Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Beata Dobrzyńska

Mała firma z Ujazdu zaopatruje amerykańskich Marines

Mała firma z Ujazdu zaopatruje amerykańskich Marines
Beata Dobrzyńska

Z Mirosławem Kikiem, właścicielem Kikgel Sp. z o.o., laureatem konkursu Menedżer Roku w kategorii przedsiębiorstw małych i mikro.

Firma Kikgel, której jest pan założycielem i właścicielem, działa na rynku 25 lat. Jak powstawała?

Nasza rodzinna firma jest polską firmą, z polskim kapitałem i wykorzystujemy polski patent Politechniki Łódzkiej. Opatrunek hydrożelowy w tej postaci wynalazł około 30 lat temu prof. Janusz Rosiak ze swoim zespołem z Politechniki Łódzkiej. Badania nad opatrunkiem trwały 5 lat i zostały opatentowane najpierw w Polsce, a następne w USA, Niemczech, Węgrach Wielkiej Brytanii. Jesteśmy dumni, że możemy kontynuować osiągnięcia Polskich naukowców.

Na początku swojej drogi jako przedsiębiorca zajmowałem się przetwórstwem tworzyw sztucznych. Produkowałem m.in. szyny do kolejek Piko, czy korki wylewowe do jachtów. Ponieważ jestem także absolwentem wydziału chemicznego PŁ miałem wówczas kontakt z prof. Rosiakiem i obserwowałem prace nad hydrożelami.

Początkowo wyprodukowałem foremki, w których wytwarzane były hydrożele, a ponieważ badania szły w dobrym kierunku, to zacząłem na większą skalę produkcję opakowań. Uważnie obserwowałem przebieg badań klinicznych i pomyślałem, że dobrze by było nabyć prawa do produkcji opatrunków od Politechniki Łódzkiej.

I tak, w 1991 roku, po załatwieniu wszelkich formalności z PŁ dostałem zezwolenie od Ministra Zdrowia na wytwarzanie opatrunków hydrożelowych i zacząłem ich produkcję na rynek otwarty do aptek i szpitali. Opatrunki zostały dobrze przyjęte na oddziałach oparzeniowych, dermatologii czy chirurgii kończyn dolnych. W tamtym czasie były to pierwsze w Polsce opatrunki specjalistyczne i musiało upłynąć wiele czasu, by taka forma opatrunków znalazła miejsce w świadomości lekarzy.

Jak działają takie opatrunki?

Do tej pory opatrunek kojarzył się z gazą czy ligniną, a tutaj mamy przezroczystą galaretkę, która po przejściu odpowiednich procesów, jest wytrzymała mechanicznie, nie rozpuszcza się w wodzie, ba, wręcz przeciwnie, pęcznieje gdy ma kontakt z płynami. Dodatkowo hydrożel przepuszcza tlen, jest elastyczny i miękki, nie przywiera do rany, a więc zdejmowanie takiego opatrunku jest bezbolesne.

Opatrunek Aqua-Gel®, bo taką nazwę nosi nasz opatrunek dostępny w aptekach, nawet w temperaturze pokojowej posiada właściwości kojące i chłodzące, co jest szczególnie pożądane w przypadku oparzeń i innych urazów skóry. Opatrunek stosowany na rany oparzeniowe, odbiera ciepło, tworzy barierę przed zakażeniem z zewnątrz, a także goi ranę bez tworzenia strupa.

Opatrunek zapewnia odpowiednią wilgoć ranie, a mimo, że składa się z 90 proc. wody, to jeszcze jest zdolny chłonąć wydzielinę z rany. Opatrunki hydrożelowe stosowane są głównie zgodnie z swoim pierwotnym przeznaczeniem tj. do leczenia ran oparzeniowych, a ponadto do leczenia trudno gojących się ran, owrzodzeń, odleżyn i innych uszkodzeń skóry, których terapia wymaga dostępu tlenu i wilgotnego, sterylnego środowiska.

Ale nie zatrzymaliście się w miejscu i rozwijaliście swój produkt...

Przez lata nasze opatrunki, jak i warunki produkcji ulegają ciągłym zmianom. Od 2002 roku mamy wdrożony System Zapewnienia Jakości zgodny ze standardami ISO i GMP. Normy i standardy ciągle ewoluują, dlatego też, my jako producent wyrobów medycznych wprowadzamy nowe rozwiązania, by poprawić jakość produktów, ale też by zaoferować nowe ich wersje. I tak opracowaliśmy i wdrożyliśmy do sprzedaży ratunkowy opatrunek dla pogotowia, wojska ,straży pożarnej i innych służb ratownictwa medycznego pod nazwą BurnTec®.

