Marek Jarocki z Tychów zatrząsł Trybunałem Konstytucyjnym. 20 lipca powtórka?

Czytaj dalej
Fot. Lucyna Nenow

Marek Jarocki z Tychów zatrząsł Trybunałem Konstytucyjnym. 20 lipca powtórka?

Przypadek tyskiego przedsiębiorcy - Marka Jarockiego - wywołał burzę polityczną i obnażył problemy prawne związane z zamieszaniem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Warszawski sędzia odroczył rozprawę do czasu decyzji Sądu Najwyższego ws. oceny legalności wyboru nowej prezes TK. Czy 20 lipca czeka nas kolejne trzęsienie ziemi? Tego dnia Jarocki wybiera się na kolejną rozprawę do Warszawy. Drugą stroną postępowania również jest trybunał.

I. Marek Jarocki to mieszkaniec Tychów. Z wykształcenia jest logistykiem. Od lat zajmuje się prowadzeniem firm transportowych. Od lat nie odpuszcza też Trybunałowi Konstytucyjnemu, składając coraz to nowe skargi. Niektóre kilkakrotnie, bo zazwyczaj otrzymuje odpowiedź, że są – jak mówi – „oczywiście bezzasadne”. Usłyszał to już kilkaset razy. Jak przyznaje – nie siedzi po nocach i ich nie szuka trefnych (jego zdaniem) przepisów, on po prostu na nie trafia, prowadząc swoją działalność gospodarczą. Więc je skarży.

II.Kilka lat temu jeden z zarejestrowanych na jego firmę busów, został źle zaparkowany pod katowickim centrum handlowym. Tego dnia nie było możliwości, aby to Jarocki kierował tym samochodem. Został więc wezwany do wskazania sprawcy. Ale odmówił, bo musiałby – jak podkreśla - swoimi zeznaniami obciążyć członka swojej rodziny. A to jego zdaniem jest niezgodne z konstytucją. Złożył skargę.

III. Skarga ta trafiła na wokandę TK niedawno. Rozpatrywali ją już sędziowie – dublerzy. Tak określani są sędziowie wybrani przez aktualny Sejm, gdzie większość ma Prawo i Sprawiedliwość. Zastąpili oni sędziów wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji (koalicja Platforma Obywatelska – Polskie Stronnictwo Ludowe). Jarocki jest zdania, że sędziowie wybrani przez większość PiS, nie mogą być jeszcze sędziami TK, bo nie zakończyła się kadencja ich nieco wcześniej wybranych poprzedników (wybrani przed Sejm PO – PSL). Złożył pozew do Sądu Rejonowego Warszawa – Śródmieście, żądając odszkodowania od Skarbu Państwa z tego tytułu.

IV. Po jednej stronie na sali sądowej zasiadł Jarocki, po drugiej – adwokat Trybunału. Przedstawiciel TK okazał sędziemu prowadzącemu tę sprawę - Wojciechowi Łączyńskiemu - pełnomocnictwo podpisane przez nową prezes TK – Julię Przyłębską. Sędzia Łączyński odroczył rozprawę w sprawie Jarockiego do czasu, gdy Sąd Najwyższy oceni legalność wyboru sędzi Przyłębskiej na stanowisko prezesa TK. To pierwsza taka decyzja w naszym kraju, gdy sąd powszechny wstrzymuje się z rozpoczęciem rozprawy do czasu zbadania skuteczności udzielnego pełnomocnictwa przez prezesa instytucji konstytucyjnej.

Marek Jarocki: zacząłem demonstrować pod trybunałem, zanim stało się to modne

Czuje się pan, poszkodowany tym, co dzieje się wokół TK?
Nie jestem dumny z tego, że żyję w kraju, w którym wynikły takie problemy.

Ale czuje się pan poszkodowany jako obywatel? Wniósł pan sprawę do sądu, ale została odroczona, bo trzeba najpierw ustalić czy pełnomocnictwo podpisane przez prezes TK jest skuteczne.
Tak, jako obywatel czuję się poszkodowany.

20 lipca czeka nas kolejna zawierucha?
Chyba tak. Tego dnia rozpatrywana będzie inna sprawa, którą wnosiłem do trybunału kilka razy i otrzymywałem decyzję, że postępowanie nie będzie rozpatrzone. W skrócie: chodzi o odszkodowanie od Skarbu Państwa za działanie niezgodne z prawem. Moją skargę znów rozpatrywali sędziowie nazywani dublerami.

