Ruchy antynaukowe rosną w siłę i trochę w tym winy naukowców

Czytaj dalej
Katarzyna Stańko

Ruchy antynaukowe rosną w siłę i trochę w tym winy naukowców

Katarzyna Stańko

Szczepionki powodują autyzm, GMO zabija na raty, ziemia jest płaska, a w prestiżowym centrum badawczym nad cząstkami elementarnymi CERN w Szwajcarii prowadzone są badania nad sterowaniem ludzkim mózgiem w celu władania światem i jego liderami. Natomiast „żywa kropla krwi” czyni cuda - to tylko nieliczne teorie, które mają tysiące zwolenników w sieci święcie wierzących w ich prawdziwość. Wbrew naukowym doniesieniom.

Fenomen wiary w fałszywe teorie nie jest nowy. Zawsze byli ludzie, którzy wierzyli, że Ziemia jest płaska.

- Jednak w ostatnich latach mamy do czynienia z wysypem pseudonaukowych teorii kwestionujących podstawowe prawa i osiągnięcia nauki, a to jest już zjawiskiem społecznie groźnym - mówi w rozmowie z portalem Demaskator24 prof. dr hab. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, badający ruchy antynaukowe. - Ludzie nauki niestety za bardzo zamknęli się w swoich laboratoriach i salach wykładowych. Stracili kontakt z rzeczywistością, zapominając, że jednym z obowiązków, jakie na nich spoczywają, jest również zabierania głosu w dyskusji na temat tego, co jest prawdą, a co nie, oraz wyjaśnianie meandrów dziedziny, którą się zajmują. W debacie publicznej brakuje głosu nauki.

To w konsekwencji powoduje, że rozpowszechniane są nieprawdziwe informacje na przykład na temat rzekomej szkodliwości szczepionek. Mamy również do czynienia z powrotem fenomenu znachorów, jak za czasów Kaszpirowskiego oraz wszelkiej maści wynalazców diet, które często rujnują zdrowie i życie osób, które w nie uwierzą. Co ciekawe na ruchy antynaukowe nie są odporni nawet ludzie z dyplomem uczelni wyższych.

- Po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, że kategorie prawdy i fałszu przestają mieć znaczenie dla odbiorów - uważa prof. Jemielniak. - W dobie internetu bardziej interesuje nas wspólnota przekonań niż fakty oparte na statystykach, liczbach, zasadach fizyki czy matematyki, których najczęściej po prostu nie rozumiemy.

Przyczyn tego zjawiska jest kilka: zalew informacyjny, pogoń mediów za sensacją. Przede wszystkim jednak winne są nowe platformy dystrybucji treści, jak media społecznościowe, które umożliwiają publikowanie i rozprzestrzenianie informacji bez weryfikacji. Każdy może opublikować wszystko, a każda, nawet największa bzdura może stać się newsem czy prawdą objawioną, podawaną dalej na Facebooku, Twitterze czy innej platformie komunikacyjnej.

W przeciwieństwie do mediów tradycyjnych, gdzie rozpowszechnianie informacji opierało się na autorytecie danej redakcji i redaktorów, weryfikacja newsa na platformie społecznościowej opiera się w zasadzie na sieci znajomych, którzy zazwyczaj myślą podobnie, jak my.

- Wiarygodność źródła przestaje odgrywać kluczową rolę - uważa prof. Jemielniak. - A w interesie platform jest rozpowszechnianie wiadomości, które wywołają jak największą reakcję emocjonalną użytkowników. Prawda zeszła na dalszy plan, można powiedzieć, że umarła w momencie powstania Facebooka -podsumowuje naukowiec.

Rosja wprowadza chaos

Innym zagrożeniem, na które wskazuje prof. Jemielniak, jest ingerencja z zewnątrz w otwarte społeczeństwa Zachodu, które poddane są obecnie działaniom propagandy rosyjskiej.

Jej celem jest wprowadzanie chaosu informacyjnego i osłabianie funkcjonujących w Europie demokracji.

- To, że coraz częściej mówimy o Rosji jako graczu podsycającym niepokoje w Europie, nie jest żadną przesadą - uważa prof. Jemielniak. - Rosja chce odwrócić uwagę od własnych problemów społeczno-gospodarczych i pokazać, że demokracje w stylu zachodnim się nie sprawdzają. Mamy dowody, że ruch antyszczepionkowy w Polsce, Francji, Włoszech czy w USA wzmacniany jest przez rosyjskie boty i rosyjską dezinformację.

Podkręcanie wyników badań naukowych i manipulacje

Zdaniem prof. Stanisława Czachorowskiego, biologa z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, nie bez winy są również sami uczeni, którzy często ukrywają lub naciągają wyniki swoich badań. Publikowane są wyniki badań, które okazały się sukcesem, a ukrywane porażki.

