Skierniewiczanin wdrapał się zimową porą na szczyt Pisang w Himalajach

Czytaj dalej
Bartosz Nowakowski

Skierniewiczanin wdrapał się zimową porą na szczyt Pisang w Himalajach

Bartosz Nowakowski

Mariusz Szczechowicz ze Skierniewic w lutym zdobył szczyt Pisang (6200 metrów nad poziomem morza) w Himalajach. Alpinista ma w głowie kolejne marzenia i plany.

Ubiegłoroczne wejście na Matterhorn dla Mariusza Szczechowicza było ważne nie tylko ze względu na zdobycie samego szczytu.

Podczas tej wyprawy poznał Wiesława z Białegostoku. W trakcie podejścia w Alpach, po długich rozmowach, pojawiła się myśl, aby zaatakować Himalaje.

Himalaje to inna liga

Można powiedzieć, że skierniewiczanin od powrotu z Alp przeszedł od razu do działania. Chociaż na samym wstępie podkreśla, że planowanie takiej wyprawy nie trwa kilka tygodni, a pochłania zdecydowanie więcej czasu. Wraz z Wiesławem postanowili zaatakować szczyt Pisang (6200 metrów). Poprzeczkę zdecydowali podnieść sobie jeszcze wyżej i wybrali na atak okres zimowy.

- Potrzebowaliśmy pozwolenia na wstęp do narodowego parku krajobrazowego, które wydaje rząd Nepalu, a także zezwolenia na wspinaczkę. Nie wspominam już o wizie do wykupienia na lotnisku w Nepalu - wymienia Mariusz Szczechowicz.

To jednak nie wszystkie wymagania, jakie są konieczne na wstępie wyprawy. Niezbędny jest jeszcze przewodnik, który dodatkowo może sobie zażyczyć kucharza oraz własnego Szerpę. Nie trzeba wspominać, że wszystko to oznacza dodatkowe koszty.

Pomimo pewnego doświadczenia, jakie nabył w górach, zdawał sobie sprawę, że wspinaczka w Himalajach to zupełnie inna górska liga.

Na miejscu byli pierwsi w tym sezonie

- Wiedziałem, na co się decydujemy. Osobiście byłem doskonale przygotowany do wyprawy, jeśli chodzi o kondycję. Jednak nie zdawałem sobie sprawy, że zima i ogólnie zimno mogą tak zweryfikować wspinaczkę - podkreśla Mariusz Szczechowicz.

Wyprawa rozpoczęła się od przejażdżki ze stolicy Nepalu - Katmandu - pod samą ścianę góry, co trwało półtora dnia. Podróżnicy postanowili na chwilę zatrzymać się w mieście, które do końca życia będą wspominać jako jedno z najbardziej zakurzonych zakątków świata.

Następnie rozpoczęły się odcinki trekkingowe. Cała wyprawa była podzielona na trzy obozy. Pierwszy obóz na wysokości 4200 metrów; drugi 4800 metrów oraz ostatni, z którego wykonano atak szczytowy - 5200 metrów.

Oczywiście nie mogło zabraknąć trudności.

- Byliśmy pierwszymi wspinaczami na tę górę przed nowym sezonem. Na trasie znajdowało się wiele lin i sznurków, ale większość z nich nie nadawała się do użytku. Dlatego musieliśmy poręczować całą drogę i myślę, że w ten sposób troszkę pomogliśmy następnym ochotnikom, którzy będą wchodzić po nas - opowiada Mariusz Szczechowicz.

Jednak to niejedyna trudność, jaka spotkała wspinaczy. Skierniewiczanin wspomina również niezwykle twardy lód, w który ciężko było wbić raki.

- Wiatr i wszechobecne zimno potęgują niemoc. Były chwile tak przeraźliwego zimna, że w namiotach zamarzały nam rzeczy - wspomina Mariusz Szczechowicz.

Było tak zimno, że zanikało krążenie

Przeczytaj o pasjonacie wspinacza ze Skierniewic, o jego pasji i planach... 

Pozostało jeszcze 57% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Bartosz Nowakowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.