Ale żeby było ciekawiej – pełnomocnictwo w tej sprawie dla adwokata zostało podpisane jeszcze przez byłego prezesa TK, Andrzeja Rzeplińskiego. Przypuszczam, że znów pojawi się pytanie czy trybunał jest właściwie reprezentowany. Moim skromnym zdaniem sędzia w Sądzie Rejonowym będzie musiał rozstrzygnąć czy Julia Przyłębska może kontynuować sprawy rozpoczęte przez swojego poprzednika.

Co wtedy pana zdaniem?

Sędzia będzie miał dwie możliwości. Będzie mógł oddalić powództwo, bo takie jest prawo sądu. Ale może również stwierdzić, że sędziowie – dublerzy, to grupa uzurpatorów, którzy w tej chwili nie mają statusu sędziów, a w konsekwencji stwierdzić, że nie mieli prawa wydawać orzeczeń w mojej sprawie.

Mało tego – sędzia może stwierdzić, że osoba, która pełni aktualnie funkcję prezesa trybunału, nie jest jeszcze sędzią trybunału i piastuje to stanowisko nielegalnie. Wówczas moje postępowanie może zostać zawieszone. Każde z tych orzeczeń spowoduje trzęsienie ziemi. Bo jeśli sędzia zawiesi postępowanie, twierdząc, że TK nie ma reprezentacji, to znaczy, że wszystkie wyroki wydane przez TK od grudnia 2016 roku są nieważne.

Mówi pan „sędziowie – uzurpatorzy”. Pan toczy otwartą wojną z PiS?
Nie. Nie chciałabym, aby moja sytuacja była ubierana w jakikolwiek kontekst polityczny. Wniosłem te skargi do trybunału, zanim komukolwiek śniło się, że PiS dojdzie do władzy. One nie mają nic wspólnego z aktualną sytuacją polityczną, bo rozpoczęły się kilka lat wcześniej. Po prostu trafiły na taki moment, w którym obnażają to, co się ostatnim czasie stało w trybunale.

Myślę, że te sprawy są dlatego ważne, bo rodzą fundamentalne pytania: do jakiego stopnia można naginać prawo i do jakiego stopnia można tworzyć pozory legalności działań władzy na zasadzie: mamy większość, więc możemy dowolnie interpretować prawo.

To mi przypomina fragment filmu „Sami swoi” – „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Uważam, że to niestety sposób działania większości partii politycznych. Faktycznie, nie jestem zwolennikiem PiS, ale też nie jestem zwolennikiem metod, które stosuje ich konkurencja polityczna. One także – z punktu widzenia prawa - są złe i pokazują brak szacunku wobec niego.

Powiedział ktoś kiedyś panu, że jest pan konstytucyjnym świrem?
Tak (uśmiech na twarzy). Kiedyś wniosłem skargę na przepisy, które mówiły o funkcjonowaniu rejestrów sądowych. W pierwszej instancji mój wniosek został oddalony, ale w drugiej sprawę wygrałem. Tylko, że nie zwrócono mi kilkuset złotych kosztów sądowych, jakie poniosłem. Zacząłem chodzić po różnych adwokatach, żeby ktoś napisał mi skargę konstytucyjną, bo musi to zrobić adwokat.

Nasłuchałem się wtedy, że jestem świrem, niedouczony, że nie mam zielonego pojęcia o prawie, bo od czasów rzymskich było tak, że muszą być dwie strony procesu, żeby ktoś mógł komuś zwrócić koszty postępowania. A w tej sytuacji mieliśmy tylko sąd rejestrowy i osobę, której postępowanie dotyczy. I kto w takiej sytuacji miał zwrócić koszty? Mówiono mi: pan w ogóle nie rozumie, jak funkcjonuje prawo.

Ale jeden z mecenasów z Tychów wysłuchał mnie bardzo uważnie i powiedział, że napisze tę skargę, tak, jak ja widzę tę sytuację. Napisał, że w tej sprawie stroną przeciwną było państwo, a ja jestem obywatelem, który z tym błędem państwa walczył, więc zwrot kosztów mi się należy. Jak zwykle za pierwszym razem TK odmówił wszczęcia postępowania, ale później zmienił zdanie. Wyrok zapadł bez rozprawy jak napisano: ze względu na oczywistą zasadność zarzutów skargi, a przepis został uchylony. Wtedy poszedłem do tego mecenasa, który stwierdził, że nie mam pojęcia o prawie i zapytałem czy przeczytał ten wyrok.

