Open’er 2017. Środa będzie powalająca

Czytaj dalej
Fot. materialy prasowe
Tomasz Rozwadowski

Open’er 2017. Środa będzie powalająca

Tomasz Rozwadowski

Już w najbliższą środę w Gdyni Kosakowie rozpocznie się czterodniowy Open‘er Festival 2017. Tegoroczna edycja zapisze się w annałach skalą zaproszonych gwiazd.

Już w najbliższą środę zacznie się w Gdyni Open‘er Festival. Open‘er od kilkunastu lat jest najważniejszą imprezą muzyczną Trójmiasta, zaliczaną też do czołowych letnich festiwali w Europie. Tegoroczna edycja zapisze się w annałach Open‘era skalą zaproszonych gwiazd.

Jeszcze nigdy w historii Open‘era nie zdarzyło się, że na jednej edycji grały gwiazdy skali Radiohead i Foo Fighters. Pierwszy z wymienionych zespołów raczej festiwali unika, drugi znany jest ze swojej zdolności do zapełniania fanami całych stadionów.

Wysoki budżet

Siłą gdyńskiego festiwalu zawsze było to, że wyprzedzał krajową konkurencję. Po pierwsze, w swoich początkach, czyli na początku stulecia odważył się zaryzykować i sprowadzać międzynarodowych wykonawców aktualnie popularnych. Po drugie, zawsze mieszał gatunki muzyczne i dlatego przemawia do różnych grup publiczności. Po trzecie, od pewnego czasu nie boi się eksperymentów, więc z powodzeniem konkuruje z festiwalami skupionymi z definicji na muzyce alternatywnej i eksperymentalnej.

Siłą gdyńskiego festiwalu zawsze było to, że wyprzedzał krajową konkurencję.

To wszystko obowiązywało przy masowej skali, skrojonej na kilkadziesiąt tysięcy publiczności dziennie. Aby utrzymać tę klasę i tę skalę, potrzebne jest wsparcie miasta, które zalicza Open‘era do swoich głównych produktów turystycznych, oraz sponsor biznesowy, zapewniający fundusze na zapraszanie coraz lepszych wykonawców.

Do 2013 roku sponsorem tytularnym festiwalu była marka Heineken, a po rozstaniu z nim główny organizator, agencja Alter Art, próbowała prowadzić festiwal samodzielnie. Nie wpłynęło to na obniżenie poziomu artystycznego festiwalu, ale spowodowało stopniowy, lecz wyraźny odpływ publiczności.

Punktem granicznym była edycja 2015, muzycznie bardzo dobra, ale wyraźnie mniejsza od rekordowych festiwali z przełomu dekad. Coś trzeba było zrobić i już od 2016 roku Open‘er jest napędzany przez telekom Orange. Dopływ finansowego tlenu był zauważalny już podczas ubiegłorocznej edycji, a w tym roku od gwiazd aż lśni. Przyjrzyjmy się temu, dzień po dniu. Poniższy wybór jest oczywiście subiektywny i niepełny, ale uwzględnia rynkowy status wykonawców.

Środa: giganci i młodsza siostra

Festiwale muzyczne są systemem naczyń połączonych, więc istnieje wymiana wykonawców pomiędzy imprezami odbywającymi się w Europie w tym samym czasie. Najpoważniejszymi konkurentami Open‘era są brytyjski Rading/Leeds i duński Roskilde, oba o wiele starsze i dysponujące większymi budżetami. Jeśli popatrzeć na programy tych trzech imprez, to w dużym stopniu są zbieżne, z artystami przejeżdżającymi z festiwalu na festiwal. Najbardziej atrakcyjne i dochodowe są dni weekendu, więc Duńczycy i Brytyjczycy mają przewagę w zdobywaniu najmocniejszych artystów na piątek i sobotę. Dlatego właśnie Open‘er prawie od początku istnienia rozpoczynał się w czwartek, a kilka lat temu dorzucił także środę, która początkowo była dniem rozgrzewkowym, z jedną lub dwiema gwiazdami.

