez wiele lat. W wyniku wyrzucenia go przez szybę doznał okaleczeń głównie głowy (w tym twarzy) i rąk.

„Odniosłem też wiele innych obrażeń, ale największym problemem było leczenie chorej psychiki (wypadek ten wywarł wielką traumę, po dziś dzień widzę to wszystko przed sobą, ten samochód, ludzi płonących w nim...). Byłem długi czas leczony, niestety, robiłem to później na własną rękę, musiałem sprzedać duże mieszkanie, aby pokryć koszty licznych operacji, rehabilitacji oraz wyjazdów do szpitali zagranicznych” - napisał na forum (pisownia minimalnie skorygowana pod względem interpunkcyjnym w porównaniu z oryginałem).

Mimo problemów ze zdrowiem, Zdebski po wypadku pojechał - na zaproszenie żony Scirei i Juventusu z jego prezydentem Giampiero Bonipertim na czele - do Turynu. Spotkał się tam z rodziną zmarłego piłkarza i odwiedził jego grób. Od żony Scirei otrzymał złoty medalion, który legendzie „Juve” na zakończenie kariery podarował m.in. były piłkarz turyńskiego klubu Michel Platini. Z kolei od Zoffa otrzymał proporczyk Juventusu.

W styczniowym wpisie na forum strony JuvePoland nie ukrywał, że chciałby ponownie odwiedzić Turyn. „Moje (być może ostatnie) pragnienie to zobaczyć grób Gaetano i klub Juventus, tylko tyle i aż tyle...” - napisał.

Spełnione marzenie

Zdebski zapewne nie przypuszczał, że na jego wpis i prośbę tak szybko, spontanicznie i skutecznie zareagują polscy fani „Juve”. Ze zbiórki na jednym z internetowych portali uzyskali 3953,35 zł, a ze sprzedaży biografii (z autografem) jednej z klubowych legend, a dziś wiceprezydenta Juventusu Pavla Nedveda - 779 zł. Część kwoty dołożyła redakcja JuvePoland. Dzięki tym środkom spełniło się wielkie marzenie Zdebskiego - w kwietniu poleciał do Turynu.

Po 27 latach ponownie spotkał się z Mariellą Scireą (od wielu lat aktywnie działa w Juventusie) i jej synem Riccardo (także pracuje dla turyńskiego klubu, zajmuje się analizą rywali) w ich domu. W roli tłumaczy wystąpili dwaj przedstawiciele JuvePoland.

Podczas wspomnień o tragicznym wydarzeniu sprzed lat nie zabrakło łez. Wdowa po piłkarzu pokazała gościom niektóre osobiste pamiątki po mężu i repliki trofeów, jakie zdobył. Zaoferowała także pomoc redakcji JuvePoland przy realizacji filmu dokumentalnego o swym mężu, którego częścią będzie m.in. rozmowa ze Zdebskim. Premiera filmu odbędzie się prawdopodobnie w 2019 roku, w 30. rocznicę śmierci piłkarza.

Pan Andrzej zwiedził muzeum i stadion Juventusu oraz odwiedził grób Scirei w Morsasco. Był też na meczu „Juve” z FC Genoa 1893 (4:0). Zasiadł na trybunie honorowej Club100, niedaleko ławki rezerwowych gospodarzy. Przed spotkaniem został zaproszony do klubowej restauracji na kolację, w przerwie na kawę i ciasto, a po - na drobną przekąskę.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Jerzy Filipiuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.