Nad Bałtyk wyjeżdżała elita, a reszta siedziała pod gruszą

Czytaj dalej
Andrzej Ćmiech

Nad Bałtyk wyjeżdżała elita, a reszta siedziała pod gruszą

Andrzej Ćmiech

Na wczasy w kurortach stać było nielicznych: lekarzy, prawników, urzędników czy też księży. Pozostała część gorliczan odpoczywała za to u siebie, w parku sokolim albo nad rzeką Ropą.

- Dom nasz przez wiele lat był coroczną wakacyjną bazą. Zwykle nie wyjeżdżaliśmy nigdzie, bo nie było na to pieniędzy. Mieliśmy rowery i dobre towarzystwo. Rano gromadziliśmy się u nas, a po południu na ,,górce”, czyli w Sokole w domu państwa Przyczynków - wspominał gorlickie wakacje Jerzy Krzewicki w książce ,,Gorlice, Wróblewskiego 21”.

- Czasem ze względu na pogodę było odwrotnie. Graliśmy w różne karciane, towarzyskie i planszowe gry, bawiliśmy się w podchody, wyjeżdżaliśmy nad rzekę do Szymbarku na Łęgi albo na ,,jajo” do Siar. Nie każdy z nas miał rower, a więc jeździliśmy parami. Ja wiozłem ,,na rurce” Hankę. Musiałem trzymać fason, bo jazda 12 km po górkach do Szymbarku, czasem dwa razy dziennie była nie małym wyczynem - czytamy dalej we wspomnieniach.

Wyprawy do wód i wakacje na leżąco

Pierwsze znane zapiski dotyczące wypoczynku pochodzą sprzed I wojny światowej i dotyczą osób, których było stać na wyjazd z Gorlic. To ziemiaństwo, urzędnicy państwowi, lekarze, adwokaci oraz niektórzy nauczyciele i księża. I tak w latach osiemdziesiątych XIX w. wspomniana już właścicielka dóbr ziemskich w Gorlicach i powiecie Magdalena Miłkowska podróżowała do wód, do modnego w owym czasie uzdrowiska w Karlsbadzie.

- Wody tutejsze są wspaniałe i dobrze mi posłużyły. Są tu urocze promenady, marmurowe łazienki, piękne pawilony bez miary dla płci obojga poddających się zabiegom, a nadto towarzystwo pierwszej wody- pisała do znajomych z uzdrowiska.

Fabryka Maszyn miała swoje ośrodki wypoczynkowe w Gródku i w Dziwnowie

Do tego samego kurortu w 1904 r. podróżowała jej siostra Maria, o czym pisał w liście do żony znany krakowski malarz Józef Mehoffer: - Pani Staruszka - która nosi doczepioną grzywkę nad czołem i ma wykwintne obejście - i podobno grube pieniądze swoje własne - przy tym podobno skąpa, wyjeżdża do Karlsbadu na parę dni - a staruszek (Edward Miłkowski - przyp. red.) czeka tylko tego, aby móc herbatki zacząć dawać i spraszać ludzi do siebie na wista.

Do wód w Baden pod Wiedniem podróżowała żona Władysława Długosza Kamila. Zkolei ulubionym miejscem wypoczynku Karola Krysakowskiego - dyrektora Powiatowej Kasy Oszczędności w Gorlicach była Krynica, gdzie oddawał się namiętnie pasji fotografowania. Częstym gościem łazienek mineralnych i borowinowych w Krynicy był dr Jan Antoni Przesmycki, który jako lekarz propagował w ten sposób naturalne lecznictwo. Do Truskawca, gdzie pijano ,,Naftusie” jeździł dyrektor Fabryki Maszyn i Narzędzi Wiertniczych w Gliniku Mariampolskim Adam Kowalski z małżonką.

Były gorlicki legionista, a w okresie międzywojennym starosta w Nowym Mieście na Pomorzu Wojciech Tomczyński wypoczywał w Juracie, która w okresie międzywojennym była miejscem wakacyjnych spotkań elit z całego kraju. Natomiast ks. prałat Bronisław Świeykowski wypoczywał na łonie natury w dworze Waleriana i Zofii Stawiarskiej w Jedliczu.

Pozostała większość mieszkańców Gorlic, szczególnie ta, która ciężko pracowała, pozostawała w mieście wierna modelowi odpoczynku na leżąco. Regenerowała ona siły nad rzeką Ropą i w parku sokolim, organizując w międzyczasie wyjścia do lasu na jagody i grzyby. Do wypoczywających w mieście dzieci organizowano korpusy wakacyjne, które prowadził Julian Jamrowicz.

