Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

W oczach "pasja" albo "obłęd", czyli fenomen Antoniego Macierewicza

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Szymczak
Marcin Darda

W oczach "pasja" albo "obłęd", czyli fenomen Antoniego Macierewicza

Marcin Darda

Antoni Macierewicz cieszy się tytułem Patrioty Roku 2016. Roman Giertych, dawny kolega Macierewicza z sejmowego klubu LPR, ironicznie uznał, że "to zamach na Jarosława Kaczyńskiego" i minister będzie miał przez to kłopoty. Tyle że dla wyznawców PiS Macierewicz staje się większą ikoną niż Kaczyński...

Może Giertych sprawę tytułu dla Macierewicza wyolbrzymia, ale tak czy siak nawet w PiS sądzą, że wszechmocny prezes PiS już ma z Macierewiczem kłopoty i nie wie, co z nim zrobić, bo de facto stał się zakładnikiem ministra obrony. Dlaczego? Ano dlatego, że żaden z polityków PiS nie odpowiada w takim stopniu na zapotrzebowanie najbardziej twardego elektoratu PiS, jak właśnie Macierewicz.

To go czyni raczej niezwalnialnym z rządu, bo Patrioty Roku się nie zwalnia, a kto wie, czy gdyby do tego doszło, to twarde jądro PiS uznałoby samego prezesa za „zdrajcę narodu”. No i jakby na zawołanie przed tygodniem rzecznik PiS Beata Mazurek kategorycznie stwierdziła, że nikt w PiS nie myśli o dymisji Macierewicza, albowiem „to dobry minister”.

Pytanie jednak padło, bo nie ma w tym rządzie drugiego ministra, który tyle razy zaprzeczałby swym własnym słowom, przez co budził tyle kontrowersji. Wystarczy przyjrzeć się tylko sprawie helikopterów wielozadoniowych: najpierw pojawiła się informacja o zerwaniu parafowanego już kontraktu z Airbus Helicopters, a to za sprawą fatalnej propozycji offsetowej ze strony Francuzów. Chwilę potem kolejna informacja szefa MON: śmigłowce dostarczy nasz strategiczny sojusznik ze Stanów Zjednoczonych, będą to black hawki, a pierwsze dla wojsk specjalnych trafią do Polski jeszcze w tym roku, bez przetargu i bez offsetu. Dalej? Polska wybuduje wojskowy śmigłowiec razem z Ukrainą. Mało? Idźmy dalej: będzie jednak przetarg na zakup helikopterów, a poza Amerykanami zaproszono do niego, a jakże, koncern... Airbus Helicopters, dopiero co przegnany. I to wszystko tylko w ciągu trzech tygodni.

Dalej też nie było lepiej. Gdy zaprotestowali ministrowie obrony Niemiec i Francji, że 21 black hawków ma zostać zakupionych bez przetargu, minister Macierewicz odparł, że owszem zapowiadał ów zakup, ale... "ta oferta nigdy nie była aktualna". A w międzyczasie pojawiły jeszcze dwie sprawy: niesprawdzona informacja o rzekomym oddaniu przez Egipt francuskich mistrali Rosjanom za symbolicznego dolara, po której to wypowiedzi od Macierewicza odciął się zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent Andrzej Duda, oraz powrót niezmordowanego Bartłomieja Misiewicza.

Tajemnicy tej niesamowitej chemii i niesłabnącego przywiązania w relacjach ministra z jego adiutantem nie zgłębili jeszcze nawet najwięksi spece od stosunków interpersonalnych wewnątrz PiS. Ale ci pewni są co do jednego: Kaczyński Macierewiczowi ufa, ale jeśli coś lub ktoś pociągnie go na dno, to właśnie Misiewicz. Bo to, że Macierewicz pogrywa sobie z premier Beatą Szydło Misiewiczem, jest w zasadzie bez znaczenia, ale że tak samo traktuje w tej sprawie samego prezesa PiS?