- Tymczasem to statystyka pozwala zobaczyć to, czego gołym okiem nie widać, wyławia z wielości to, co jest najistotniejsze, reguły - podkreśla prof. Czachorowski. Sfałszowane lub niepoprawne metodologicznie badania to kolejny przykład tego, jak pseudonaukowi działacze manipulują opinią publiczną. Wystarczy, że weźmiemy szczury, będziemy je karmić paszą z roślin GMO aż wyrosną im guzy i ogłosimy światu, że GMO wywołuje choroby nowotworowe. Co z tego, że gdyby te same szczury karmiono paszą nie-GMO, też by zachorowały, bo tak dany ich szczep został wyselekcjonowany? W ten właśnie sposób antynaukowcy manipulują wnioskami swoich badań, rzekomo dowodzących szkodliwości GMO. Naukowiec Andrew Wakefield zmieniał zanotowany czas wystąpienia problemów ze zdrowiem na niezgodny z rzeczywistością tak, by korelował z czasem podania szczepionki, dodatkowo dobierając do badania dzieci rodziców-antyszczepionkowców. Nie trzeba być znawcą metodologii naukowej, aby widzieć w takich zabiegach oczywiste manipulacje - podsumowuje prof. Czachorowski.

Różne mogą być mechanizmy manipulacji

- Każde, nawet najbardziej głupie wyjaśnienie potrzebuje choćby złudzenia racjonalności - uważa Łukasz Sakowski, biolog, popularyzator nauki i promotor polskiego „Marszu dla nauki”, cyklicznego wydarzenia, które organizowane jest od 2017 roku.

Antyszczepionkowcy swoje pseudonaukowe poglądy usprawiedliwiają metodologicznie błędnymi i sfałszowanymi badaniami, podobnie jak przeciwnicy GMO.

Zwolennicy znanego w Polsce pseudonaukowca Jerzego Zięby, propagatora naturopatii i medycyny niekonwencjonalnej, autora pseudonaukowej książki „Ukryte terapie”, ślepo wierzą w podawane przez niego źródła swoich teorii. Zięba propaguje leczenie witaminą C, w tym dożylnie stosowanie dużych dawek tej witaminy. Błędnie twierdzi, że można nią wyleczyć wiele chorób i dolegliwości, m.in. sepsę wywołaną bakteriami opornymi na antybiotyki i nowotwory. Promuje fałszywą tezę, że witamina C przedłuża życie.

Ludzie przeczący istnieniu zmian klimatycznych wykorzystują tych, którzy wyznają teorie spiskowe, aby zaakceptować absurdalny i sprzeczny z wynikami wielu badań pogląd, że globalne ocieplenie jest mitem.

- W Polsce mamy bardzo wielu denialistów klimatycznych twierdzących, że zmiany klimatyczne to wymysł tych, którzy albo chcą ograniczyć rozwój przemysłu, albo wręcz sabotować naszą gospodarkę - wyjaśnia prof. Bogusław Rok z Akademii Leona Koźmińskiego, zajmujący się m.in. obiegiem surowców wtórnych w gospodarce.- Przekonanie to wynika z niskiej świadomości ekologicznej naszego społeczeństwa i dysydentów, którzy działają od kryzysu do kryzysu.

Pseudoeksperci

- W wydających się kontrowersyjnymi teoriach czasami kluczem okazuje się słowo: konsensus. Istnieje konsensus naukowy, że zjawisko ewolucji biologicznej ma miejsce, podobnie jak globalne ocieplenie czy grawitacja. Zgadzają się z tym wszyscy zajmujący się danym tematem naukowcy. Zawsze jednak znajdzie się grupka takich, którzy są zwolennikami teorii spiskowych, często zajmujących się innymi dziedzinami nauki. Ruchy antynaukowe wykorzystują takie przypadki, podpierając się autorytetem naukowym tychże naukowców - podkreśla Łukasz Sakowski.

Mamy również pseudoekspertów, podszywających się pod naukowców, jak Jerzy Zięba.

-Nie są to ludzie z wykształceniem wyższym, doświadczeniem i praktyką w danej dziedzinie, lecz osoby, które przeszły weekendowy, miesięczny czy wakacyjny kurs w jakiejś nieakredytowanej na poważnie jednostce i na tej podstawie nazywają się dietetykami, trenerami czy doradcami zdrowia - dodaje Łukasz Sakowski, zalecając sprawdzenie informacji na temat autorytetów zanim poważnie im zawierzymy.

Sięganie po specjalistyczne słownictwo to następna skuteczna technika. Wystarczy, że do opowieści o żywej kropli krwi doda się słowa takie jak erytrocyty, leukocyty, cholesterol, mikroskop, pole widzenia czy związki rtęci, by wzmocnić wiarygodność pseudonaukowych tez, a straszący GMO wspomną o mutacjach, ewolucji biologicznej czy chromosomach.

Badanie pod mikroskopem tzw. „żywej kropli krwi” jest intensywnie reklamowane przez wiele firm i ma tysiące zwolenników. Naturoterapeuci twierdzą, że dzięki badaniu „żywej kropli krwi” można wykryć wiele patologii. I przekonują: „W takim badaniu, oprócz fizjologicznych składników krwi, można dostrzec struktury patologiczne różnego rodzaju mikroorganizmów, takich jak bakterie, grzyby, pasożyty, które dostały się do organizmu człowieka.”

- Już sama nazwa jest bełkotem. Krew nie jest „żywa” bądź „martwa”, to nie te kategorie - wyjaśnia hematolog, prof. Wiesław Jędrzejczak. - Można sobie pooglądać zawiesinę krwinek pod mikroskopem, ale niewiele się z tego dowiemy, choćby dlatego, że będą się one na siebie nakładać.

Katarzyna Stańko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.