Przeczytał?
Milczał. Wie pani, ja po prostu czytam przepisy prawa ze zrozumieniem. Nie mam tego obciążenia, które ma wielu adwokatów. Mam wrażenie, że czytają prawo z klapkami na oczach. Wszyscy tak stosują od zawsze dany przepis, więc tak ma być. Ja przepisów tak nie czytam. Jestem logistykiem. Dla mnie przepisy, to nie jest Biblia - mądrość objawiona. Przepisy prawa są dla mnie procedurami. Całe życie nie robię nic innego jak piszę procedury. Procedura to tryb postępowania, a nie świętość, która nie podlega dyskusji.

Jeśli czytam przepisy prawa, to nie tylko zastanawiam się skąd wziął się ten przepis, co ustawodawca miał na myśli, ale także co faktycznie mówi dany zapis. Jeśli on czegoś nie mówi, to nie wywodzę skutków, których przepis nie przewiduje. Stąd moje skargi konstytucyjne.

Pamiętam sprawę dotycząca tego, że zatrudniłem kierowcę, który był alimenciarzem. Po jego zatrudnieniu, przyszło mnóstwo zajęć komorniczych, bo okazało się, że nie płacił od lat na swoje dzieci. Musiałby chyba ze dwa lata u mnie pracować za darmo, żeby to wszystko uregulować. Więc co zrobił? Ukradł ok. 10 tysięcy złotych zaliczki, które dałam mu na paliwo. Więcej w firmie się nie pojawił.

Co zrobiłem? Z jego wypłaty dokonałem potrącenia przynajmniej części tego, co sobie przywłaszczył. Ukarano mnie grzywną, bo stwierdzono, że nie mam do tego prawa. Mało tego, nakazano mi wypłacanie tych potrąconych środków tytułem wynagrodzenia za dwa tygodnie, które u mnie przepracował, zanim przyszły zajęcia. Wniosłem skargę konstytucyjną, skarżąc przepisy, na podstawie których miałem to zrobić, mimo że on moich pieniędzy mi nie oddał. Co zrobił trybunał ? Jak zwykle odmówił rozpoznania skargi. Potem ukarano mnie grzywną, bo broniłem swoich spraw – wniosłem kolejną skargę do trybunału. Tradycyjnie odmówiono jej rozpoznania.

To nie jest tak, że ja nie szukam głupich przepisów, które potem skarżę. Ja po prostu na nie trafiam.

Ale ta historia z alimenciarzem brzmi trochę jak samosąd. Podjął pan decyzję, że potrąci te pieniądze.
A co może zrobić ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z niewypłacalnym człowiekiem, który ukradł mu prawie 10 tys. zł? Jeszcze ma mu zapłacić kolejne pieniądze? Brzuch mojego dziecka jest taki sam, jak brzuch tego pana. Jeśli on nie płaci na swoje dzieci, to czemu ja mam pozwalać mu kraść, odbierając przysłowiowy chleb moim dzieciom? Przecież nie produkuję pieniędzy, też je zarabiam ciężką pracą.

Inny przykład – jest prawo upadłościowe. Jest tam napisane, że jeśli ktoś plajtuje, to te należności są dzielone według określonych kategorii. W pierwszej kolejności alimenty dostają dzieci, w drugiej – odprowadzane są podatki, i tak dalej. Dopiero na szóstym miejscu jestem ja, gdy kontrahent nie zapłacił mi za pracę czy towar. A to są pieniądze dla mojej rodziny, dla moich dzieci.

Dlaczego mam być szósty, skoro takie samo dziecko, z takim samym żołądkiem jest w grupie pierwszej? Dlaczego wszyscy nie możemy dostać po równo? Napisałem taką skargę konstytucyjna i jak zwykle trybunał odmówił jej rozpoznania.

Jako logistyk wie pan, że w sytuacji kryzysowej trzeba ustalić procedury priorytetowe. 
Ale konstytucja nie mówi o priorytetach w ochronie praw majątkowych. Ona mówi, że każde prawo majątkowe jest równe i podlega tej samej ochronie prawnej. Więc dlaczego nie podlega?

Będzie pan wojował o każdą złotówkę?
Nie wojuję o każdą złotówkę. Wojuję o zasady.

