Na Kubę wchodzi kapitalizm. Ale bieda trzyma się mocno

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Katarzyna Ponikowska

Na Kubę wchodzi kapitalizm. Ale bieda trzyma się mocno

Katarzyna Ponikowska

Kuba pokazywana turystom ma się nijak do prawdziwej Kuby. Bo Kuby są tak naprawdę dwie - lokalna i turystyczna. Tak jak i waluty obowiązujące na tej pięknej wyspie

Kubę można porównać do słynnej lodziarni Coppelia w Hawanie. Są tam dwa światy. Jedna kolejka dla Kubańczyków. Czekasz w niej pół godziny, ale nie rusza się do przodu. Druga dla turystów. Podchodzisz do okienka i bez kolejki kupujesz lody. Różnica? Lody dla turystów, te same co dla Kubańczyków, są pięć razy droższe.

Ale w lodziarni przynajmniej masz wybór. Zwykle jednak w ogóle go nie ma, bo jesteś turystą i masz płacić jak turysta. Nawet w toalecie na dworcu pani odmawia przyjęcia lokalnej waluty.

Stara waga, cztery ananasy, miska pomidorów, kilka kiści bananów, dwie ogromne świńskie nogi wiszące na hakach - to zawartość sklepiku w Trynidadzie, mieście w środkowej Kubie, w prowincji Sancti Spíritus. Jest 30 stopni ciepła.

W innym sklepie są tylko zapalniczki, mydło, szczoteczki do zębów i kilka butelek niezidentyfikowanych płynów - pewnie kosmetyków. W kolejnym - rum, woda i dwa rodzaje piwa. Półki świecą pustkami, a sklepy często są zamknięte.

Pizza za 2 złote

Kuba to jedyny kraj, gdzie istnieją dwie waluty: CUP (lokalna waluta peso cubano) oraz CUC (peso wymienialne, zwane też kukiem, przeznaczone głównie dla turystów). Turyści zwykle płacą w CUC, choć czasem znajdują się miejsca, gdzie można zapłacić słabszą walutą. Udało nam się tak kupić m.in. cygaro (ok. 30 gr) i pizzę (ok. 2 zł). 1 CUC (praktycznie równowartość 1 euro) to 24 pesos cubanos. I bądź tu mądry w liczeniu!

Malutkie mieszkanka są otwarte na oścież. W środku podstawowe sprzęty - telewizor, łóżko, fotel. Każdy ma praktycznie to samo

CUP można płacić w sklepikach, w których prawie nic nie ma. Kupuje się to, co jest, np. jeden rodzaj pizzy czy bułki z najtańszą wędliną. Dobrem nie do zdobycia okazują się chusteczki higieniczne. Trudno tu też kupić ubrania. W „salonie” mody ślubnej wisi jedna sukienka. Nic dziwnego, że Kubańczycy z taką uwagą przyglądają się turystom.

- Kiedy wyjeżdżacie? - pyta nas Kubanka przed wejściem restauracji.

- Jutro - odpowiadamy. - To może macie niepotrzebne ubrania, których chcecie się pozbyć? Chętnie je wezmę - mówi.

W domach też bez luksusów. Casa particulares, czyli pokoje do wynajęcia oferowane turystom, mimo iż wynajmowane za ceny europejskie, pozostawiają wiele do życzenia. Bo w domach Kubańczyków się nie przelewa. Widać to wyraźnie. Malutkie mieszkanka są otwarte na oścież. W środku podstawowe sprzęty - telewizor, łóżko, fotel. Każdy ma praktycznie to samo. Kubańczycy podobno spędzają w fotelu większość swojego czasu. Lub na progu domu, na schodkach, z nogami na ulicy.

10 tysięcy maluchów

Często dłubią też przy autach… Po wyspie jeździ ok. 10 tys. fiatów 126p. Więcej niż w Polsce. Słynny polski maluch został nawet samochodem 2016 roku. Zwykle pozostała z nich już tylko karoseria. Pod maską są mocniejsze silniki z innych aut.

Kuba to największe na świecie żywe muzeum motoryzacji. Po ulicach jeździ podobno 60 tys. starych aut wyprodukowanych w latach 30., 40. i 50. - pontiaki, chryslery, cadillaki, mustangi. Zostawili je Amerykanie uciekający przed rewolucją. Potem weszło embargo i aut sprowadzać nie można było, a teraz opłaty i podatki są tak duże, że Kubańczyków i tak na sprowadzanie samochodów nie stać.

Kupują więc auta nawet 40-letnie i naprawiają (auto 20-letnie to na Kubie pojazd bardzo młody). Łatają stare, klimatyczne kanapy, robią nowe oświetlenie. Samochody są dopieszczone, odmalowane, z kolorowymi światełkami, choć są mocno nadgryzione przez ząb czasu.

