Po Warszawie był Niemen, czyli jak jedna bitwa zwycięstwa nie czyni

Czytaj dalej
Fot. Centralne Archiwum Wojskowe
Sławomir Sowa

Po Warszawie był Niemen, czyli jak jedna bitwa zwycięstwa nie czyni

Sławomir Sowa

Polska armia często lubiła być bohaterką jednej bitwy. Jednym z niewielu przykładów mądrej kontynuacji zwycięskiego uderzenia była bitwa nad Niemnem, która rozegrała się ponad miesiąc po słynnej bitwie warszawskiej.

Wszyscy skupiają się oczywiście na bitwie warszawskiej, bo to ona była przełomem, ale trzeba pamiętać o tym, że bolszewicki Front Zachodni nie został ostatecznie rozbity i zachował spory potencjał bojowy. Fragment dewizy na grobie Józefa Piłsudskiego brzmi tak: „zwyciężyć i spocząć na laurach to klęska”. Pobrzmiewa w tym cel, jaki przyświecał marszałkowi po bitwie warszawskiej. Niemal nazajutrz po zwycięstwie rozpoczął koncentrację wyczerpanej przecież armii w celu pokonania dywizji Michaiła Tuchaczewskiego grupujących się na linii Niemna i wspomaganych przez świeże siły z głębi Rosji. Tuchaczewski zebrał ponad 70 tysięcy żołnierzy, których zaczął przygotowywać do ofensywy. Uderzenie Piłsudskiego częściowo zniweczyło jego plany, a w konsekwencji doprowadziło do rozbicia i odwrotu sił bolszewickich.

Po Warszawie był Niemen, czyli jak jedna bitwa zwycięstwa nie czyni
Grzegorz Gałasiński Sławomir Sowa

A gdyby Piłsudski zachował się wtedy asekuracyjnie i dał odetchnąć armii, która dopiero co powstrzymała wrogą armię pod Warszawą? Czy wystarczyłoby sił i woli walki na drugą bitwę warszawską? A jeśli nawet, to jak przebiegałaby wtedy granica polsko-sowiecka wynegocjowana w 1921 roku? To maksimum, które udało się osiągnąć w traktacie ryskim było w dużej mierze możliwe właśnie dzięki zwycięskiej bitwie niemeńskiej.

Przykładem sytuacji odwrotnej był Grunwald. Zwycięska bitwa przez opieszałość króla i rycerstwa, które nie dość szybko pomaszerowało pod Malbork, nie przyniosła oczekiwanych skutków. A konsekwencje były dotkliwe i ujawniły się po ponad 40 latach, gdy kosztowną i wyniszczającą wojnę z Zakonem trzeba było toczyć przez 13 lat.

Zmarnowaną szansą była także bitwa pod Beresteczkiem w 1651 roku, gdzie Polacy pokonali siły Bohdana Chmielnickiego. Pokonali, ale szlacheckie pospolite ruszenie w dalszych walkach udziału już nie wzięło. Kolejna bitwa, pod Białą Cerkwią, nie przyniosła rozstrzygnięcia z racji szczupłości polskich sił. Rok później odnowione siły Chmielnickiego rozgromiły za to Polaków pod Batohem, a 3500 wziętych do niewoli polskich żołnierzy, kwiat armii, Chmielnicki kazał wymordować. A mogło skończyć się zupełnie inaczej...

Sławomir Sowa

Jestem dziennikarzem w redakcji Dziennika Łódzkiego, zajmuję się m.in. problematyką wojskową, biznesem i polityką

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.