Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Piotr Żyła. Sąsiad Małysza, który kolekcję trofeów trzyma w pensjonacie

Czytaj dalej
Andrzej Drobik

Piotr Żyła. Sąsiad Małysza, który kolekcję trofeów trzyma w pensjonacie

Andrzej Drobik

Pochodzi z Wisły, podobnie jak legenda polskich skoków narciarskich, Adam Małysz. Uczył się najpierw w Wiśle, później w Szczyrku, a w końcu za namową Jana Sztuca w Zakopanem. Po zakończeniu nauki wybrał jednak Wisłę, tu zamieszkał - w rodzinnym domu w Wiśle Głębcach i założył rodzinę. Obecnie przeprowadził się do nowego domu, przez co sąsiaduje z Adamem Małyszem.

Kiedy w Wiśle mówi się o Piotrze Żyle, niemal wszyscy wspominają go z uśmiechem na twarzy. Pierwsze zawody Pucharu Świata na przebudowanej skoczni w Wiśle-Malince odbyły się 9 stycznia 2013 roku. W tych historycznych dla Wisły zawodach, najlepsze, szóste miejsce wśród Polaków wywalczył właśnie Żyła. Po konkursie w Wiśle oczy mediów zwróciły się na młodego skoczka. Chodziło nie tyle o niespodziewanie dobry wynik Żyły, ale o wywiad, którego udzielił po konkursie. To właśnie wtedy zdradził receptę na swój skok. - Garbik, fajeczka, no i poleciało - przyznał z uśmiechem na twarzy. Te słowa szybko obiegły całą Polskę, a Piotr Żyła znalazł się na ustach nie tylko fanów skoków narciarskich. O słynnym garbiku wykonywanym na progu przez Żyłę od tego czasu napisano już wiele artykułów.

- Piotrek jest bardzo naturalną i szczerą osobą, absolutnie bez skłonności do udawania i kreowania się - nie ma wątpliwości Katarzyna Koczwara, której zawodowe drogi kilka lat temu przecięły się z popularnym „Wiewiórem”. - Przede wszystkim jest „chodzącym” poczuciem humoru i optymizmem, ale nieco inny jest, kiedy spędza czas ze swoją rodziną. Wtedy jest uważnym i troskliwym ojcem i kochającym mężem. To jest strefa, którą bardzo chroni - dodaje.

Wiadomo jedynie, że kiedy tylko może, przyjeżdża na skocznię w Malince. Nie po to, aby samemu skakać, ale by podglądać swojego syna podczas treningów czy zawodów. Uwielbia także zabawy ze swoją córką.

Chętnie angażuje się i pomaga w różnego rodzaju akcjach. Czy to kiedy proszono go, aby przekazał autografy na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy by spotkał się z dziećmi z hospicjum, czy wziął udział w projekcie propagującym ekologię.

Skoczek z Wisły jest także przedsiębiorczy. W 2013 roku uruchomił sklep z czapkami. Skąd pomysł na czapki? Żona Piotra Żyły, Justyna, mówiła nam wówczas, że inspiracja wyszła od kibiców. A zaczęło się od nietypowego prezentu. Justyna podarowała Piotrowi czapkę „z oczami”. Polubił ją, często ubierał, a wraz z rosnącą popularnością skoczka z Wisły zaczęła rosnąć i popularność czapeczki. - Dużo osób pytało go na Facebooku o możliwość zakupu takiej samej. I Piotr wpadł na pomysł: Może bym sam zaprojektował swoją kolekcję? - zdradzała nam kulisy rodzinnego biznesu Justyna Żyła.

- Chciałem dać kibicom swój gadżet. To, co się ze mną kojarzy, to czapka. Tak wyszło, że żona prowadzi sklep właśnie z czapkami - tłumaczył sam skoczek. I przy okazji wspiera idę krwiodawstwa. Z każdego zakupu 1 zł idzie na ten cel, a każdy krwiodawca, który prześle aktualne zaświadczenie o oddaniu krwi z ostatnich 14 dni, będzie uprawniony jednorazowo do 25-procentowego rabatu - można przeczytać na stronie internetowej sklepu.

Prócz tego, Żyła gra w piłkę. W jednej drużynie z nim gra Tomasz Bujok, burmistrz Wisły. Wspólnie brali udział m.in. w Turnieju Dolin Wiślańskich.

- Na boisku to osoba strasznie zaangażowana i aktywna, czasami budząca w nas frustrację, bo nie jesteśmy w stanie za nim nadążyć. Lubiąca brać sprawy w swoje ręce i odstawiająca kolegów z drużyny na bok - śmieje się burmistrz, który zastrzega, że ze względu na szybkość, sprawność i gibkość, jest to przyjmowane ze zrozumieniem.

- Do którego zawodnika można byłoby go porównać? Do Kamila Grosickiego. Z tą różnicą, że Kamil podaje, a Piotrek zawsze kończy na boisku sam - dodaje Bujok.

Ewa Żyła, matka Piotra, w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” przyznaje, że obecnie skoczek nie może grać w piłkę, choć bardzo to lubi, bo wszyscy boją się o kontuzję, a przecież forma Piotra Żyła niesie nadzieję na bardzo wysokie miejsce w tegorocznej klasyfikacji generalnej.

Pani Ewa, która wraz z mężem prowadzi pensjonat Źródełko w pobliskim Ustroniu, chętnie opowiada o swoim synu. Wspomina chwile załamania kariery, kiedy pod koniec ubiegłej dekady Piotr wypadł z kadry i rodzice musieli mu pomagać finansowo, żeby dalej mógł trenować.

- Kiedy wszyscy lecieli na zgrupowanie do Irlandii, my sfinansowaliśmy jego wyjazd. Wszyscy lecieli samolotem, a Piotrek z nartami i sprzętem płynął promem - wspomina mama skoczka. - Bywało ciężko, my pomagaliśmy mu finansowo, a on czasem przyjeżdżał pomagać nam w pensjonacie, ale dzięki temu mógł ciągle trenować - mówi Ewa Żyła.

Ale - jak sama przyznaje - było warto. Dzisiaj Piotr Żyła wszedł szturmem do czołówki najlepszych skoczków na świecie, a rodzice skoczka w swoim pensjonacie dumnie prezentują kolekcję trofeów swojego syna. Można w niej znaleźć m.in. pierwszy puchar Piotra, zdobyty w Szczyrku w 1996 roku. Na ścianie wisi też jego kombinezon. Dzięki temu wśród turystów, którzy odwiedzają pensjonat rodziców wiślańskiego skoczka, jest coraz więcej fanów skoków narciarskich.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Andrzej Drobik

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Szturc

Szturca!

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.