Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Siostra zamordowanego Franciszka Walczaka: - Dziękuję Czytelnikom!

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Rusek
Tomasz Rusek

Siostra zamordowanego Franciszka Walczaka: - Dziękuję Czytelnikom!

Tomasz Rusek

- Cieszę się, że brat będzie miał godny nagrobek - mówi Helena Musiałowska, siostra Franciszka Walczaka. I ociera łzy wzruszenia

- To był dobry chłopiec. Miałam 13 lat, gdy do rodziców, do Obudna (wieś w woj. kujawsko - pomorskim - dop. red.) przyszedł telegram, że nie żyje. A dostali ją właśnie 6 czerwca, tylko że 1945 r. W dniu jego pogrzebu. To dlatego nie było na nim nikogo z rodziny. Pamiętam to wszystko dobrze. Tak płakaliśmy... Tak nam było smutno... Nasz Franek... - wspomina pani Helena, siostra zamordowanego przed laty mundurowego, który pilnował powojennego Gorzowa.

Nie miał szans

Milicjanta 28 maja 1945 r. bagnetami podźgali rosyjscy żołnierze. Zaatakowali go koło Białego Kościoła. I dlatego tę ulicę nazwano na jego cześć. Do dziś jest ona jedną z najważniejszych ulic w mieście. Ale o grobie - z fałszywą tatą śmierci! - miasto zapomniało. Zniszczona mogiła jest na cmentarzu przy ul. Warszawskiej. Z inicjatywy dyr. Archiwum Państwowego Dariusza Rymara z olbrzymią pomocą Czytelników zebraliśmy na jej odnowienie 1 tys. zł. Firma Products oceniła, że wystarczy na wyszlifowanie nagrobka i wykucie właściwej daty zgonu.

Jednak wzruszona rodzina Walczaka na wieść o zbiórce dołożyła jeszcze 500 zł. I to zmienia postać rzeczy: Pomnik przejdzie renowację, zostanie nieco podniesiony i wypoziomowany. Pojawi się zupełnie nowa płyta napisowa - z granitu. Z właściwą datą i dłuższą informacją o Walczaku. Najpierw jednak trzeba uzgodnić wszystkie prace z konserwatorem zabytków (mogiła nie jest zabytkiem, ale cały cmentarz - owszem).

Smutna pamięć

- To wspaniałe, że mieszkańcy pamiętają o moim bracie. Ja też o nim nigdy nie zapomnę. On przyjechał do Gorzowa, by się uczyć. To było jego marzenie. A już po dwóch miesiącach nie żył. Taka smutna historia... Taka smutna... - mówi wzruszona pani Helena.

Dodaje, że rodzice byli załamani jego śmiercią i tym, że nikogo z bliskich nie było na pogrzebie. Dopiero po kilku dniach siostra pani Heleny ze szwagrem ruszyli pociągiem towarowym w stronę Gorzowa. W mieście maszyna tylko zwolniła. Krewni dosłownie wyskoczyli na stacji i pobiegli na grób. - Wtedy powiedziano nam, że napadła go jakaś banda. Był taki pobity, podźgany. Nóż w nim złamali! Całą głowę miał w bandażach. Tak nam opowiadał ówczesny komendant, który z moją siostrą zapłakał nad Frankiem - wspomina pani Helena.

Sama mieszka od lat w Sławnie koło Strzelec Krajeńskich. Gdy tylko może, odwiedza grób brata. Ale na odnowienie pomnika nie było jej nigdy stać. Dzięki pomocy Czytelników w końcu będzie to możliwe. - Dziękuję. Dziękuję z całego serca - dodaje siostra Franciszka Walczaka.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Tomasz Rusek

Gorzów to moje ukochane miasto. Tu się urodziłem, tu żyję, tu się zestarzeję, ale umrzeć chciałbym w Norwegii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.