Sławomir Grünberg: To bardzo ciekawe miasto, ciekawsze niż Warszawa [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Anna Gronczewska

Sławomir Grünberg: To bardzo ciekawe miasto, ciekawsze niż Warszawa [ROZMOWA]

Anna Gronczewska

Sławomir Grünberg jest znanym reżyserem filmów dokumentalnych. Mieszka w USA.

Urodził się Pan w Lublinie, ale Łódź pewnie też zajmuje ważne miejsce w Pana życiu?
Na pewno. To miasto, w którym skończyłem Szkołę Filmową. Przez pięć lat mieszkałem w Łodzi. To były najpiękniejsze lata mojego pobytu w Polsce.

Jaka była tamta Łódź?
Szara, smutna, ale też znajdowała się w niej Szkoła Filmowa. Stanowiła dla mnie wyspę. Działo się w niej wszystko to, co mnie interesowało. A ja chciałem się nauczyć jak kręci się, montuje filmy. Nie poznałem jednak wtedy dobrze tego miasta.

Dlaczego?
Cały czas spędzałem w szkole przy ulicy Targowej. Nawet przez dwa lata w niej mieszkałem. Przyjeżdżałem z Warszawy i nie wychodziłem ze szkoły. Tak wyglądało moje łódzkie życie. Teraz na nowo odkrywam Łódź. To miasto automatycznie pojawia się w moich pomysłach filmowych.

Potem wyjechał Pan z kraju i zaczął wracać do Łodzi jako znany reżyser. Jakie wrażenie robi na Panu to miasto?
Dzisiaj to bardzo ciekawe miasto, nawet ciekawsze niż Warszawa. Mieszka w niej wielu młodych ludzi, którzy tworzą swoje subkultury. Trzeba jednak do nich dotrzeć. Należy mieć dobrego przewodnika, by poznać współczesną Łódź. Gdy się jest turystą, to z reguły ląduje się na Piotrkowskiej. Nic poza tym się nie widzi. Jeśli zna się tu ludzi, to wciągną cię w takie offowe miejsca. Bez nich nie wiedziałbym, że istnieją. To jest ta inna, bardzo ciekawa Łódź.

„Perecowicze” nie są Pana jedynym filmem o Łodzi?
Nakręciłem szereg filmów o Łodzi, gdy tu studiowałem. Teraz zaczynam następny film. To historia stu lat miasta Łodzi widziana z perspektywy martwej natury. Obrazu, który wisiał w jednym mieszkaniu na ulicy Kilińskiego 41 przez sto lat. Do wybuchu wojny mieszkała tam żydowska rodzina, podczas jej trwania niemiecka. Potem zamieszkała polsko-żydowska rodzina, która wyemigrowała w 1968 roku. A potem polska rodzina. Cały czas w mieszkaniu wisiał obraz. Historia jest opowiedziana z perspektywy tego obrazu. Film nosi tytuł „Martwa natura”.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.