Szymon Spandowski

Śmierć pędzi po polskich drogach i zbiera swoje żniwo

W 2018 roku na polskich drogach zginęły 2862 osoby Fot. Polska Press W 2018 roku na polskich drogach zginęły 2862 osoby
Szymon Spandowski

Polskie drogi są jednymi z najbardziej niebezpiecznych w Europie. Kierowcy notorycznie przekraczają dozwoloną prędkość i prawie nikt ich nie hamuje. Rozpędu nabiera również ogólnopolska kampania „Chodzi o życie”. Jej uczestnicy chcą obudzić sumienia polityków.

W tym tunelu światełka nie widać od lat. No, może poza migającymi na niebiesko światłami straży pożarnych, policji czy karetek pogotowia. W 2018 roku na polskich drogach zginęły 2862 osoby. Pod tym względem jesteśmy liderami czarnych statystyk w Europie! I jeszcze jedno daje nam tu palmę pierwszeństwa - według badań, 90 procent naszych kierowców przekracza dozwoloną prędkość.

- Polskie drogi są jednymi z najniebezpieczniejszych w Unii Europejskiej, ponieważ w Polsce właściwie nie istnieje nadzór państwa nad tą sferą - mówi Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu brd24.pl. - Kierowcy w zasadzie jeżdżą, jak chcą, czyli zwykle znacznie powyżej limitów prędkości, automatyczny system nadzoru nad nimi nie istnieje, co pokazał niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli, a policja nie daje rady stanąć wszędzie. A nawet gdy policja robi duże akcje, to jeden patrol średnio przez cały dzień pracy karze pięciu kierowców jadących za szybko i to mandatami, które nie były waloryzowane od ponad 20 lat.

„Chodzi o życie”

Śmierć na polskich drogach jeździ szybko i w wielkiej liczbie kosi pieszych. Według danych Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, 85 procent kierowców przekracza w terenie zabudowanym ograniczenie prędkości do 50 kilometrów na godzinę. 90 procent kierowców przekracza ograniczenie do 70 kilometrów na godzinę poza terenem zabudowanym. Jednocześnie 7 procent pieszych wchodzi na pasy na czerwonym świetle, 1 procent wchodząc na pasy pisało SMS-a. Według raportu Instytutu Transportu Samochodowego z grudnia 2018 roku, 90 procent kierowców nie przestrzega ograniczenia prędkości przed przejściami dla pieszych.

Ten ponury obraz postanowili zmienić członkowie organizacji skupionych w Ogólnopolskiej Federacji Piesza Polska, którzy zainicjowali ogólnokrajową kampanię „Chodzi o życie”. Piszą: „Oficjalne statystyki pokazują jasno: „wtargnięcia” pieszych, „zagapienie się w smartfona” i tym podobne powtarzane w sieci hasła to margines wypadków. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to albo nie zna danych, albo wcale nie chodzi mu o bezpieczeństwo, ale o obronę świętego prawa do pędzenia po trupach do celu. Nie zgadzamy się na to!”

- Dobrze wiemy, jak tę sytuację w Polsce poprawić, wydaliśmy miliony na rządowe analizy. Tylko nikt nie chce tych pomysłów wprowadzić w życie, np. powiązać stawki OC z mandatami za niektóre wykroczenia czy wprowadzić instytucję zarządzającą bezpieczeństwem ruchu drogowego na poziomie kraju - wyjaśnia Łukasz Zboralski.

Zaangażowani w kampanię społecznicy chcą wywrzeć na politykach ogólnopolską presję i zmusić ich do reakcji, ponieważ bezczynność jest śmiertelnie niebezpieczna. Jej owocem co roku jest rzeź na drogach. Organizatorzy kampanii „Chodzi o życie” domagają się spełnienia czterech postulatów.

Pierwszeństwo dla pieszych

Pierwszy z postulatów dotyczy pierwszeństwa pieszych na przejściach. Tylko w Polsce pieszy może na przejście wtargnąć. Na zachodzie to on jest tam najważniejszy, zresztą z korzyścią dla wszystkich. Kiedy Francuzi wprowadzili bezwzględne pierwszeństwo pieszych na przejściach, liczba wypadków znacznie spadła. Kierowcy zaczęli uważać. A jak jest w tej chwili u nas? 57 procent zdarzeń z udziałem pieszych ma miejsce na przejściu dla pieszych, a 90 procent takich zdarzeń powodują kierujący pojazdami. W ostatnich pięciu latach aż połowa zdarzeń śmiertelnych z udziałem pieszych miała miejsce na przejściu dla pieszych.

Drugi postulat to wzrost mandatów. Jak podkreślają organizatorzy, obecne stawki pochodzą z czasów, gdy średnie wynagrodzenie w kraju wynosiło 1100 złotych, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski.

„Dla bezpieczeństwa obywateli należy również powiązać stawki obowiązkowego ubezpieczenia OC z liczbą punktów karnych oraz popełnionych wykroczeń drogowych” - czytamy na stronie chodziozycie.pl.

Trzeci punkt dotyczy ograniczenia prędkości. Tylko w Polsce w nocy można jeździć po miastach z prędkością 60 kilometrów na godzinę. Zgodnie z przepisami, których, jak pokazują badania, prawie nikt nie przestrzega. Dlatego Piesza Polska domaga się, aby przed przejściami dla pieszych stosować rozwiązania infrastrukturalne, jak zwężenia, azyle, wyspy czy systemy aromatycznego pomiaru prędkości, które uniemożliwią jej przekraczanie.

