Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

To będzie wielkie amerykańskie zaćmienie Słońca. Gratka dla łowców

Czytaj dalej
Fot. Nadesłana
Grzegorz Kończewski

To będzie wielkie amerykańskie zaćmienie Słońca. Gratka dla łowców

Grzegorz Kończewski

Wielu nie może się już doczekać. 21 sierpnia to magiczne zjawisko będzie można podziwiać nad Stanami Zjednoczonymi. - Przyciągnie miliony obserwatorów z całego świata - uważa astronom Sebastian Soberski, który ma już na koncie pięć takich astronomicznych wypraw.

Do tych najbardziej udanych kierownik Planetarium i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Grudziądzu zalicza ubiegłoroczny wyjazd do Indonezji. Wraz z ekipą grudziądzkiej telewizji kablowej zaokrętował się na specjalnym „zaćmieniowym” statku MS „Volendam”, na którym przebywało około półtora tysiąca obładowanych sprzętem obserwacyjnym astronomów i miłośników astronomii z wielu krajów.

- Prognozy nie były najlepsze - wspomina Sebastian Soberski. - Wiele wskazywało na to, że niebo zasłonią chmury i z obserwacji całkowitego zaćmienia Słońca nic nie wyjdzie. Na szczęście Fred Espenak, emerytowany pracownik agencji NASA, kierownik tej wyprawy, wnikliwie analizował zdjęcia satelitarne i był w stałym kontakcie z kapitanem statku. I udało się uciec przed chmurami! Tuż przed fazą całkowitego zaćmienia wpłynęliśmy do Cieśniny Makasarskiej na Oceanie Spokojnym, między wyspami Borneo i Celebes, gdzie niebo było czyste i warunki do obserwacji idealne.

Pokłosiem tamtej wyprawy były specjalne odcinki programu „Obserwatorium”, który od 5 lat emitowany jest przez TVSM Grudziądz, a także wywiady z łowcami zaćmień. Plan tegorocznej, sierpniowej wyprawy do USA, organizowanej przez Fundację Nicolaus Copernicus, jest równie ambitny. Głównym celem jest podzielenie się fantastycznym zjawiskiem na niebie nie tylko z Polakami, ale całą rzeszą internautów na świecie. Amerykańskie zaćmienie Słońca będzie na żywo relacjonowane i komentowane na internetowej stronie fundacji. Oby tylko dopisała pogoda.

Czy jest jeszcze szansa, by zdążyć zorganizować indywidualny wyjazd na całkowite zaćmienie Słońca, które 21 sierpnia będzie widoczne w Stanach Zjednoczonych?

Oczywiście, i gorąco do tego zachęcam. Załatwianie wizy w warszawskiej ambasadzie USA odbywa się teraz błyskawicznie, ze wszystkim można się zmieścić w 10 dniach, a rozmowa z konsulem bywa naprawdę krótka. W moim przypadku nie było to nawet jedno zdanie. Zapytany o cel wizyty, powiedziałem tylko: „GAE”. Urzędnik uśmiechnął się i ze zrozumieniem skinął głową.

Wielkim amerykańskim całkowitym zaćmieniem Słońca (Great American Eclipse) Stany żyją już od dłuższego czasu. Dlaczego?

To zaćmienie rzeczywiście będzie szczególne. Pas ciemności, mający szerokość kilkudziesięciu kilometrów, bo przecież tarcza Księżyca całkowicie zasłoni Słońce, centralnie przetnie Stany Zjednoczone. Zaćmienie rozpocznie się niedaleko miasteczka Salem w stanie Oregon na Zachodnim Wybrzeżu i postępować będzie na wschód, m.in. przez Wyoming oraz Nebraskę, i zakończy się w okolicach Charleston w Południowej Karolinie. Tak wielki obszar, na dodatek świetnie skomunikowany - przecięty siecią autostrad, linii kolejowych i dróg , daje możliwość podziwiania tego niezwykłego zjawiska każdemu zainteresowanemu. Szacuje się, że tegoroczne zaćmienie Słońca przyciągnie miliony obserwatorów. Nie ma się więc co dziwić, że Amerykanie już od trzech lat chodzą w koszulkach z wydrukowaną na nich mapą i napisem „GAE”.

Chyba że to wielkie amerykańskie widowisko przysłonią chmury…

Tego, oczywiście, na sto procent nie da się wykluczyć, choć w internecie są już dostępne alternatywne rozwiązania, dotyczące szybkiego przemieszczania się w razie niespodzianki pogodowej. Szczęśliwie - po raz kolejny w przypadku GAE - składa się, że ten pas zaćmienia przetnie obszary statystycznie bardzo stabilne pogodowo. Jay Anderson z amerykańskiej agencji NASA, który od lat przed każdym całkowitym zaćmieniem Słońca przygotowuje tego typu analizy i raczej się nie myli, tym razem wskazuje na centralny Oregon. Tam mają być idealne warunki do obserwacji, tam też spodziewać się można największych tłumów.

Pan też tam będzie?

