Najstarsza łódzka świątynia przy Starym Rynku - świadek Łodzi rolniczej i fabrycznej

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Jacek Perzyński

Najstarsza łódzka świątynia przy Starym Rynku - świadek Łodzi rolniczej i fabrycznej

Jacek Perzyński

Najstarsza łódzka świątynia p.w. Matki Bożej Wniebowziętej usytuowana była w najwyższym punkcie miasta, a ściślej ówczesnej osady. Dziś miejsce to nosi nazwę Placu Kościelnego, wtedy określano je Górką Plebańską.

Takie usytuowanie jest typowe dla dawnych wsi lub małych miast i stanowi pewien dowód na wcześniejsze istnienie tu parafii niż lokacji miasta. Ów Plac Kościelny, czyli wspomniana Plebańska Górka w pierwotnym swym kształcie zbliżony był do trapezu, usytuowany na krawędzi doliny Łódki, w miejscu jej lokalnej kulminacji.

Kościoły nawet, jeżeli są odbudowywane czy przebudowywane trzymają się „swojej ziemi”. Wobec tego najstarszy kościół łódzki musiał stać niemal w tym samym miejscu, co obecny. Był prawdopodobnie drewniany, kryty gontem, zbudowano go w drugiej połowie XIV stulecia z inicjatywy biskupów włocławskich. Jego dokładne położenie to zachodnia strona traktu piotrkowskiego, miedzy dziś istniejącymi ulicami: Drewnowską, Lutomierską i Zachodnią. Obok kościelnego cmentarza znajdowała się parafia z niewielkim sadem i ogrodem. Ogród był większy od ogrodów mieszczan, a proboszcz, wikary i organista posiadali własne domy.

Modrzewiowy kościółek miał szczęście gdyż ocalał podczas potopu szwedzkiego, mimo iż w samej Łodzi spalonych zostało 25 domów. Z tym wydarzeniem wiąże się legenda o słynącym łaskami obrazie Matki Bożej Łódzkiej zwanej też Bałucką. Mieszkańcy miasta mieli znaleźć go na brzegu rzeki Łódki i umieścić w kościele parafialnym. Inne podanie, które wydaje się być bardziej wiarygodne mówi o ufundowaniu obrazu jako wotum za uratowanie miasta i jego mieszkańców podczas potopu.

Z historii pierwszego kościoła kroniki miejskie odnotowują wydarzenie, jakim była stypa z roku 1695. Otóż uczestnicy pogrzebu wypili 12 i pół garnca piwa za 2 złote polskie i po 7 garncy gorzałki - po 2 złote i 28 groszy za garniec, a do tego beczkę piwa za 5 złotych. Wszystko opłacono ze schedy pozostawionej przez zmarłego.

Z lustracji przeprowadzonej w roku 1770 wynika, że dookoła Rynku stały 22 domy, a oprócz tego były wolne parcele i ogrody. Przy Rynku była też szkoła i szpital.

Łódź ubożała - świątynia była w złym stanie, parafia nie mogła utrzymać duszpasterza. Mimo tego zdobyto się na budowę nowego kościoła z polecenia biskupa Antoniego Ostrowskiego. Powstał on w latach 1765-1768 w miejscu poprzedniego. Znów był drewniany, orientowany czyli ze zwróconym prezbiterium w kierunku wschodnim na planie prostokąta. W latach 30. XIX wieku kościół uległ rozbudowie, jednak rozwój miasta spowodował, że w roku 1886 rada parafialna zadecydowała o budowie większej świątyni. Projektantem był Konstanty Wojciechowski.

Świątynię oddano do użytku w roku 1897. Stary kościół władza carska kazała rozebrać. Nie wiadomo dokładnie, kto zdobył się na fortel, który uratował drewniany kościół będący „jedynym świadkiem czterowiekowego rolniczego etapu dziejów Łodzi”. Do Petersburga wysłano list z prośbą o zgodę na umieszczenie w nim obrazu świętego Mikołaja. Ów święty to patron cara Mikołaja II, który miał czuwać nad nim podczas odbywanej wówczas podróży do Japonii. Obraz miał znaleźć się w jednym z ołtarzy i władze pozytywnie rozpatrzyły ten wniosek. Udało się uzyskać zgodę na przeniesienie świątyni na teren zamkniętego wtedy cmentarza przy obecnej ulicy Ogrodowej. Od tej pory miał pełnić funkcję kaplicy, a nie kościoła. Kaplica p.w. św. Józefa stała się kościołem filialnym parafii staromiejskiej. Do dzisiaj znajduje się w tym samym miejscu. Czy jednak kiedykolwiek umieszczono w niej obraz św. Mikołaja? Nie zachowała się żadna relacja, że tak było.

Nowa świątynia, która powstała na Placu Kościelnym przybrała neogotycką formę z dwiema wieżami. Trójnawową budowlę zbudowano z cegły na planie krzyża łacińskiego. Pierwszy neogotycki kościół w Łodzi górował nad Starym Miastem, wówczas w znacznym stopniu zamieszkanym przez ludność żydowską. Budowę wspierali łódzcy fabrykanci, protestanci Scheiblerowie oraz Kunitzerowie, żydowski fabrykant Izrael Poznański sfinansował ułożenie posadzki.

Kolejna historia związana ze świątynią to czas II wojny światowej, gdy znalazł się na terenie łódzkiego getta. Żydzi nazywali wtedy to miejsce „białą fabryką”. Chociaż nazwa przypominała fabrykę włókienniczą Ludwika Geyera to nie chodziło jednak o kolor elewacji jaką posiadała, ale biały puch, który unosił się w powietrzu. W kościele powstała sortownia pierza i puchu.

Dziś w podziemiach świątyni spoczywa sługa Boża Stanisława Leszczyńska. Od roku 1982 trwa jej proces beatyfikacyjny.

Jacek Perzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.