Martwe prawo

Na koniec to, co kuleje najbardziej, czyli prawdziwa egzekucja przepisów. Pod tym względem rak zaatakował już chyba wszystkie tkanki, docierając nawet do służb, które powinny świecić przykładem. Kilka dni temu pod Warszawą wypadek spowodował policjant, o kolizjach kolumn rządowych nie ma sensu wspominać.

Niektórzy uważają, że Polacy nie przestrzegają przepisów, ponieważ przez niemal 200 lat naszej najnowszej historii zasady były ustalane przez zaborców i agresorów, więc bunt przeciw nim był przejawem patriotyzmu. Czy rzeczywiście tak jest?

- Źródłem tego nie są uwarunkowania kulturowe - uważa Paweł Górny, przewodniczący stowarzyszenia Społeczny Rzecznik Pieszych w Bydgoszczy, które bierze udział w kampanii „Chodzi o życie”. - Przecież nie przekłada się to na kradzieże czy unikanie podatków. A dlaczego? Ponieważ zbrojne ramię ministerstwa finansów jest bardzo skuteczne i wiadomo, że nie opłaca się tego robić.

Co stoi na przeszkodzie, aby równie skuteczne były służby pilnujące prawa i porządku na drogach? Szczególnie, że świadomość niebezpieczeństwa na polskich drogach jest coraz większa. Niedawno głośno się zrobiło o mieszkańcach podwarszawskiego Chotomowa, którzy przed przejściem dla pieszych koło przedszkola postawili prywatny fotoradar. Przebadali w ten sposób 26 tysięcy kierowców. Żaden nie wjechał na przejście, mając na liczniku przepisowe 40 kilometrów na godzinę! Najwolniejsi przekraczali dozwoloną prędkość o ponad 20 kilometrów.

- Tu nie chodzi o przestrzeganie przepisów dla samego ich przestrzegania, ale o realne ratowanie życia - mówi Paweł Górny.

To, co jest oczywiste dla mieszkańców Chotomowa, najwyraźniej nie jest takie jasne dla wielu decydentów. We wrześniu Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport na temat kontroli systemu odcinkowego pomiaru prędkości. Okazało się, że taki system praktycznie nie istnieje. W latach 2015 - 2017 przedawniło się 1,6 miliona wykroczeń o wartości kar przekraczających 371 milionów złotych. Zespół obsługujący system miał poważne braki kadrowe, a odpowiedzialny za fotoradary Główny Inspektor Transportu Drogowego programował je tak, że wychwytywały piratów drogowych dopiero, gdy ci przekroczyli dozwoloną prędkość o 30 kilometrów! W związku z tym członkowie warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze złożyli niedawno zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków i działania na szkodę interesu publicznego przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego bądź jego podwładnych.

Społecznicy zaczęli budzić sumienia polityków i decydentów, jednak droga, którą muszą pokonać, jest daleka. Skala zaniedbań, z którymi się trzeba uporać, jest równie „imponująca”, jak statystyki wypadków.

Infrastruktura!

- Moim zdaniem kluczowa jest infrastruktura - mówi Łukasz Zboralski. - Przebudowa infrastruktury zmusza kierowców do właściwej jazdy - i nie musimy już sięgać po zagraniczne przykłady, mamy w Polsce miasta, w których zrobiono to dobrze i przyniosło to ogromną redukcję wypadków i ofiar. Jednak sama infrastruktura też będzie potrzebowała wsparcia innego typu. Wystarczy uzmysłowić sobie, że mamy najnowsze w UE autostrady, a są one najbardziej śmiertelne. Bo nie mamy ani definicji właściwego odstępu między autami, ani policji autostradowej.

To oznacza, że rachunki sumienia powinny również zrobić samorządy. Na budowanych w miastach szerokich i prostych arteriach wielu kierowców czuje się jak na autostradzie.

Chociaż większość wypadków powodują przekraczający dozwoloną prędkość kierowcy, to piesi i rowerzyści również nie powinni zapominać, że na drodze muszą zachować ostrożność i muszą być widoczni! Szczególnie teraz, w jesiennej szarudze.

Listę organizacji, które biorą udział w kampanii, można znaleźć na stronie: chodziozycie.pl. Ta m również pojawiają się informacje o przedsięwzięciach, w które są one akurat zaangażowane.

Szymon Spandowski

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

Wydaje mi się, że głównym powodem bezczynności rządu w temacie bezpieczeństwa są "ważniejsze sprawy", czyli aktualnie ustawa przeciwdziałająca "sprzedawaniu dzieci", a także wiele innych znacznie mniej istotnych, niż bezpieczeństwo na drogach i życie. Od czasu do czasu robię sobie sesję filmów z YT z kamer samochodowych i aż mi się włos na głowie jeży - nagminne wyprzedanie na przejściach (nawet przy niedostatecznej widoczności), znaczne przekraczanie szybkości, wyprzedzanie na podwójnej ciągłej, po lewej stronie wysepek i wiele, wiele innych. Ostatnio była u nas rodzina z Łodzi i kierowczyni chwaliła się, że w nocy jechała S8 150, w porywach do 170 na godzinę i jeszcze mówiła, że była bardzo zmęczona i od ciągłych świateł z naprzeciwka bolały ją już oczy. Z grzeczności tylko zrobiłem tylko zdziwioną minę.

Jan2

Jak do tej pory uniknąłem kolizji z innym pojazdem.
Zwracam szczególną uwagę na auta z rejestracją CB i kiedy widze takie cos zwalniam i zachowuję pełną koncentrację.
Kierowcy tych aut sa nieprzewidywalni.

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.