Nasza 10-osobowa ekipa z Fundacji Nicolaus Copernicus w Truszczynach leci do Chicago, skąd wynajętymi samochodami pojedziemy do Nebraski. Mamy szczegółowy plan z precyzyjnie określonymi trzema miejscami, w których szanse na dobrą pogodę są najlepsze. Oczywiście, jedziemy oglądać całkowite zaćmienie Słońca, ale głównym celem tej wyprawy jest podzielenie się tym fantastycznym zjawiskiem nie tylko z wszystkimi Polakami, ale i rzeszą internautów na całym świecie. Na stronie fundacji (www.fundacjacopernicus.pl) będziemy zaćmienie relacjonować i komentować na żywo, powstanie też film dokumentujący to zjawisko oraz specjalne odcinki programu „Obserwatorium”, od pięciu lat emitowanego - powstało już 75 odcinków - w grudziądzkiej telewizji kablowej.

To pewnie i sprzętu będziecie potrzebowali sporo…

Zabieramy pięć teleskopów różnych typów, w tym największy z dostępnych w Polsce teleskop słoneczny marki LUNT, który daje możliwość obserwacji fazy częściowej zaćmienia, a dzięki zastosowanemu filtrowi H-alpha także protuberancji, czyli wyrzutów miliardów ton materii z powierzchni Słońca. Cały czas prowadzimy jeszcze negocjacje z liniami lotniczymi, dotyczące zwiększenia limitu bagażu, bo przecież nasz sprzęt będzie ważył kilkaset kilogramów. Według normalnych stawek zapłacilibyśmy majątek.

Które to już będzie Pana całkowite zaćmienie Słońca?

Szóste, 20 lat temu jako student fizyki i astronomii na UMK w Toruniu pojechałem do Mongolii, dwa lata później obserwowałem to zjawisko na Węgrzech, w 2001 roku w afrykańskiej Zambii, w 2009 w Chinach, a w ubiegłym roku wraz z grudziądzką ekipą dokumentowaliśmy zaćmienie Słońca w Indonezji. Częściowych zaćmień nie liczę, bo są zbyt pospolite.


Co tak Pana kręci w tych zaćmieniach?

Po pierwsze, niesamowita jest ta przewidywalność Kosmosu, kiedy to na jednej linii ustawiają się cztery ciała: Słońce, Księżyc, Ziemia i obserwator. Człowiek ma poczucie tej niezwykłej wyjątkowości. Niepowtarzalnych, zaręczam - za każdym razem innych, zapierających dech w piersiach przeżyć duchowych (wiele osób mówi wręcz, że to najgłębsze przeżycia w ich życiu), dostarcza obserwacja korony słonecznej, która na co dzień nie jest widoczna, bo jej jasność jest 200 tysięcy razy mniejsza od jasności tarczy Słońca.

Na czym polega wyjątkowość tej obserwacji?

Chodzi o to, że ludzkie oczy nie są w stanie zobaczyć pola magnetycznego, ale podczas zaćmienia Słońca możemy zaobserwować je w sposób pośredni. Po prostu cząstki wiatru słonecznego w koronie słonecznej układają się zgodnie z przebiegiem pola magnetycznego. I widzimy taki pióropusz, aureolę otaczającą Słońce. Do tego dochodzi świadomość, że nigdy nie wiadomo, jak ta korona się ułoży, jaki będzie miała kształt. Jest jak kobieta - nieprzewidywalna, ale zawsze piękna. A taką wisienką na torcie dla każdego miłośnika astronomii są wspomniane już protuberancje, czyli wyrzuty materii obserwowane przy krawędziach Słońca. One też za każdym razem są absolutnie wyjątkowe.

To pewnie kształt tej korony słonecznej, którą Pan po raz pierwszy zobaczył w Mongolii, wciąż ma Pan przed oczyma…

Niestety, akurat w Mongolii pogoda nie pozwoliła na takie przeżycia. Był marzec, wraz z polską grupą całą noc przeczekaliśmy na zaśnieżonej pustyni Gobi. Rano zachmurzenie było stuprocentowe. Licząc na to, że podczas całkowitego zaćmienia Słońca coś się jednak zmieni, wtargaliśmy cały sprzęt na całkiem spore wzniesienie. Tuż przed tym najważniejszym momentem zaczął jednak padać śnieg, a więc nie było żadnych obserwacji. Koleżanki studentki z Warszawy popłakały się, a załamani koledzy w przypływie rozczarowania chcieli porzucić wypożyczony w Grudziądzu cenny sprzęt obserwacyjny. Oj, musiałem się nagimnastykować, by ich od tego odwieść.

Jaka jest zatem Pana „skuteczność” obserwacyjna?

Na razie w tych zmaganiach z pogodą wygrywam trzy do dwóch. Niczego nie udało mi się zaobserwować także w 2009 roku w Chinach, gdzie prognozy były kiepskie, a nasza ekipa, chcąc zwiększyć szanse, jeździła po okolicy wynajętym autobusem. Bez szans - w ciągu godziny poprzedzającej całkowite zaćmienie Słońca spadło 15 cm deszczu. Tymczasem nasza przewodniczka, która została w mieście, oglądała - choć jej wcale na tym nie zależało - piękne zaćmienie, leżąc wygodnie na leżaku na balkonie wieżowca.

Chyba żaden z „łowców” zaćmień nie jest w stanie uniknąć tego ryzyka…

Oczywiście, ale tym większa jest radość, kiedy przez kilka minut, bo tyle średnio trwa całkowite zaćmienie Słońca, człowiek znajdzie się we właściwym i sprzyjającym miejscu na kuli ziemskiej. Oby tak było w Stanach.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grzegorz Kończewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.