Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Ewa Wilczyńska

Poradnik dla tych, którzy chcą popsuć pierwszą randkę

Poradnik dla tych, którzy chcą popsuć pierwszą randkę Fot. 123rf
Ewa Wilczyńska

Zbyt szybka jazda samochodem, obgryzione paznokcie i maniakalne skupienie się na sobie - to dobre sposoby na zniechęcenie kogoś, z kim się umówiliśmy na romantyczne spotkanie. Nie ma jednak nic gorszego niż... nuda.

Saper myli się podobno tylko raz. A każdy z nas przynajmniej raz w życiu czuł się jak saper - w czasie wyczekiwanej pierwszej randki. Co może pójść nie tak? Wszystko. Podobno najgorsze wrażenie można zrobić chamstwem i nieortodoksyjnym podejściem do higieny...

Ale ważny jest też strój. Znana wrocławska dziennikarka Wanda Ziembicka podkreśla, że zawsze dbała o to, żeby w takiej chwili był elegancki. Sukienki musiały być kolorowe, ale nie niebieskie, bo niebieskiego nie lubi.

- Największą wagę przykładałam do bielizny, a kiedyś to wcale nie było łatwe

- wspomina. Do tego koniecznie kilka kropel perfum "Być może" i udana randka gotowa! A przynajmniej większość randek, bo mimo całej dbałości o wygląd, to właśnie on stanął kiedyś pani Wandzie na drodze.

Jak opowiada, na studiach zakochała się w chłopaku, który grał na pianinie. Ona też trochę grała, więc pomyślała, że wspólne uderzanie w klawisze ich połączy. Przeszkodą okazały się jednak... paznokcie. - Z nerwów bardzo je obgryzałam. Kiedy on je zobaczył, stwierdził, że dopóki będą takie brzydkie, to nic z tego - opowiada z uśmiechem. Zawzięła się, przestała obgryzać. Paznokcie urosły długie i ładne. Tylko że chłopak zniknął...

Nic dziwnego, że sprawą pierwszej randki zajęli się uczeni. Idealnego stroju na randkę poszukiwali naukowcy z Uniwersytetu Rochester. Pokazywali mężczyznom kobiety ubrane w kreacje o różnych kolorach. Zdecydowana większość postawiła na panie w czerwonym. Za tym wyborem szły także pieniądze - panowie zadeklarowali, że na tak ubraną kobietę są w stanie wydać najwięcej. Ale panie koło ubranego na czerwono mężczyzny też nie przechodzą obojętnie. Ci w szkarłatnych koszulach lub choćby stojący na tle czerwonych ścian zostali uznani za mających wyższy status społeczny.

Magda, studentka psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim, żartuje, że jej widocznie czerwonej sukienki zabrakło. - Chodziliśmy od lokalu do lokalu, bo on uważał, że wszędzie jest za drogie piwo. Skończyliśmy w podrzędnym barze, w którym było tak głośno, że nie dało się rozmawiać - opowiada o swojej pierwszej i zarazem ostatniej randce z chłopakiem poznanym w internecie.

Zawody miłosne

Radosław Hyży, koszykarz Śląska Wrocław, mówi, że randkowania uczył się od starszych kolegów z drużyny. - Nie oszukujmy się, nigdy nie byłem amantem, typem super-przystojniaka - opowiada. W liceum niewiele miał wspólnego z randkowaniem. Jak mówi, nie chodzi o to, że z dziewczynami coś było nie tak. One wolały chłopaków z zawodówki i technikum, a nie jego, który albo siedział przy książkach, albo na boisku.

Potem "życia towarzyskiego" trochę uczył go kolega z drużyny, Marek Sobczyński.

- Obserwowałem, jak traktuje kobiety i sam chciałem się tak zachowywać

- wspomina. I dodaje, że to koledzy wypchnęli go na pierwszą prawdziwą randkę - z obecną żoną, Małgosią. Sam, jak deklaruje, pewnie by się nie odważył. Powiedzieli mu, że zobaczyła go w kawiarni i przesyła pozdrowienia. Do dzisiaj nie wie, czy sobie tego nie wymyślili, ale Małgosia z nim została. Radosław Hyży przyznaje, że już jej na randki nie zaprasza. Trochę mu wstyd, ale zawsze wygrywa sport...

Sport wygrał też z innymi atrakcjami na pierwszej randce Anny, która pracuje we Wrocławiu w wielkiej korporacji. - Zaprosił mnie do siebie. Byłam pewna, że będziemy sami. Wchodzą, a tam grupa jego kolegów oglądających mecz. Po godzinie powiedziałam, że źle się czuję i wyszłam - opowiada. Tak się nauczyła, że piłkarskie mistrzostwa świata to nie najlepszy czas na randki.

Fura, skóra i komóra

Listę zachowań, które uznano za największe wpadki podczas pierwszej randki, opublikował niedawno Brytyjski Institute of Advanced Motorist. Ranking otwiera chamstwo, tuż za nim jest brak higieny. Ankietowani za wpadkę uznali też szybką, agresywną jazdę samochodem i pisanie esemesów za kółkiem. W cenie nie jest też egocentryzm.

W pierwszej dziesiątce najgorszych wpadek na randkach znalazł się też niegustowny strój. Do tego można by dodać: nieodpowiedni. - Miejsce randki miało być niespodzianką. Pół dnia spędziłam przed lustrem. Włożyłam szpilki i obcisłą sukienkę, a okazało się, że wieczór spędzimy na gokartach - opowiada Karolina , wrocławska kosmetyczka.