Błyskotliwa kariera młodego przybocznego szefa MON, na dodatek bez wyższego wykształcenia, całej rządzącej formacji staje kością gardle, a kpią z niego nawet najbardziej zatwardziali prawicowcy na Twitterze. Adiutant Macierewicza, tak zaciekle przez niego broniony, stał się niechcianym symbolem nowej władzy i IV RP bis. W PiS mówią, że prezes uważa, iż Misiewicz psuje partii wizerunek, ale Macierewiczowi za dużo nie może zrobić. Ale kto wie - powtarzają - może prezes odbierze mu jedną zabaweczkę i pozbawi szefostwa okręgu piotrkowskiego. Także po to, by odciąć od terenu jego adiutanta, Misiewicza.

To byłby cios, bo Macierewicz, także z pomocą Misiewicza, z krótką przerwą rządzi okręgiem od trzech lat, wybierają go tam od trzech kadencji, a w ostatnich wyborach lista PiS z Macierewiczem na jedynce zdobyła 7 mandatów poselskich na 9 możliwych. Oficjalnie wśród radnych i szeregowych działaczy szef okręgu jest ceniony i lubiany. Nieoficjalnie już tak bosko nie jest, ale działacze dziennikarzy posyłają na drzewo.

- Na Antoniego nie powiem złego słowa, ktoś może podsłuchiwać, po co mi kłopoty? - usłyszeliśmy od jednego z działaczy piotrkowskich. - Ma swoje wyskoki, ale to najprawdziwszy patriota, a takim zawsze będzie pod górkę w takiej Polsce. On ją zmienią.

Taka Polska...

Takiej Polsce, czyli jakiej? Odpowiedź tkwi w biografii Macierewicza, tej peerolwskiej i tej z III i IV RP. Antoni Macierewicz na świat przyszedł trzy lata po wojnie, rodzice byli naukowcami ze stopniami doktorskimi, jest najmłodszy z trójki rodzeństwa. Już z liceum wyrzucono go z przyczyn politycznych, bo zaniechał potępienia orędzia biskupów polskich do niemieckich. Ten rys powtarzał się w jego biografii cyklicznie: zawieszono go podczas studiów po aresztowaniach tuż po Marcu’68, a gdy już skończył studia historyczne, nie pozwolono mu na otwarcie przewodu doktorskiego.

Wcześniej był instruktorem harcerskim legendarnej "Czarnej Jedynki", szkoły charakteru, z której pochodzą m.in. Janusz Onyszkiewicz, Janusz Korwin-Mikke, Przemysław Gintrowski, Ludwik Dorn czy Janusz Kijowski oraz Andrzej Celiński.

Za komuny młody Macierewicz był zawsze tam, gdzie komunistyczny reżim tłukł robotników: w grudniu’70 pomagał organizować krew dla rannych w wydarzeniach na Wybrzeżu, w 1976 roku pomagał represjonowanym w Ursusie czy Radomiu, w stanie wojennym internowany, a po ucieczce (był w szpitalu, nie wrócił z przepustki do dentysty, a do Warszawy przewieziono go m.in. karawanem) ukrywał się do 1984 roku.

Ale kluczowy wątek w biografii Macierewicza, który może pomóc w odpowiedzi na pytanie, co znaczy figura "taka Polska", być może tkwi w 1976 roku, gdy powstawał Komitet Obrony Robotników. Macierewicz był jednym z założycieli KOR, do którego dołączył potem Adam Michnik. Dziś trudno w to uwierzyć, ale byli wówczas przyjaciółmi. Z tych właśnie dwóch biografii powstały dwie Polski. Polska Michnika to ta świecka, antylustracyjna, lewicowa, wzmocniona potęgą informacyjną „Gazety Wyborczej”, na prawicy wyszydzanej jako różowa propagandówka, robiąca prawdziwym Polakom „wodę z mózgu”, Polska układu w Magdalence, zbudowana na esbeckiej agenturze.