A jeśli ta zasada dotyczy złotówki?
Wtedy powstaje pytanie jak ważna jest ta zasada. Gdyby sąd ukarał mnie 1 zł, bo odmówiłem zeznawania przeciwko członkom swojej rodziny, to powstaje pytanie: dlaczego mam się na to godzić? Nie ważne, że będzie to 1 zł czy 2000 zł. Chodzi o zasadę.

Jeżeli jako pracodawca muszę wypłacić byłemu pracownikowi pensję, mimo że on wcześniej ukradł moje pieniądze, a ja nie mogę odzyskać swojej należności, to nie chodzi o to czy było to 1 zł czy 10 tys. zł, ale o to dlaczego mam to zrobić.

Trybunał odmawia rozpoznania wszelkich skarg na te przepisy. Ma takie „widzimisię”. A tak nie działa państwo prawa.

Nie odpuszcza pan trybunałowi. Prowadzi pan też jednoosobowe demonstracje.
Tak, rzeczywiście zacząłem demonstrować pod trybunałem zanim stało się to modne (śmiech). Pomysł pojawił się po tym, jak wniosłem już sporę liczbę skarg i z reguły otrzymywałem odpowiedź, że nie zostaną rozpoznane. Nikt nie chciał słuchać tego, co mówiłem, więc pewnego dnia zgłosiłem do Urzędu Miastu w Warszawie demonstrację, której zresztą mi zakazano. Zakaz otrzymałem zanim stało się to modne.

Jak to uargumentowano?
Że zamierzam przeprowadzić demonstrację na chodniku przed trybunałem, a w związku z tym, że chodnik jest częścią drogi i przepisy prawa zabraniają demonstrowania, utrudniającego przejazd drogami publicznymi, to należy wywieźć, że nie można stać z transparentem na chodniku, bo zablokuje to ruch na drodze publicznej.

Mimo zakazu, przyjechałem pod trybunał ze swoimi transparentami – zanim stało się to modne ( uśmiech). Byłem prekursorem tego, co dziś się dzieje z demonstracjami.

A wracając do sprawy, to policja zażądała ode mnie rozformowania demonstracji, na co ja odpowiedziałem, że nie mogę się rozformować, bo przecież się nie rozpłynę, a po drugie demonstracja to zgromadzenie więcej niż jednej osoby, a ja jestem sam. W ten sposób, stojąc z transparentem „Stop bezprawiu w Trybunale” i „Trybunał niekonstytucyjny” przeprowadziłem demonstrację, która w rozumieniu prawa demonstracją nie była.

Gdybym nie znał prawa, to pewnie bym się wystraszył zakazu, a w tej sytuacji policja nic nie mogła zrobić.

W tym roku demonstracja będzie dwuosobowa?
Jeszcze nie wiem. Ale faktem jest, że jeden z bardzo znanych i cenionych na świecie polityków, rozmawiał ze mną i wyraził zainteresowanie moją inicjatywą. W tej chwili nie zapadały żadne wiążące decyzje, a termin jest jeszcze dość odległy (11 listopada – przyp. red.).

Nagiąłby pan swoją zasadę jednoosobowej demonstracji?
Przy takim wsparciu, ta kwestia w ogóle nie podlega żadnej dyskusji Oczywiście że tak. Moje dotychczasowe demonstracje były jednoosobowe, bo poza słownym poparciem, nikt nigdy nie podszedł do mnie i nie powiedział, ze postoi ze mną, podtrzyma jeden z moich transparentów. 

Jak się pana obudzi w środku nocy, to wyrecytuje pan całą konstytucję?
W tej chwili w nocy budzi mnie jedynie mój syn, który skończył pół roku. Wtedy go uspokajam i przytulam. Myślę, że kiedyś osobiście przeczytam mu konstytucję i wytłumaczę, dlaczego jest taka, a nie inna.

Czego by sobie pan, jako obywatel, życzył?
Żeby sędziowie mieli tyle odwagi, co sędzia Wojciech Łączyński z Warszawy. Gdyby wszyscy sędziowie mieli tyle chęci w sprawdzaniu tego, jak powinno być, to myślę, że mielibyśmy o wiele lepszy kraj.

W odpowiedzi na pozew, trybunał był bardzo butny i pewny swego. Żądał odrzucenia pozwu na pierwszej rozprawie, bo jego zdaniem to, co robi trybunał jako władza, jest święte i nikt nie ma prawa osądzać jego postępowania.

Pierwszy raz w życiu spotkałem się z tak mądrze zadanym pytaniem przez sędziego: „a dlaczego nie?”.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.