Kubańczycy z tego korzystają.

- Ile kosztuje kurs? - pytamy właściciela czerwonego pontiaka.

- Godzina zwiedzania 40 CUC. Jeździmy po całej Hawanie, oglądamy największe atrakcje, zatrzymujemy się, robimy zdjęcia - zachęca kierowca.

Bogaci turyści wożą się po uliczkach, gdzie bieda wygląda z każdego kąta, a mieszkających tam ludzi nie stać czasem na porządne ubranie. - Chcemy tylko podjechać do hotelu. Jesteśmy już zmęczone zwiedzaniem pieszo - mówimy.

- 30 CUC! - mówi kierowca.

- Ale to 5 minut drogi! - mówimy zaskoczone.

- Ale jakie auto! - odpowiada kierowca.

Hawana. Stolica Kuby była ulubionym miejscem Ernesta Hemingwaya, który spędził tu 20 lat swojego życia
123RF Hawana. Stolica Kuby była ulubionym miejscem Ernesta Hemingwaya, który spędził tu 20 lat swojego życia

Miesiąc za sto złotych

Średnie miesięczne zarobki Kubańczyka to około 100 zł. Zwykle w tej kwocie zawierają się kartki na żywność. To stąd czasem widać kolejki przy którymś z państwowych punktów. Pewnie właśnie wjechała dostawa fasoli lub jajek.

Wypłata i kartki na życie oczywiście nie wystarczają, więc Kubańczycy zarabiają dodatkowo i kombinują.

Kombinują też na turystach.

100 zł, czyli 25 CUC - tyle na osobę zapłaciliśmy za taksówkę z Trynidadu na Cayo Santa Maria. A jechało nas w starym, małym, zdezelowanym aucie cztery osoby plus kierowca. Upchnięci na tyle niczym sardynki.

W sumie kierowca za 4 godziny zarobił tyle, co za 4 miesiące. Bo turyści to główne źródło zarobku. Kiedy w sklepach trudno kupić cokolwiek, wystarczy wejść do restauracji. Jest tu wszystko. Płatne w CUC. Lokalsów więc na to nie stać.

Piękna, roztańczona i radosna Kuba - taki obraz widzą turyści w przewodnikach.

Wyspa nie jest jednak tak sielska. Owszem, są tu przepiękne plaże, lazurowa woda, nieprzyzwoicie wręcz drogie hotele (a nie jest to nawet standard luksusu europejskiego), taksówki droższe niż w Krakowie, zamknięte luksusowe ośrodki nad oceanem.

Wkrótce starej, beztroskiej Kuby już nie będzie

Ale wystarczy wejść w boczną miejską uliczkę, by zobaczyć walące się budynki, prostytucję, hordy bezpańskich psów, przygnębiającą wręcz biedę. W takich sytuacjach nie ma się czym zachwycać. Bardziej ubolewać nad tym, co rewolucja zrobiła z krajem.

Hawana. Stolica Kuby była ulubionym miejscem Ernesta Hemingwaya, który spędził tu 20 lat swojego życia
123RF Hawana. Stolica Kuby była ulubionym miejscem Ernesta Hemingwaya, który spędził tu 20 lat swojego życia

Kelnerzy na Kubie czasem jeszcze żartują, że nie ma takiego drinka jak Cuba Libre. Zamiast tego proponują także rum z colą, ale pod nazwą mentira („mentira” po hiszpańsku znaczy kłamstwo), bo jak mówią, pod rządami Raula Castro Kuba wcale nie jest wolna.

Kto ma kasę, ten rządzi

Kubańczycy poczuli już, że górą jest ten, kto ma pieniądze. Więc starają się tych pieniędzy wyciągnąć z turystów jak najwięcej. Płacić już trzeba nawet za takie rzeczy jak wejście na słynne trynidadzkie schody, które znane są z pokazów salsy.

A turyści godzą się na to. Płacą coraz więcej za rzeczy, które są często o wiele mniej warte.

Kwitnie też prostytucja. W Hawanie młodzi Kubańczycy wprost pytają turystki, czy chcą na noc „boyfrienda”, a młodziutkie, wyzywająco ubrane Kubanki spacerują w towarzystwie podstarzałych Europejczyków.

Turystów z roku na rok przybywa. Wraz z nimi na wyspę wkracza kapitalizm. Wkrótce Kubę zaleją dodatkowo Amery-kanie. Niektórzy martwią się, że wyspa znów stanie się drogim amerykańskim kurortem.

Jedno jest pewne, wkrótce starej, beztroskiej Kuby już nie będzie...

Katarzyna Ponikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.