A Polska Macierewicza? To Polska oznajmiająca, że to, co dziś mamy, to PRL bis, z wyjątkiem czasów, gdy rządził PiS i rząd Jana Olszewskiego. Polska „patriotyczna”, prokościelna, „prawdziwa”, narodowa, tępiąca agentów obcych i swoich, czyli tajnych współpracowników bezpieki, uwłaszczonych na majątku III RP. Polska tropienia spisków i układów. Ta narracja ma zresztą fundament w biografii Macierewicza, bo to przecież za przyczyną tzw. listy Macierewicza upadł rząd Olszewskiego w czerwcu 1992 roku, prawdziwy mit założycielski Prawa i Sprawiedliwości.

Dla tego pokolenia wyborców PiS, które pamięta tamten czerwiec, to Macierewicz jest symbolem walki z układem magdalenkowym, a nie prezes Kaczyński. Gdyby politykę porównać z grą komputerową, to Macierewicz zyskałby w niej dodatkowe życie i nie ostatnie. Nie ostatnie, bo potem w świecie wyznawców PiS zyskał kolejną dozgonną wdzięczność za likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych w latach 2005-2007 (jego misję kończył Jan Olszewski).

To, że lista Macierewicza w istocie była listą zewidencjonowanych przez UB i SB jako agentów, agentami nie byli de facto wszyscy z tej listy, a sąd lustracyjny z zarzutu współpracy uniewinnił potem m.in. marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego, jest kompletnie bez znaczenia dla wyznawców Macierewicza i to żadna ironia, a po prostu fakt. Podobnie jak w przypadku likwidacji WSI. Wojskowy kontrwywiad, spenetrowany w sporej części przez służby federacji rosyjskiej, zlikwidowano po tym, jak PiS i PO (z wyjątkiem Bronisława Komorowskiego, który głosował przeciw) przegłosowały ustawę w Sejmie. Ale po likwidacji ukazał się raport, zwany też drugą listą Macierewicza, który ujawnił całą agenturę WSI.

Skarb Państwa za raport i aneksy wypłacił już ponad 1,2 mln zł odszkodowań, bo sam Macierewicz jako szef komisji weryfikacyjnej WSI... nie został wskazany przez sądy jako strona. Przegrał za to cywilne procesy i przepraszał Jana Wejcherta i Mariusza Waltera z ITI. Tyle że w świecie wyznawców PiS taki rys w sądowej biografii tylko podbija wartość mitu Macierewicza, niezłomnego, który „za prawdę” jest tępiony przez stary układ i patologiczne sądy.

Twarz Polski smoleńskiej

Ale to jest tylko część wachlarza zasług, jaki daje twardemu elektoratowi PiS Macierewicz. Prawdziwe paliwo jego politycznej (i quasi-śledczej działalności) przyniosła katastrofa smoleńska. Antoni Macierewicz jest najzagorzalszym przeciwnikiem oficjalnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Gdy PiS jeszcze było w opozycji, stworzył zespół parlamentarny, który wyjaśniał katastrofę w kontrze do komisji byłego ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera i rosyjskiej komisji generał Anodiny. Gdy został szefem MON, powołano specjalną, dobrze opłacaną, sejmową podkomisję smoleńską. To, ile i jak niesamowitych teorii rozważano, łącznie z wybuchami, rosyjskim zamachem i rozpyleniem mgły, jest tak naprawdę bez znaczenia. Znaczenie, i to kluczowe, ma fakt, że Macierewicz jest zwornikiem wszystkich smoleńskich emocji ludzi z katastrofą niepogodzonych i niewierzących w wypadek. On ten smoleński lud jednoczy i mobilizuje, i co naturalne - jest jego twarzą. Dojmującą świadomość tego faktu ma Jarosław Kaczyński, który utracił przecież pod Smoleńskiem ukochanego brata i bratową. Pozbyć się Macierewicza w takiej sytuacji, byłoby niczym przyznanie, że to Miller i Anodina mają rację w sprawie Smoleńska. Ato oznacza kolejne życie w grze Macierewicza, bo tak naprawdę Kaczyński stał się jego zakładnikiem.

