Polacy maltretują zwierzęta. Niektóre przypadki są bardzo drastyczne

Czytaj dalej
Fot. nadesłana
Paweł Kędzia

Polacy maltretują zwierzęta. Niektóre przypadki są bardzo drastyczne

Paweł Kędzia

Od nielegalnego przycinania uszu przez weterynarza do rzucania szczątkami myszoskoczka w klasie - maltretowanie zwierząt ma różne oblicza. Czy sprawców odstraszą wyższe kary?

W co drugim polskim domu pod strzechą biegają zwierzęta, najczęściej psy. Pod względem ich liczby Polska jest na trzecim miejscu w Europie po Wielkiej Brytanii i Niemczech. Ilu właścicieli zwierząt nigdy nie powinno dostać pod opiekę choćby muchy?

Nie tylko miłośnikami zwierząt wstrząsnęła sprawa z Obornik Śląskich, gdzie uczeń podstawówki pociął myszoskoczki, którymi opiekowała się klasa, i rzucał ich wnętrznościami, bo - jak powiedział - jeden „go wkurzył”, a drugi „bo był z tego samego miotu”.

Jeżyki się palą

Kilka dni później internet obiegło nagranie, na którym widać, jak dwie gimnazjalistki podpalają jeża. Nastolatki najpierw rzucają w zwierzę plastikową butelką z okrzykiem „szmato je...”, a kilka sekund później widać gorejącą kulkę z komentarzem „chyba jeżyki się palą”.

W lutym w podbydgoskim Dobrczu zamknięto największą hodowlę zwierząt rasowych w Polsce. Służby zabezpieczyły 170 psów i kotów. Zwierzęta nie wychodziły z boksów. Nikt się nimi nie zajmował. Spały na warstwie własnych odchodów. Małżeństwo prowadzące hodowlę usłyszało zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem.

W Toruniu w 2014 r. znanego weterynarza skazano za tzw. kopiowanie ogonów u szczeniaków dobermana. Mężczyzna obciął nożyczkami ogony pieskom; we własnym mieszkaniu, bez znieczulenia. W ub. roku mężczyzna ponownie stanął przed sądem, ale za przycinanie uszu. Od 2012 r. proceder jest zakazany, a na wystawy zwierząt rasowych nie mają wstępu zwierzęta z przyciętymi uszami czy ogonami.

Najczęściej do maltretowania zwierząt dochodzi w zaciszu domowym, z dala od kamer, a sprawcy nie chwalą się swoimi dokonaniami w internecie. Tak było w przypadku małżeństwa z podbrodnickiej miejscowości. Państwo sprawiło sobie dwa psy, szczeniaki w typie ratlerka, popularnie zwane „sarenkami”. Jedno zwierzę trafiło do dorosłej córki. Drugie zostało w domu jako maskotka dla niepełnosprawnej po wypadku drugiej córki. Piesek wylądował w skrzynce po pieczywie, przykrytej inną skrzynką, gdzie ledwie się mieścił. Początkowo zwierzę walczyło, próbowało wypchnąć przyciśnięte cegłą wieko, ale z czasem opadło z sił i praktycznie się nie ruszało. Pies załatwiał się pod siebie. Skrzynki były w łazience, a dostęp do nich grodziły składowane w pomieszczeniu części samochodowe. Uwagę sąsiadek, które dokonały dramatycznego odkrycia, zwrócił niemiłosierny smród. Świadkowie, korzystając z nieobecności pana domu, wydostali zwierzę, które chwiało się na nogach i było wyziębione. Dzięki sąsiadkom piesek trafił do weterynarza. Ten udzielił pomocy medycznej i jednocześnie zawiadomił policję. Jednak funkcjonariusze początkowo odmówili wszczęcia postępowania, to prokuratura nakazała zająć się sprawą.

Rośnie świadomość ludzi i otrzymujemy coraz więcej informacji o zwierzętach, które są trzymane w złych warunkach

- mówi Zbigniew Lustig z Animals Bydgoszcz.

Potwierdzają to statystyki MSWiA. W najnowszym raporcie na temat stanu bezpieczeństwa w 2015 r. służby stwierdziły 1859 przestępstw z ustawy o ochronie zwierząt, czyli o 23,1 proc. więcej niż w roku poprzednim, kiedy było ich 1501.

Zwierzęta w sądzie

Problemem, na co zwraca uwagę fundacja „Czarna owca pana kota”, jest wysoki odsetek odmów wszczęcia śledztwa lub umorzeń w podobnych sprawach. Tylko 19,2 proc. postępowań kończy się wniesieniem aktu oskarżenia. Jaskrawy jest przykład z Aleksandrowa Kujawskiego, gdzie prokuratura umorzyła dochodzenie w sprawie o znęcanie się (łańcucha wrośniętego w szyję psa, - argumentując, że właściciel zwierzęcia wcale nie działał umyślnie, lecz było to zaledwie niedopatrzenie z jego strony, którego zresztą żałował.

- Do schronisk trafiają zwierzęta w bardzo różnym stanie. Są przypadki bardzo drastyczne: z ranami kłutymi, z obciętymi kończynami, ze śladami duszenia, z zaropiałymi ranami po obcięciu ogona siekierą - mówi Agnieszka Szarecka, szefowa Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Toruniu. - Ludzie przynoszą zaniedbane zwierzęta z dużymi, spękanymi guzami nowotworowymi, chorobami skóry, nieopatrzonymi złamaniami, w przypadku których nie ma już szans na prawidłowe złożenie kości. Bardzo dużo zwierząt ludzie wywożą do lasu. Wiele z nich tam ginie, czasami udaje się je uratować - przywożą je do schroniska przywożą zaprzyjaźnieni leśnicy.