- Codziennie - zaopatrzeni i umundurowani chłopcy od 6 do 12 lat, wyruszali z rana ze sztandarem i przy odgłosie bębna co dnia w innym kierunku, powracali około południa rozradowani i szczęśliwi - zapisano w sprawozdaniu Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Gorlicach za 1911 r.

Wypoczynek glinickiej inteligencji

W latach dwudziestych XX w. w trosce o zapewnienie dobrego wypoczynku kadrze inżynieryjno-technicznej i urzędniczej zatrudnionej w Fabryce Maszyn i Rafinerii, jak i pozostałym pracownikom koncernu Małopolska rozpoczęto budowę domu wypoczynkowego w Żegiestowie w Beskidzie Sądeckim. Dom ten, którego uroczyste otwarcie odbyło się 1 czerwca 1936 r., mógł jednorazowo pomieścić 100 osób. Jak podają źródła archiwalne, zarówno w lecie, jak i w zimie był zapełniony do ostatniego miejsca.

Uznaniem gorliczan cieszyły się uzdrowiska nie tylko lokalne, ale i zagraniczne

Było to głównie zasługą luksusowych warunków, jakie tam panowały, jak i atrakcyjnych cen. I tak najdroższe apartamenty znajdowały się na I pietrze i kosztowały po 8 zł dziennie, na II- piętrze po 7 zł, a na parterze i III piętrze po 6 zł dziennie. Mimo że ceny były niższe o połowę niż w innych domach wypoczynkowych, to przy średniej płacy w Fabryce Maszyn ok. 170 zł na miesiąc niewielu było stać na luksus wakacyjnego wypoczynku.

Wakacje robotnika pod gruszą

Przełom w organizacji wypoczynku wakacyjnego nastąpił po II wojnie światowej, kiedy to na wniosek Komisji Centralnej Związków Zawodowych 4 lutego 1949 r. Sejm uchwalił ustawę powołującą do życia Fundusz Wczasów Pracowniczych, który otrzymał ośrodki wypoczynkowe zlokalizowane w atrakcyjnych miejscach na terenie całego kraju.

Wyjazdy na wczasy następowały na podstawie skierowań rozdzielanych przez rady zakładowe, w pierwszej kolejności wśród przodowników pracy. Transport do miejsc wypoczynkowych następował zazwyczaj specjalnym pociągiem wczasowym. Po przybyciu i załatwieniu formalności związanej z zakwaterowaniem, następował wieczorek zapoznawczy. Podczas jego trwania wybierano starostę i starościnę turnusu.

Byli oni reprezentantami wczasowiczów do kontaktów z administracją. Po pierwszym - organizacyjnym dniu wczasów na horyzoncie pojawiał się legendarny już kaowiec, czyli instruktor kulturalno-oświatowy, który był odpowiedzialny za organizację programową wczasów. Zwłaszcza organizację wycieczek, konkursów, gier, zabaw tanecznych, wyjścia do teatru, czy też kina. Turnus kończyła zazwyczaj ,,zielona noc”, która była podsumowaniem wypoczynku i ugruntowaniem zawartych przyjaźni.

Z czasem znaczenie Funduszu Wczasów Pracowniczych stopniowo malało, w związku z rozwojem indywidualnych form wypoczynku. Tak też było i w Gorlicach. Zwłaszcza wtedy, kiedy na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku Fabryka Maszyn zorganizowała ośrodki wypoczynkowe w Wysowej, Gródku nad Du-najcem i Dziwnowie, tworząc bazę wypoczynkową dla swoich pracowników i ich rodzin.

Dużym powodzeniem wśród gorliczan w okresie PRL-u cieszyły się indywidualne formy wypoczynku, które były związane z zainteresowaniami lub zamiłowaniami. I tak miłośnicy turystyki brali udział w pieszych wędrówkach. Inni spływy kajakowe, a miłośnicy rowerów podróżując po Polsce wypełniali normy regulaminowe pozwalające zaliczyć wyścig dookoła Polski. Wszystkie te formy wypoczynku były dofinansowywane z funduszu socjalnego zakładów pracy, pod warunkiem zaliczenia zadanego limitu kilometrów potwierdzonego pieczęciami urzędów pocztowych, hoteli, schronisk lub sklepów w odwiedzonych miejscowościach.

Popularne były też wczasy pod gruszą, z możliwością uczestniczenia w sielskich zajęciach i obyczaju oraz wczasy w siodle organizowane przez stadninę koni w Siarach. Ważne miejsce w letnim wypoczynku pracowników zajmowały tzw. ,,Wakacyjne Dni Wypoczynku“ organizowane przez Rady Zakładowe dla pracowników

Andrzej Ćmiech

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.