Macierewicz jest ikoną nie tylko dla jego wyznawców, czyli najtwardszej części elektoratu PiS. Dość naturalnie stał się ikoną przeciwników PiS. Dla tych, którzy boją się szaleństwa PiS, stał się symbolem najwyższego stopnia wtajemniczenia w tym obłędzie, wręcz jego kapłanem. Znów on, a nie Kaczyński. W PiS też to wiedzą i dlatego podczas długiej kampanii między zeszłorocznymi wyborami dostąpił, jako jedyny obok umiłowanego przywódcy, zaszczytu schowania go przez piarowców PiS przed opinią publiczną i mediami.

Z racji swej ikoniczności stał się zresztą jeszcze przed dojściem PiS do władzy "człowiekiem memem" i w tej kategorii zdaje się także przewyższać o co najmniej głowę prezesa PiS. Dla piewców anty-PiS Macierewicz materiałem jest idealnym, także przez swoją fizyczność. Internet zalany jest materiałami wykorzystującymi fotografie ministra z nader wytrzeszczonymi, płonącymi wręcz oczyma, które są jednak naturalnym walorem Macierewicza, z dorobionym kaftanem bezpieczeństwa na reszcie ciała lub w kitlu szalonego naukowca. Te oczy dla nich to "czysty obłęd".

Zresztą nawet w Łodzi odbędzie się lada dzień spotkanie pod hasłem "Macierewicz - szaleniec czy agent wpływu", a pod tym kątem o szefie MON opowie finalista Nagrody Literackiej Nike, Tomasz Piątek. Cóż, na temat Jarosława Kaczyńskiego takich spotkań się już raczej nie organizuje, a to kolejny dowód na to, że więcej znaczy dziś Macierewicz od Kaczyńskiego. Prezes go tylko partyjnie skonsekrował, ale to jego smoleński minister jest frontmanem walki o nową Polskę. Fani szefa MON w tej naszej polskiej memografi przedstawiają go ze spokojnym i pewnym spojrzeniem, często w mundurze lub z mundurowymi w tle, w otoczce patriotycznych haseł. Dla nich Macierewicz ma oczy pełne pasji i patriotycznego oddania ojczyźnie. Tyle że teraz siła uderzenia obrońców Macierewicza nieco zelżała. PiS jest przy władzy, Macierewicz rządzi ministerstwem obrony, a lemingi zostały pokonane, dla niektórych ostatecznie. To już inny poziom wojny o zmienianie Polski, bo przyklepany głosem suwerena - jakby w PiS powiedziano.

Minister Macierewicz

W rządzie premier Beaty Szydło Macierewicz też ma pozycję wyjątkową, co szefowej rządu przeszkadza, ale nie ma się co oszukiwać, że premier ma to jakiś wpływ. MON to jest księstwo udzielne Macierewicza. Jako minister oceniany niemal tylko przez pryzmat własnych cech osobowości. Dla jednym jest bogiem, dla innych diabłem i to wyjątkowo fatalnie zorganizowanym. Nie chodzi nawet tylko o chaos informacyjny w sprawie nowego zamówienia na helikoptery wielozadaniowe. Dla jednych budzi antyrosyjskie fobie, a że Kremlowi to na rękę, to jest rosyjskim śpiochem.

Ale dla wyznawców podnosi godność ojczyzny, irytując Władimira Putina. Jego konikiem jest potępiana w czambuł przez opozycję Obrona Terytorialna, czyli zmilitaryzowane oddziały ochotników. Pomysł obiektywnie nie jest zły, pytanie tylko, czy jego finansowanie nie pójdzie aż tak daleko, że pod znakiem zapytania staną strategiczne zakupy sprzętu dla zawodowej armii. Obawy, zazwyczaj jego przeciwników, budzi to, komu rotę na wierność tak naprawdę składają ochotnicy OT: Polsce czy Macierewiczowi. I niech nikt się kiedyś nie zdziwi, jeśli jedna część podzielonego kraju postawi znak równości między jednym a drugim.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Marcin Darda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.