„Miś” i ROPCiO, czyli jak się pisze historię PRL

Czytaj dalej
Sławomir Sowa

„Miś” i ROPCiO, czyli jak się pisze historię PRL

Sławomir Sowa

Dawno temu, ale nie za górami, ani lasami, 4 maja 1981 roku, na ekrany kin wszedł kultowy dziś film „Miś” Stanisława Barei. Nieco wcześniej, w marcu, obchodziliśmy 40. rocznicę powołania ROPCiO.

Co ma „Miś” do ROPCiO, oprócz fonetycznie przyjaznej, dziecięcej formy? To dwa światy, w których poruszamy się, próbując opisać historię PRL, ale obydwa są krzywymi zwierciadłami.

„Miś” i ROPCiO, czyli jak się pisze historię PRL
Grzegorz Gałasiński Sławomir Sowa

Z „Misiem” i innymi komediami o PRL i powstałymi w PRL są dwa problemy, niekoniecznie śmieszne. Część młodych ludzi niektóre wątki traktuje nie jako doprowadzoną do absurdu satyrę, w czym Bareja był mistrzem, ale jako źródło wiedzy. Znam ludzi, którzy uważają, że w barach w PRL naprawdę jadało się z metalowych misek przykręconych do stolika, posługując się zabezpieczonymi łańcuchem sztućcami. Nade wszystko jednak powstaje wrażenie, że okres PRL to był taki długi karnawał, gdzie ludzie bawili się w surrealistycznym świecie.

To, co w filmie bawi, w rzeczywistości było przekleństwem. Zmora pustych półek w sklepach, kolejek, wymuszonego handlu wymiennego, brakoróbstwa, milicyjnej wszechwładzy, na którą nie było się nawet gdzie poskarżyć. Nie bez znaczenia jest fakt, że twórcy komedii mieli wyznaczony pułap, do którego wolno im było kpić. Nie ma w tych filmach świata, o którym nie wolno było opowiadać. Co nie znaczy, że tego świata nie było.

ROPCiO, czyli podziemny Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, symbolizuje rzeczywistość ukrytą dla obywateli PRL. Większość ludzi albo nie miała pojęcia, że funkcjonują takie organizacje jak KOR czy ROPCiO, albo były im one obojętne i dalekie od codziennych spraw. Nie dało się kliknąć w internetowy serwis i zobaczyć, kto podpisał petycję w obronie bitych robotników w Radomiu i Ursusie, albo sprawdzić, ile dostał Stefan Niesiołowski za próbę wysadzenia pomnika Lenina i co ma do powiedzenia jego adwokat.

Media PRL nie potępiały takich ludzi, one po prostu o nich nie mówiły. Ludzie po czasie, przebijając się przez szum zagłuszarek, dowiadywali o nich z radia Wolna Europa albo Głosu Ameryki. Dziś odtwarzanie zamachów na Gomułkę, starć z milicją w obronie krzyża, prób wysadzania pomników, powoływania organizacji opozycyjnych rodzi wrażenie powszechnego i nieustannego oporu. Kto żył w tych czasach, niech sam sobie przypomni jak bardzo się opierał.

Sławomir Sowa

Jestem dziennikarzem w redakcji Dziennika Łódzkiego, zajmuję się m.in. problematyką wojskową, biznesem i polityką, ale lubię zanurkować w historię, zarówno tę lokalną, jak i powszechną, żeby poszukać punktów odniesienia i zdobyć dystans do tego, co dzieje się na bieżąco. Zainteresowania? Te zawodowe wyrastają z osobistych.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.