Pseudonim zamiast nazwiska pacjenta, uczeń jako numerek i inne absurdy. Do czego doprowadziły nowe przepisy o ochronie danych osobowych?

Czytaj dalej
Fot. Fot. Malgorzata Genca / Polskapresse
Jacek Pająk

Pseudonim zamiast nazwiska pacjenta, uczeń jako numerek i inne absurdy. Do czego doprowadziły nowe przepisy o ochronie danych osobowych?

Jacek Pająk

W pewnej przychodni nie ma już pacjenta Jana Kowalskiego, ale jest za to Gargamel, a zamiast Ryszarda Nowaka jest Terminator. Recepcjonistka nadała chorym pseudonimy ze znanych filmów, bajek, czy książek, żeby nie narazić się na ujawnienie danych osobowych zgodnie z RODO.

Niedawno musiałem się położyć w uniwersyteckim szpitalu klinicznym im. Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Pewnego dnia przyszła pielęgniarka. Wyjęła przywieszoną do mojego łóżka „kartę chorobową”, na której - jak doskonale wiedzą pacjenci, którzy mieli nieprzyjemność być w placówkach tego typu - są codziennie aktualizowane zapiski (na przykład kiedy i jaką mieliśmy temperaturę, czy mieliśmy wypróżnienie, jakiś zabieg itp. itd.). Ale zamiast coś tam dopisać pielęgniarka nagle zagięła kartę i włożyła z powrotem do ramki przy moim łóżku. „O kurczę” - pomyślałem - chyba ze mną jest źle i lekarze coś ukrywają. Miałem rację - ukrywali. Ale zanim dowiedziałem się o co chodzi zapytałem pielęgniarkę. „To tajemnica” - usłyszałem. W końcu jednak sympatyczna siostra, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, złamała zmowę milczenia i wyznała, że chodzi o niejakie RODO, czyli o to, żeby ktoś niepowołany nie mógł na tej kartce zobaczyć mojego imienia i nazwiska.

Teraz większość już wie, że pod tajemniczym skrótem RODO kryją się zaostrzone przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Instytucje różnego typu, w tym szpitale i przychodnie zdrowia, nie mogą upubliczniać imion i nazwisk, a na kartach chorobowych takowe przecież istnieją.

Inny łódzki szpital poszedł dalej (nie podam jego nazwy - zachowam tajemnicę) - w nim w ogóle zrezygnowano z umieszczania kart przy łóżkach.

Ale to wszystko pikuś...

W pewnej przychodni w Siedlcach pojawili się tacy pacjenci jak Han Solo, ale też Jogi, Gargamel, Bambuko, Terminator i inne postacie znane nam z kultowych filmów, bajek, czy dowcipów. Brzmi tajemniczo, ale chodzi o to, że takie pseudonimy recepcjonistka nadała pacjentom, żeby wzywając ich do gabinetu lekarskiego nie narazić się na złamanie RODO.

Takich absurdów jest więcej. Na przykład są szkoły, w których nauczyciel wywołując ucznia do tablicy nie mówi na przykład „Kowalski”, ale „pięć” (kierując się numerem w dzienniku). Na niektórych blokach przy domofonach też zniknęły informacje z nazwiskami lokatorów.

A wszystko to w tajemnicy napisałem ja, czyli Spiderman...

Jacek Pająk

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

piotr.slubik

W moim bloku nazwisk przy domofonie nie ma od kilkunastu lat, tzn. od momentu wprowadzenia ustawy o ochronie danych osobowych. Nie ma także spisu lokatorów. A jeśli chodzi o wywoływanie ucznia po numerze doświadczyłem tego w szkole jako uczeń w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Numerki w przychodniach znane były już kilkadziesiąt lat temu. I w czym problem?

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.