Odważyły się zagrać spektakl i zapytać: Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Czytaj dalej
Fot. Urbaniec Joanna
Katarzyna Kachel

Odważyły się zagrać spektakl i zapytać: Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała?

Katarzyna Kachel

Jest Ewelina Dzyndzelek i kobieta tuląca urnę z prochami. Jest Sara Daar, Milena, Hanna, Atena, Randomowa Sylwia i Pani Smętek. I Moniczka, pracownica zakładu pogrzebowego. Są kobiety. I mówią o kobietach, o sobie, swoich sąsiadkach, kuzynkach, znajomych. O lękach, stracie, żałobie i odwadze. Same napisały sobie role, same je zagrały. Po co? By przekroczyć granice, wyjść ze strefy komfortu, a może by odpowiedzieć sobie na to właśnie pytanie: Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała? Pierwszy spektakl zagrają w niedzielę.

Gdyby zacząć od początku, trzeba by wrócić do listopada. Do szarego, smutnego listopada, kiedy właśnie zamknięto szkoły, restauracje, a wizja kolejnych lock-downów parszywie działała na nastrój. Można było wpaść w depresję, zamknąć się w czterech ścianach domu, ale można było zrobić coś całkiem innego, nowego. - Szukałyśmy sposobu, by nie zwariować, nie popaść w marazm - wspomina Maja Dobkowska.

I tak się stało. Wyzwanie na pierwszy rzut oka było karkołomne, wydawało się fanaberią, wymagało odwagi, ale pachniało przygodą, która mogłaby dać im energetycznego kopa. A może nie tylko im. Zaczęło się od rozmów. - To był pierwszy etap, podczas którego opowiedziałyśmy sobie o tym, jak to u nas naprawdę jest, o naszej odwadze lub jej braku. Odkryłyśmy, że czujemy się podobnie. I to był punkt wyjścia , a potem doszła myśl, że trzeba o tym opowiedzieć, bo być może jest więcej osób, które mają podobnie. I poczują siłę, gdy zobaczą, że można o tym otwarcie mówić, a nawet śmiać się z tego – opowiada Maja, która z tych wszystkich opowieści utkała scenariusz i wyreżyserowała spektakl.

By na tej scenie stanąć, musiały zmierzyć się z tremą, ograniczeniami, wyjść poza strefę komfortu. Żadna nie jest profesjonalną aktorką ani reżyserką, a swoje ostatnie doświadczenia pamiętają z akademii w podstawówce. - I są czasami dość traumatyczne – nie kryje Marta Krypel. - Trzeba się było z nimi zmierzyć. Pamiętam, że w domu mówiono mi, że nie umiem śpiewać ani grać, choć bardzo chciałam to robić. Gdy siostra kupiła mi małą gitarę z sześcioma strunami, zabrałam ją na lekcję muzyki. I znów zostałam wyśmiana, że z zabawką przychodzę. Po próbie zaśpiewania psalmu w kościele i krytyce, że fałszuję, zablokowało mnie na całe lata, myślałam, że na całe życie. A tu wychodzę na scenę i śpiewam przed widownią.

I choć czuje tremę, nie odpuszcza. Bo czasami odwaga nie polega, jak mówi Maja, by rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Czasami trzeba wyjść i zaśpiewać, czasami chodzi o tę odwagę „pomiędzy”. O znalezienie przestrzeni, pozostanie sobą, trwanie w tym, co trudne.

Uzgodniły, że spektaklowi poświęcają tyle czasu, ile mogą, a relacje między nimi będą wyżej niż artystyczny cel. Dla niektórych praca przy nim stała się drogą przemiany, przepracowania traum. - To był proces twórczy i grupowy – podkreśla Maja. Także spełnianie marzeń. Asia Batko zawsze chciała grać i stać na scenie. Dziś stoi: Kiedy patrzę z boku na nasz spektakl, w każdej roli dostrzegam część z każdej z nas. W wielu scenach, dialogach odkrywam swój etap życiowy. I choć to nie jest tak, że zrobimy sztukę i przestajemy się bać, na pewno wykonałyśmy krok do przodu. Może skok?

Marta Krypel pamięta, że rok temu, kiedy padło pytanie, czego się boisz, rzuciła: niczego. Jak bardzo było to złudne, pokazała jej praca nad spektaklem. - Wiele rzeczy wypierałam, jak strach przed trumną, karawanem, pogrzebem. Ostatnio kupowałyśmy urny do spektaklu i uświadomiłam sobie, jaką noszę traumę. Z zakładu pogrzebowego wyszłam z takim bólem pleców, że myślałam, że się złamię.
Nie złamała się.

Joanna Babiarz: - Chciałyśmy się spróbować w nowej formie, a to, co się za tym pojawiło, to był efekt uboczny. Nie miałyśmy chyba nawet takiej wizji, że chcemy coś zamanifestować i wykrzyczeć. Opowiadamy o nas, a chyba największą odwagą jest mówić o sobie, zwłaszcza gdy żadna z nas nie jest zawodową aktorką.
Na razie przygoda trwa. Pierwszy spektakl w niedzielę, kolejne w grudniu. I co dalej? Zobaczymy – mówią dziewczyny. - Znalazłam tu dla siebie miejsce, pasję i wspaniałe kobiety – mówi Marianna Poproch-Wesołowska. - Jesteśmy silne i wierzę, że potrafimy się obronić. Jesteśmy zupełnie inne, mamy różne światopoglądy, zawody, ale potrafimy się dogadać. Wbrew stereotypom.

Śpiewają, tańczą, żartują ze swoich słabości. Rozdrapują przeszłość, ale też wierzą, że dadzą radę, że znajdą w sobie odwagę, by iść do przodu i zawalczyć o swoje marzenia. Spektakl pt. Co byś zrobiła, gdybyś się nie bała.
Scenariusz i reżyseria: Maja Dobkowska, muzykę napisała Ewa Zgoda
Występują: Joanna Babiarz, Joanna Batko, Agnieszka Hliwa/Maja Dobkowska, Marta Krypel, Katarzyna Gotfryd-Nęcińska, Marianna Poproch-Wesołowska, Aleksandra Schaefer, Marta Tomaszek,
Tomasz Staniszewski.
Spektakle będą grane na scenie Staromiejskiego Centrum Kultury Młodzieży przy ulicy Wietora 13 4 i 5 grudnia o godzinie 19
.

Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.