Opatrunek ten został wzmocniony zatopioną w nim włókniną na całej objętości opatrunku, dzięki czemu hydrożel nie przerwie się podczas dynamicznych akcji ratowniczych. W takie opatrunki zaopatrzona jest większość karetek pogotowia. W ostatnim czasie wprowadziliśmy także nową linię opatrunków do zastosowań w medycynie estetycznej i chirurgii plastycznej pod nazwą HydroAid®.

Czy to prawda, że wasze opatrunki wykorzystują żołnierze amerykańscy w misjach na świecie?

Tak, naszą obecność na rynku Stanów Zjednoczonych uważamy za nasz największy sukces. Produkujemy opatrunki BurnTec® dla wojska amerykańskiego. BurnTec wchodzi w skład apteczek IFAK (Individual First Aid Kits) elitarnych jednostek US Marines. Prawdopodobnie jesteśmy jedyną w Polsce firmą, która dostarcza wyroby medyczne dla wojska USA.

Jesteśmy oczywiście firmą posiadającą aprobatę FDA, nawet byliśmy audytowani przez przedstawiciela tej Agencji. Opatrunki BurnTec są także na wyposażeniu zestawów ratunkowych naszej armii. Współpracujemy z Wojskowym Instytutem Medycznym, bierzemy udział w konferencjach poświęconych tematyce ratownictwa medycznego.

Po jakim czasie wyszliście ze swoimi opatrunkami poza Polskę?

Jeszcze w latach 90. zaczęliśmy od rynku czeskiego, ale był to przypadek. Do pobliskiego zakładu w Niewiadowie przyjechała po przyczepy przedstawicielka handlowa, kobieta miała poparzoną rękę. Kolega, który był szefem działu eksportu przyprowadził ją do mnie i naszymi opatrunkami wyleczyliśmy jej ranę. Zachwycona zaczęła importować nasze opatrunki. Kolejne były Węgry, Niemcy, a dziś to już kraje na całym świecie m. in. Korea, USA, Australia, Japonia.

Jak wygląda produkcja opatrunków? Ilu macie pracowników?

Opatrunki produkowane są w naszym zakładzie w Ujeździe. Obecnie zatrudniamy 25 osób, zaczynaliśmy od 5 osób. Stawiamy na sprawdzonych i doświadczonych pracowników. Zapewniamy im dobre warunki pracy, dzięki czemu nie ma u nas dużej rotacji, jak w wielu innych firmach w regionie.

To wykwalifikowany personel przyczynia się także, że spełnione będą wszystkie parametry jakości. Maszyny, którymi się posługujemy praktycznie były zaprojektowane przez nas i przez polskich producentów. Warunki produkcji spełniają wszystkie normy dla produkcji sterylnych wyrobów medycznych i są ciągle kontrolowane i przez nas dział zapewnienia jakości, jak i przez audytorów zewnętrznych.

Mówi pan, że firma Kikgel to firma rodzinna. W jakim stopniu?

W prowadzeniu firmy pomaga mi moich trzech synów. Najstarszy syn, absolwent inżynierii chemicznej jest kierownikiem jakości i laboratorium, ale zajmuje się także marketingiem i eksportem. Średni syn, absolwent wydziału chemicznego PŁ , jest szefem produkcji i głównym specjalistą ds. zarządzania jakością.

Najmłodszy syn jest z zawodu ratownikiem medycznym, i nawet przez jakiś czas pracował w pogotowiu, ale obecnie jest naszym przedstawicielem medycznym. Na różnych spotkaniach wiele osób zazdrości mi, że mam sukcesorów, którzy kontynuują rozwój firmy. Obecnie wszyscy trzej mają ustaloną prokurę, gdyby więc mi coś się stało, firma będzie dalej działać.

Czy przez te lata działalności miał pan propozycje przejęcia firmy przez większe koncerny?

