Niemiecka choinka i czeski starosta, czyli co nam obcy narzucili

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Sławomir Sowa

Niemiecka choinka i czeski starosta, czyli co nam obcy narzucili

Sławomir Sowa

Zapatrzeni w rozświetloną lampkami choinkę, myślimy sobie jaka to piękna staropolska tradycja. Aż szkoda, że niezbyt długa i niezbyt polska. 200 lat temu choinka dopiero się w Polsce przyjmowała, a przyszła, niestety, z Niemiec. Wcześniej pod sufitem wieszano podłaźniczkę, czyli czubek drzewa iglastego, a na ścianach jemiołę lub jedlinę zdobioną tak jak później zdobiono choinki.

Niemiecka choinka i czeski starosta, czyli co nam obcy narzucili
Grzegorz Gałasiński Sławomir Sowa

Takich obcych nabytków jest w Polsce znacznie więcej w różnych sferach życia. Bardzo często już nie pamiętamy o ich korzeniach, bo też i nie mają one praktycznego znaczenia, a nam łatwiej wierzyć, że wszystko co mamy, to nasze własne i do tego staropolskie. Tak było z popularnym kotletem schabowym, który trafił na z Francji na polskie ziemie mniej więcej w tym samym czasie co choinka (Francuzi mieli już wtedy widelce). Kotlet był wtedy czymś zgoła osobliwym na pańskich i szlacheckich stołach, gdzie wcześniej królowały potrawy przyrządzane na ostro i na słodko, bardzo mocno doprawione. Nawiasem mówiąc, współczesny Polak nie przełknąłby chyba ówczesnych polskich smakołyków.

Teraz skok w inną stronę. Funkcjonują u nas instytucje, które dawno temu zostały narzucone przez obcą władzę, ale trwają w najlepsze i ta „obcość” nikomu nie przeszkadza. Tak było ze stanowiskiem starosty zlikwidowanym w PRL, a przywróconym w 1999 roku po reformie samorządowej. Starosta to wynalazek czeski, wprowadzony w Polsce na początku XIV wieku przez króla Wacława II. Monarcha ów, który panował u nas w latach 1300-1305 dzięki staroście mógł zmarginalizować znaczenie wojewodów i kasztelanów w lokalnej administracji. Narzucony urząd okazał się na tyle użyteczny, że przetrwał nie tylko pięcioletnie panowanie Wacława II, ale całe wieki, choć w różnej formie.

Następny przykład - Uniwersytet Warszawski, który w tym roku obchodził 200-lecie istnienia. Co tu dużo gadać, jedna z najszacowniejszych polskich uczelni została powołana do życia przez cara Aleksandra I, a w swojej historii nosiła także nazwę Cesarski Uniwersytet Warszawski. Ale czy ktokolwiek wypomina dziś jednej z najlepszych polskich uczelni, że założył ją moskiewski car, a swego czasu służyła jako narzędzie rusyfikacji?

Sławomir Sowa

Jestem dziennikarzem w redakcji Dziennika Łódzkiego, zajmuję się m.in. problematyką wojskową, biznesem i polityką, ale lubię zanurkować w historię, zarówno tę lokalną, jak i powszechną, żeby poszukać punktów odniesienia i zdobyć dystans do tego, co dzieje się na bieżąco. Zainteresowania? Te zawodowe wyrastają z osobistych.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.