Tak było przez pewien czas, ale środa stopniowo zyskiwała na znaczeniu i w tym roku jest naprawdę powalająca.

Trzy nokautujące strzały to oczywiście Radiohead, Solange i James Blake.

Wagi Radiohead nie trzeba tłumaczyć, to być może najważniejszy zespół rockowy ostatnich 30 lat. Kwintet spod Oksfordu działa w niezmienionym składzie od 1985 roku, a w roku bieżącym obchodzi 20-lecie wydania albumu „OK Computer”, który zrewolucjonizował rock za sprawą niespotykanego wcześniej użycia elektroniki, po raz pierwszy w pełni zintegrowanej z rockową tkanką kompozycji. Za sprawą tego epokowego osiągnięcia Radiohead stali się żywym pomnikiem, ale na szczęście nie przyjęli tego do wiadomości i rozwijają się nadal, wydając mniej więcej raz na pięć lat kolejny znakomity krążek. Na festiwalach grywają sporadycznie, ale Open’er walnie się przyczynił do rozwoju kariery gitarzysty Jonny‘ego Greenwooda jako kompozytora i dyrygenta współczesnej muzyki poważnej, że po trzech występach na Open‘erze w tym charakterze wreszcie przywiózł pozostałych kolegów z zespołu. Co ciekawe, Radiohead, podobnie jak Foo Fighters na wczesnym etapie kariery w połowie lat 90., odwiedzili już Trójmiasto, a konkretnie sopocki, świętej pamięci Marlboro Rock Inn. Tegoroczne wizyty są ich pierwszymi w Trójmieście od ponad dwóch dekad.

Solange Knowles przez długie lata była postrzegana głównie jako młodsza siostra słynnej Beyoncé. Osadziła się na alternatywnym skrzydle współczesnej R&B i tworząc coraz ciekawszą muzykę, pod koniec ubiegłego roku wydała album „A Seat at the Table”, który przez wiele muzycznych mediów został uznany za płytę roku. Będziemy mieli szczęście usłyszeć ten niezwykle osobisty i doskonały muzycznie program w Gdyni.

I wreszcie James Blake. Był na Open‘erze 2011 jako wschodząca gwiazda muzyki elektronicznej. Po sześciu latach jest jedną z najważniejszych i najbardziej twórczych figur muzycznych po obu stronach Atlantyku. I współpracował z... Beyoncé!

Oprócz nich warto zobaczyć Royal Blood (drugi raz w Gdyni, po raz pierwszy byli jeszcze przed debiutem płytowym), Arcę (choć to tylko DJset), duet Wacław Zimpel/Kuba Ziołek, Michaela Kiwanukę i Quebonafide.

Czwartek: Pozytywni wariaci

Obowiązkowo: Foo Fighters, Charli XCX i Trentemøller.

Pierwsi powstali na gruzach legendarnej Nirvany, a dorobili się statusu jednego z najpopularniejszych zespołów rockowych świata, równocześnie nie staczając się w totalny banał. Głównym autorem bezprzykładnego sukcesu jest Dave Grohl, który w Nirvanie siedział za bębnami, a we własnym zespole jest frontmanem i multiinstrumentalistą. Foo Fighters znani są również z widowiskowych opraw koncertów.

Brytyjka Charli XCX to artystka popowa, która brawurowo miesza w swojej muzyce elementy bardzo wyrafinowane z frontalnym kiczem. Wielu tego próbowało, jej to wychodzi wyjątkowo dobrze. Jest synestetyczką, czyli ma naturalną zdolność widzenia dźwięków w kolorach. „Uwielbiam muzykę, która jest czarna, różowa, fioletowa lub czerwona, zielonej, żółtej i brązowej nienawidzę“. Już ją lubicie, prawda?