Tak, były takie oferty i nawet niektóre rozważałem, ale przypadek sprawił, że do nich nie doszło. Na przykład w latach 90. bardzo blisko współpracowaliśmy z firmą Viscoplast, a potem 3M. W tych czasach jeszcze firma państwowa nie mogła wejść w spółkę z prywatną firmą, powoli szykowaliśmy do założenia razem spółki, ale przyszła powódź, która zaszkodziła Viscoplastowi i o przejmowaniu naszej firmy już nie myśleli. Potem było jeszcze kilka podobnych historii. Ale do dziś działamy niezależnie, choć w niektórych krajach sprzedajemy produkty pod brandem większych firm.

Firma ma siedzibę w Ujeździe w powiecie tomaszowskim. Czy stąd pan pochodzi?

Pochodzę z pobliskich Rokicin. Zaraz po ukończeniu studiów na Politechnice podjąłem pracę w Stomilu Poznań, by po 4 latach wrócić w rodzinne strony do Niewiadowa. W zakładach Predom-Prespol Niewiadów oferowane były bardzo dobre warunki dla młodych inżynierów. Zaczynałem jako kierownik sekcji chemicznej, ale potem założyłem własny zakład przetwórstwa tworzyw sztucznych, dzięki czemu nabyłem doświadczenia w prowadzeniu własnej działalności. Potem przyszła pora na zmiany i zainwestowanie w zakład produkcji wyrobów medycznych.

Sprzedajecie produkty lecznicze, które często nawet ratują życie. Historii związanych z pomaganiem ludziom, ratowaniem ich życia, na pewno wiele pan zna...

Moja siostra była lekarzem pediatrą w Rokicinach. To od niej dostawałem pierwsze informacje, że leczyła tymi opatrunkami dzieci, które poparzyły się. Żadne z nich nie miało szpecących blizn po tych oparzeniach. Pamiętam także chłopaka, który poparzony został prądem w okolicach Krakowa. Jego kolega zginął, a on miał oparzenia całego ciała, ponad 60 proc. powierzchni. Będąc w szpitalu przez kilka miesięcy, leczenie nie przynosiło efektów. Chłopak cierpiał. Dopiero jego matka dowiedziała się o naszych opatrunkach, zabrała go do domu i wyleczyła go hydrożelami w warunkach domowych. Lekarze dziwili się, że on w ogóle przeżył.

Były trudne chwile w działalności firmy?

Oczywiście, że się zdarzały. Nasze opatrunki są refundowane w przypadku przewlekłych owrzodzeń. Pamiętam, jak z dnia na dzień zostaliśmy wykreśleni z listy leków refundowanych bez podania żadnej przyczyny. Musieliśmy ograniczyć produkcję i rozpocząć wielomiesięczną batalię o ponowne wprowadzenie naszych produktów na listę leków refundowanych, co się w końcu udało. Pomogli nam w tym także pacjenci.

W swojej karierze był pan także samorządowcem?

Owszem, byłem radnym powiatu tomaszowskiego przez jedną kadencję, a także działałem w Fundacji Rozwoju Powiatu Tomaszowskiego. Udało nam się wówczas ten jedyny raz zaprosić prezydenta Lecha Kaczyńskiego z małżonką na Dożynki Prezydenckie do Spały. Praca w samorządzie daje satysfakcję, ale zajmuje również sporo czasu. Mniej czasu poświęcałem wówczas firmie, dlatego zrezygnowałem z działalności w samorządzie.

Czy korzystacie ze środków zewnętrznych np. z Unii Europejskiej?

Tak jest. Dostaliśmy dofinansowanie z Państwowej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Centrum Obsługi Przedsiębiorców w Łodzi na rozwój infrastruktury i wyjazdy targowe. W tym roku, dzięki programowi Go To Brand organizowanemu przez PARP będziemy mieli własne stoisko na targach FIME w USA oraz targach MEDICA w Niemczech.

Jakie są plany na rozwój firmy?

W planach mamy budowę nowego zaplecza magazynowego i biurowego Im więcej rynków i ludzi tym większe potrzeby.

W tym roku finalizujemy wspólny projekt z włoską firmą Damor, dla której będziemy produkować opatrunki na rynek włoski. Obok produkcji naszych opatrunków hydrożelowych jesteśmy także wyłącznym dystrybutorem innych nowoczesnych wyrobów medycznych do leczenia ran. Zamierzamy dalej rozwijać nasze portfolio, by dostarczać jak najlepsze rozwiązania w tej dziedzinie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Beata Dobrzyńska

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.