Podróże kształcą

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Jacek Grudzień

Podróże kształcą

Jacek Grudzień

Hasło w tytule dzisiejszych rozważań z pewnością będzie aktualne zawsze, tylko przy zmieniających się czasach będziemy się dowiadywali o coraz to nowych kontekstach, których dostarczają podróże.

Przez ponad 20 lat od pierwszych wolnych wyborów najpierw do parlamentu, później do samorządów kandydaci na stanowiska i ludzie podejmujący decyzje w sprawach obywateli na sztandarach mieli hasło wybudujemy autostrady, często dodawali: zrobimy to czego nie zrobili nasi przeciwnicy polityczni. Gdy autostrady powstały, temat się skończył, a my obywatele potraktowaliśmy to jak coś oczywistego, a ludzie, którzy przeprowadzili tę przez wiele lat obiecywaną inwestycję przekonali się, że na docenienie liczyć nie mogą.

Gdy już między największymi miastami w kraju można przemieszczać się szybkimi drogami nie tylko kierowcy patrzą krytycznie na wiele rozwiązań, które stosowano. Narzekamy na drożyznę, gdy samochodem jedziemy w A2 w stronę niemieckiej granicy, ale coraz głośniej słychać o „archaicznych” bramkach, które blokują ruch i każą się zatrzymywać co kilkadziesiąt kilometrów. Ciekaw jestem, czy po pierwszym weekendzie wakacji będziemy świadkami wielkiej awantury o kolejki przy „bramkach” za Toruniem.

Może państwo pamiętają, jak kilka lat temu niektórzy politycy umiejętnie wykorzystywali fakt, że ludzie jadący nad morze stali w kilkugodzinnych kolejkach. Historia jak co roku powtórzy się pod koniec czerwca. Ja jestem ciekaw, czy już przyzwyczailiśmy się do tego, ze swoje trzeba odstać, czy znów wjazd na płatną autostradę stanie się sprawą polityczną. Zdarzyło się już przecież tak, że w wakacyjne weekendy A1 na odcinku w stronę morza była bezpłatna. Jak sądzę, główną przyczyną była obawa przed „gniewem wyborców”.

Podróże kształcą

O tym, że z Łodzi nad morze trzeba było jechać praktycznie cały dzień zapomnieliśmy szybko i bardzo dobrze, także dobre jest to, że zmotoryzowani domagają się podobnych rozwiązań jakie obserwują w Europie. Osobnym tematem i odcinkiem autostrady bardzo pasującym do hasła „podróże kształcą” jest A2 między Łodzią i Warszawą. Nie ma chyba kierowcy, który po przejechaniu tego odcinka nie zastanawiał się dlaczego tu nie ma trzech pasów? Szczególnie ten brak jest odczuwalny po oddaniu do użytku wschodniej obwodnicy Łodzi. Łatwo było przewidzieć, że duża część ruchu od strony Śląska przeniesie się właśnie tu. Efekt mamy taki, że ścisk jest tu bez względu na dzień i porę dnia nie mniejszy niż w okolicach Hannoweru. „Strach pomyśleć” o tym, co będzie tu się działo, gdy zostaną wprowadzone opłaty za przejazd i będzie trzeba pokonywać „bramki”.

Myślę, że politycy już powinni się przygotowywać na sytuację kryzysową i myśleć jak jej zaradzić. Innym problem na tym odcinku A2 są umiejętności kierowców. Gdy przemierzałem tę trasę ostatnio, po drodze były trzy wypadki. Jeden przedłużył mi podróż o godzinę. I zapewne wszyscy zmotoryzowaniu się ze mną zgodzą, ale częściej natrafia się tu na utrudnienia po kolizjach i stłuczkach niż płynnie dociera do celu. Dojazd „godzina z minutami” z Łodzi do Warszawy znów stał się czymś niemożliwym. I tu rzeczywiście można by „psioczyć” na to, że droga za wąska itp., ale moja refleksja jest taka, że jako kierowcy nie dorośliśmy do autostrad gdy jest na nich duży ruch.

Wyścigi małych samochodów i Tirów, trąbienia, świecenia światłami bez względu na okoliczności, „najeżdżania” na tył samochodów to tu norma. I nie droga powoduje wypadki, tylko ludzie, którzy uznali, że jak są dwa pasy to muszą jechać miniumum 140. Jazda w podobnych warunkach w innych krajach bez względu na to, czy są to Niemcy, Czechy czy Austria wygląda zupełnie inaczej. Niestety mamy kolejny dowód, że należymy do najgorszych kierowców w Europie. Albo coś przedziwnego unosi się w polskim powietrzu, że ludzie wsiadając za kierownicę stają się wojownikami.

Kilka lat temu „przetoczyła” się przez media kampania przeciw fotoradarom (samorządy często traktowały je jak skarbonkę, a nie narzędzie do zwiększania bezpieczeństwa). Dziś okazuje się, że fotoradary w wielu miejscach, w których zniknęły będą pojawiać się na nowo, bo polski kierowca jak widzi znak nie zwalnia, fotoradar owszem i to często dużo poniżej zalecenia na znakach. Pisałem państwu, że coś w nas za kółkiem jednak się zmieniło. Już nie są „obtrąbiani” kierowcy, którzy zatrzymują pojazdy przed przejściami dla pieszych. Rowerzyści nie są traktowani jak wrogowie. I gdy zaczynają się weekendowe podróże także poza granicę kraju mam nadzieję, że znów będziemy się czegoś uczyć także na autostradach, które bywają zbyt wąskie tak jak między Łodzią i Warszawą.

Jacek Grudzień

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.