Polacy maltretują zwierzęta. Niektóre przypadki są bardzo drastyczne
Grzegorz Olkowski Kot „Sroka” zanim trafił pod opiekę schroniska, przez miesiąc wegetował na balkonie. Właściciel sprzedał mieszkanie i zostawił kota na pastwę losu.

- Na przestrzeni lat spotkałam się z różnymi sposobami dręczenia zwierząt: od porzucenia, zaniedbania, wyrzucenia przez okno, poprzez obcinanie uszu, ogonów, po ciężkie uszkodzenia ciała w rezultacie pobicia - mówi Izabella Szolginia, dyrektor Schroniska dla Zwierząt w Bydgoszczy.

- Tego typu sprawy coraz częściej są nagłaśnianie dzięki Internetowi, monitoringowi i telefonom komórkowym. Osoby nagrywają swoje „wyczyny”, a potem łatwo tych zwyrodnialców namierzyć. Kilka dni temu w nagrzanej torbie, leżącej na ulicy, strażnicy miejscy odnaleźli porzucone szczenię. To również jest przestępstwo. Wielką rolę w kształtowaniu stosunku ludzi do zwierząt ma szkoła. Konieczny byłby obowiązkowy przedmiot: „zwierzęta towarzyszące” i omawianie takiego tematu, jak opieka i etyczne podejście do świata zwierząt (i roślin). Dobrze byłoby także, gdyby Kościół zajął odpowiednie stanowisko, podkreślając wagę nauk św. Franciszka. To pole do popisu dla wszystkich księży, którzy mają serce na właściwym miejscu. Niestety, jeszcze wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje kartezjański pogląd na prawa zwierząt, pogląd który umniejsza ich cierpienie. A przecież ból czy u ludzi, czy u zwierząt jest ten sam.

Niedawno poseł Krzysztof Czabański przedstawił projekt Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, który dotyczy nowelizacji przepisów o ochronie zwierząt. Zakłada on m.in. zakaz: trzymania psów na uwięzi, występów zwierząt w cyrkach, uboju rytualnego oraz hodowli zwierząt futerkowych. Ponadto za znęcanie się nad zwierzętami groziłyby 3. zamiast 2, lata więzienia, a w przypadku szczególnego okrucieństwa - 5 lat, zamiast 3.

- Bardzo dobrze, że powstał ten projekt. Mam nadzieję, że politycy, niezależnie od opcji politycznej, zagłosują za zmianami ponad podziałami - mówi Izabella Szolginia. - Nawet w Rumunii obowiązuje zakaz trzymania psów na łańcuchu.

- Obecne prawo nie jest najgorsze, ale nie jest wykorzystywane. Przestępstwa przeciwko zwierzętom sądy traktują bardzo pobłażliwie, jako sprawy o bardzo małej szkodliwości społecznej - mówi Agnieszka Szarecka.
- Trafiają do nas zwierzęta, które padły ofiarą maltretowania. Sprawy się ciągną miesiącami. W tym czasie zwierzęta pod naszą opieką dochodzą do siebie. I nagle decyzją sądu zwierzę ma wrócić do oprawcy, bo ten wyraził skruchę. Jaka jest gwarancja, że nie zrobi zwierzęciu czegoś gorszego? To nieludzkie.

Przed sądem w Zielonej Górze stanął właściciel, który usiłował uśmiercić własnego chorego na nowotwór psa, zadając mu w głowę ciosy tłuczkiem kuchennym. Wobec zwyrodnialca sąd orzekł 6 miesięcy ograniczenia wolności (nieodpłatna praca na cele społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie), zakaz posiadania zwierząt przez okres 2 lat. Przy czym sąd zwolnił skazanego od kosztów sądowych i od opłaty.

W ostatnim czasie widzami wstrząsnęły dwa przypadki wleczenia zwierząt za samochodem. Najpierw w marcu 54-letni mieszkaniec Terespola ciągnął za swoim autem psa husky. Został zatrzymany przez innego kierowcę, który wezwał policję. Z kolei w maju w Kuznocinie Górnym na Mazowszu para ciągnęła psa za przyczepką. Zatrzymani przez innego kierowcę tłumaczyli, że zwierzę wygryzło dziurę w plandece. Postępowanie prowadzi prokuratura.

Podobna sprawa w Białej Podlaskiej zakończyła się wyrokiem skazującym. Tam również właściciel znęcał się nad owczarkiem niemieckim poprzez przywiązanie go do samochodu i jazdę z dużą prędkością. Pies doznał licznych ran kończyn. Sąd orzekł 1 rok i 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres próby 4 lat, 1000 zł nawiązki na cel związany z ochroną zwierząt oraz zwolnienie od kosztów sądowych i opłaty.

W Strzyżowie właściciel znęcał się nad własnym psem, przeprowadzając samodzielnie zabieg kastracji. Sąd orzekł 5 miesięcy ograniczenia wolności (nieodpłatna praca na cele społeczne w wymiarze 30 godzin miesięcznie) z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres próby 2 lat i zwolnienie od kosztów sądowych.

WIDEO: pies na smyczy za samochodem

Paweł Kędzia

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

hens

to są niemcy.

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.