Obrazy Fałata, zegarki Patka, stare tabakiery i inne skarby w słynnym muzeum w Rapperswilu

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Wiesław Pierzchała

Obrazy Fałata, zegarki Patka, stare tabakiery i inne skarby w słynnym muzeum w Rapperswilu

Wiesław Pierzchała

Pełen zabytków i pamiątek zamek w Rapperswilu w Szwajcarii to jedno z dwóch magicznych miejsc polskich w Europie Zachodniej (drugie to zamek hrabiów Reyów w Montresor w dolinie Loary we Francji). Niedawno pojawiły się niepokojące wieści, że Muzeum Polskie w Rapperswilu może zostać zamknięte. Jednak nasi dyplomaci przystąpili do ofensywy i wszystko wskazuje na to, że placówka zostanie uratowana. To dobra wiadomość, bowiem zamek ma długą i barwną historię, którą opisał Sław Milewski, autor książki „Polski Rapperswil” wydanej przez Retro-Art.

Wszystko zaczęło się, gdy polityk, emigrant i powstaniec listopadowy Władysław hrabia Plater, pochodzący z ziem dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, wpadł na pomysł, aby w Rapperswilu gromadzić polskie książki, kolekcje, pamiątki i inne polonika. Jednak zanim słowo stało się ciałem, hrabia Plater zrealizował inny projekt i na zamkowym dziedzińcu postawił słynną Kolumnę Barską mająca symbolizować polskie zrywy niepodległościowe. Fundator uważał - całkiem słusznie - że pierwszym powstaniem niepodległościowym była konfederacja barska. Dlatego z okazji setnej rocznicy jej wybuchu postawił w 1868 roku marmurową, 10-metrową kolumnę zwieńczoną orłem zrywającym się do lotu.

Ponadto od miasta wydzierżawił zapuszczony zamek średniowieczny, który wyremontował i w 1870 roku otworzył słynne muzeum. Oczywiście dyrektorem placówki został Władysław hrabia Plater, zaś we władzach znaleźli się m.in.: znany pisarz Józef Ignacy Kraszewski, zesłaniec syberyjski Agaton Giller, historyk Stefan Buszczyński (rodem z Ukrainy) oraz antykwariusz Henryk Bukowski (rodem ze Żmudzi).

Darczyńców nie brakowało, tak że wkrótce w murach zamkowych można było podziwiać takie skarby, jak puchar króla Jana III Sobieskiego czy szabla Józefa księcia Poniatowskiego, którą otrzymał od cesarza Napoleona. Prawdziwie królewskim darem były zbiory historyka emigracyjnego Leonarda Chodźki: stare monety i medale, tysiąc map i atlasów tudzież dwa tysiące rycin i litografii.

Na tę znakomitą kolekcję chrapkę miały władze carskie, które oferowały godziwą zapłatę, jednak wdowa po historyku nie dała się skusić i cały zbiór za symboliczną kwotę przekazała do muzeum w Rapperswilu.

Zaczęły się też w nim pojawiać obrazy, sztandary i doborowa biblioteka licząca w końcu XIX wieku 100 tys. druków. Nic więc dziwnego, że wartość wszystkich zbiorów oszacowano wówczas na milion franków. Po śmierci fundatora (w 1889 roku) powstało Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Polskiego, w którym działali tak znani pisarze, jak Eliza Orzeszkowa, Adam Asnyk i Maria Konopnicka, zaś jednym z etatowych bibliotekarzy był Stefan Żeromski. Ważnym wydarzeniem tamtej epoki było sprowadzenie urny z prochami przywódcy insurekcji Tadeusza Kościuszki.

Muzeum w Rapperswilu powstało po to, aby wśród nocy zaborów zebrać i ocalić na obczyźnie polskie pamiątki. Dlatego gdy w 1918 roku Rzeczpospolita odzyskała wolność i niepodległość coraz częściej zaczęto mówić o sprowadzeniu bezcennej kolekcji nad Wisłę. I tak się stało w 1927 roku, kiedy ówczesny premier Józef Piłsudski 19 marca, a więc w dniu swoich imienin, podpisał tzw. akt przejęcia i zabezpieczenia zbiorów. Gdy jesienią tego roku dotarły one do Polski zostały umieszczone w Muzeum Wojska Polskiego oraz w Muzeach Narodowych w Warszawie i Krakowie. Niestety, z częścią kolekcji los obszedł się okrutnie, bowiem cenne druki i rękopisy po powstaniu warszawskim zostały spalone przez Niemców w gmachu Biblioteki Ordynacji Krasińskich w stolicy.

Ogołocony z białych kruków zamek w Rapperswilu znalazł się na równi pochyłej. Gwoździem do trumny stała się II wojna światowa i zmowa jałtańska, w wyniku której tzw. Polska Ludowa zainstalowała się nie tylko między Odrą a Bugiem, lecz także w Rapperswilu. Efekt był taki, że Szwajcarzy krzywym okiem zaczęli patrzeć na nowe porządki obawiając się, że muzeum stanie się tubą propagandową ludzi Bieruta. Dlatego placówka podupadła. Odżyła w 1975 roku, kiedy emigranci dali jej drugie życie. W murach zamkowych pojawiły niezwykle kolekcje, jak złote zegarki legendarnej firmy Antoniego Patka, tabakierki z czasów wojen napoleońskich i powstania listopadowego, ponad sto miniatur, które przed wojną zdobiły słynny zamek Tarnowskich w Dzikowie, a także obrazy Brandta, Fałata, Chełmońskiego czy Juliusza Kossaka.

Wiesław Pierzchała

Jestem dziennikarzem w redakcji "Dziennika Łódzkiego". Zajmuję się sądami, policją, prokuraturą, tematyką historyczną oraz związaną z łódzkimi zabytkami i rodami fabrykanckimi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.