25 proc. badanych w Wielkiej Brytanii za największą wpadkę na randce uznało spocone dłonie. Fizjologia potrafi zniszczyć najbardziej romantyczny wieczór. - Nic nie zjadłam przed randką, bo nie chciałam czuć się ociężała. Potem przez cały czas burczało mi w brzuchu i nie myślałam o niczym innym - opowiada Agnieszka (właśnie skończyła politologię na Uniwersytecie Wrocławskim), która doświadczyła takiej wpadki.

Sporo namieszać może też niestrawność. To, jak wspomina Marzena, która pracuje we wrocławskim wydawnictwie, niepożądany towarzysz pierwszej randki. - Miało być niezobowiązująco i zabawnie, więc umówiliśmy się w wesołym miasteczku. Tylko że kiedy karuzela ruszyła, zrobiło mi się niedobrze. Nie przeszło nawet wtedy, kiedy całą zieloną wsadził mnie do samochodu i chciał odwieźć do domu. Po kilku minutach jazdy poprosiłam, żeby się zatrzymał i... zwymiotowałam na chodnik w centrum Wrocławia - uśmiecha się dziewczyna. - Mogło być gorzej. W końcu nie zwymiotowała w samochodzie. Ale to wcale nie było ostatnie spotkanie.

Richard Wiseman, znany brytyjski psycholog społeczny, przestrzega nie tyle przed randkowymi wpadkami, co przed... nudą. Badania prowadził na tzw. szybkich randkach. Wygląda to tak, że trakcie jednego wieczoru spotyka się kilka obcych osób, a każdy przez chwilę rozmawia z każdym. Na koniec uczestnicy zaznaczają, z kim chcieliby się jeszcze zobaczyć w przyszłości, a organizatorzy przekazują dane kontaktowe tym parom, które są sobą wzajemnie zainteresowane.

Wiseman zauważył, że najgorszą strategią jest prawienie banałów. Ci, którzy cieszyli się najmniejszym zainteresowaniem, pytali: "Często tu bywasz?", zgubne może być także popularne: "Jak się masz?". Potencjalni partnerzy nie cenili też przepełnionych dumą deklaracji o swoich osiągnięciach - "Mam doktorat z teologii" na nikim wrażenia nie zrobiło.

Znacznie większym powodzeniem cieszyli się ci, którzy zachęcali rozmówców, by ci mogli opowiedzieć o sobie w żartobliwy i niezobowiązujący sposób. Hitem okazało się pytanie: "Gdybyś był pizzą, to jakiego rodzaju?". Szybkie randki rządzą się jednak swoimi prawami. W krótkim czasie trzeba zostać zapamiętanym, więc niektórzy robią, co mogą.

Alicja, która prowadzi we Wrocławiu szybkie randki Date of Date, opowiada o mężczyźnie, którego kilka razy musiała prosić, by zakończył trwającą rozmowę (każda jest przewidziana na 7 minut). Ten jednak nie odpuszczał, ale ze spotkania wyszedł z numerem telefonu do kobiety, od której nie potrafił się oderwać. Jednak zdarza się tak, że ludzie siedzą naprzeciwko siebie i uparcie milczą. - Niektórzy bardzo się denerwują i nie potrafią wydusić z siebie ani słowa - przyznaje Alicja.

Pierwsze wrażenie

Stanisław Szelc z kabaretu Elita wspomina, jak poznał swoją żonę Dorotę. Zobaczył ją na tańcach w we wrocławskim klubie Pałacyk, a że tańczyć nie lubił, to zaproponował jej spotkanie przy winie. Zgodziła się. A on... zapomniał. W umówione miejsce nie przyszedł. Żona wypomina mu to dzisiaj...

Przy kolejnym spotkaniu w Pałacyku nie była jednak tak obrażona, by odmówić ponownej propozycji spotkania. Tym razem zaproponował spacer i koniak. Zresztą tym koniakiem bardzo jej zaimponował - młodzi byli wtedy, pieniędzy nie mieli. - Jeszcze parówki z musztardą jedliśmy, a wtedy to już Dorota miała pewność, że ja dobra partia jestem - żartuje satyryk. Na randki zabiera ją już 40 lat. Najchętniej do Literatki w Rynku - na koniak właśnie.

Wanda Ziembicka przyznaje, że na randkach to czasem trzeba było trochę poudawać słodką dziewczynę. - Chłopaki to lubiły - wspomina z szelmowskim uśmiechem. Tylko jej późniejszy mąż, reżyser Wojciech Has, powiedział, że jest za inteligentna na takie głupoty. Ale gdy koleżanki, udając słodziutkie dziewczynki, robiły z mężczyznami, co chciały, to jej się bardzo podobało.

Bo wiadomo - pierwsze wrażenie robi się tylko raz. - Nie jest jednak rozstrzygające - podkreśla psycholog i seksuolog Agnieszka Nomejko. Zaznacza, że większość osób wie, że pierwsza randka rzadko oddaje prawdziwy obraz osób biorących w niej udział. - Za dużo jest z jednej strony tańca godowego i przystrajania w piórka, a z drugiej napięcia wynikającego z poczucia bycia ocenianym - tłumaczy pani psycholog. Wpadka nie musi więc wcale oznaczać, że pierwsza randka będzie ostatnią. Ważne, by wiedzieć, jak wybrnąć z takiego faux pas z twarzą. I w przeciwieństwie do sapera, który myli się raz, ale nie ma już kolejnych szans, w czasie następnych romantycznych spotkań unikać starych błędów.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Ewa Wilczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.