No i Trentemøller. Duński muzyk elektroniczny przyjeżdża do Polski kilka razy do roku, więc reklamy nie wymaga. Jeśli nie widzieliście go jeszcze, zobaczcie koniecznie. Wtajemniczonych nie trzeba namawiać.

Inni szczególnie godni uwagi to: Jimmy Eat World (prawie nieznany w Polsce, za to w USA kultowy zespół indie-rockowy), Hades i Blanck Mass.

Piątek: Same single

Koniecznie: The Weekend, Moderat i Warpaint.

Tu sprawa jest prosta, podobnie jak w przypadku Trentemøllera. Moderat i Warpaint to zespoły bardzo popularne i chętnie oglądane w Polsce, a przywożące nowy program.

Fanów nie zabraknie. The Weekend jest za to artystą od dawna oczekiwanym, a odwiedzającym nasz kraj po raz pierwszy. Kanadyjczyk, nazywany ojcem nowego R&B, jest w szczytowej formie, a jego najnowszy album „Starboy“ był numerem 1 w USA. Wszystkie piosenki z tego krążka znalazły się w pierwszej setce zestawienia singli, co jest pierwszym takim przykładem w historii.

Warto: Hańba!, supergrupa Prophets of Rage i Kiasmos.

Sobota: Młodzież górą

Jazdy obowiązkowe: Lorde, Kevin Morby i Benjamin Booker.

Wszyscy są młodzi, wszyscy są solistami, wszyscy wydali przed kilkoma dniami nowe albumy, przyjęte przez krytykę na kolanach, będziemy więc w elitarnym gronie pierwszych słuchaczy ich nowego materiału.

20-letnia Nowozelandka Lorde jest mocną kandydatką na nową królową popu. Świetny głos, bardzo silna i urokliwa osobowość, talent poetycki i kompozytorski. Jej debiutancki album „Pure Heroine” przyniósł „Royals“ wyróżnioną nagrodą Grammy za piosenkę roku. Nowy album „Melodrama“ jest podobno jeszcze lepszy.

Amerykanin Kevin Morby jest po przeciwnej do Lorde stronie dwudziestki (urodził się w 1988 r.), ale jest muzykiem o dużym już dorobku. Grał już w dwóch znaczących zespołach (Woods, The Babies) i wydał aż cztery solowe albumy. Jego kompozycje z pogranicza indie rocka, country i folku są pozornie konserwatywne, w rzeczywistości bardzo oryginalne i własne. Jest to artysta, który świetnie potrafi poruszyć publicznością na koncercie. Jego nowe dokonanie to „City Music“.

Jego czarnoskóry rodak Benjamin Booker jest również progresywnym tradycjonalistą, tylko że bluesowym. Trzy lata temu wydał album podpisany tylko imieniem i nazwiskiem, który przyniósł mu natychmiastowe uznanie i rozgłos. Dosłownie przed chwilą wydał drugi album, „Witness“, uznany przez recenzentów za potwierdzenie wybitnego talentu. Open‘er lubi odnowicieli tradycji, wystarczy wspomnieć wielokrotne wizyty Jacka White‘a z jego kolejnymi zespołami i solo oraz niedawny, fenomenalny koncert Alabama Shakes. Booker jest z tej dokładnie parafii.

Trzeba pójść: Nicolas Jaar (był już na Open‘erze z Davem Harringtonem pod szyldem Darkside), The xx w Gdyni po raz drugi, wtedy już słynni, teraz w charakterze supergwiazd, oraz skromna, zielonogórska Niemoc. Ci ostatni grają muzykę postpunkową wzbogaconą inteligentnie pomyślaną elektroniką. To jeden z najoryginalniejszych zespołów, jakie pojawiły się w Polsce ostatnio, a przecież od pewnego czasu mamy wysyp talentów.

tomasz.rozwadowski@polskapress.pl

Tomasz Rozwadowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.