Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy

Czytaj dalej
Fot. archwium / Eduardo Rodriguez Calzado
Maria Mazurek

Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy

Maria Mazurek

Być może dopiero w chwili śmierci decydujemy, czy iść za Chrystusem. O życiu po śmierci wiemy bardzo mało w stosunku do stanu faktycznego, i bardzo dużo, wystarczająco, by ocenić jego wartość - mówi prof. dr hab. Wojciech Misztal z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Porozmawiajmy o śmierci. I tym, co po niej.

Będę mówił jako teolog, choć na tego nieodłącznego towarzysza naszego życia - śmierć - można i trzeba patrzeć z różnej perspektywy. To, co na temat śmierci powiedzą specjaliści od medycyny czy biochemii będzie nie tyle się wykluczać, co uzupełniać z tym, co mówią teolodzy.

Nie będzie się wykluczać? Biolodzy dość brutalnie potrafią wytłumaczyć to, co dzieje się w człowiekiem podczas tzw. śmierci klinicznej.

Każda dyscyplina naukowa ma prawo do swoich poszukiwań. Nie widzę tu powodów do konfliktów. Choć napięcia owszem są, ale to w nauce rzecz normalna. Z chrześcijańskiego punktu widzenia teologicznie umieranie ciała, „wyłączanie się” tego, co już wtedy staje się niepotrzebne, jest wstępem czy początkiem spotkania z inną rzeczywistością.

Zastanówmy się w ten sposób: gdy ciało umrze, już nie mózg, a duch wchodzi w stany nowej, wyższej, decydującej aktywności. Ale to już nie jest domeną biologa.

Świetnie opisał to o. prof. François-Xavier Durrwell, zakonnik, wybitny teolog, w swojej niewielkiej książce „Chrystus, człowiek i śmierć”, którą niedawno opublikowało Wydawnictwo Salwator. Mnie zawarte w niej przemyślenia bardzo pomogły w związku ze śmiercią mamy.

Ojciec profesor Durrwell swoje rozumowanie zasadniczo opiera na tym, co w Piśmie Świętym jest powiedziane o śmierci Chrystusa. Bazuje na bardzo ważnej dla chrześcijaństwa zasadzie podobieństwa między człowiekiem a Chrystusem.

Jeśli mamy być podobni w swoim ziemskim życiu do Chrystusa, to analogicznie w śmierci, zmartwychwstaniu i życiu wiecznym, zbawieni będą do Niego upodobnieni. Podstawowym kluczem do zrozumienia śmierci jest misterium wielkanocne.

W pewnym sensie to w nim jest wszystko, co jest w stanie pomyślnie określić przyszłość śmierci i umarłych: tzn. męka, śmierć, zmartwychwstanie, uwielbienie Chrystusa i przyjście Ducha Świętego. Mam tu także na myśli dalsze losy umarłego ciała.

Rozumiem, że dla chrześcijan śmierć ma być początkiem. A jednak lekarze opiekujący się umierającymi pacjentami wskazują, że się kurczowo życia trzymamy, że każdy, bez względu na wiek i wyznanie, śmierci się boi.

Chrześcijaństwo traktuje śmierć jako możliwość wejścia - wprowadzenia w wieczność, w zmartwychwstanie - jeśli otworzymy się na Boga, Jego łaskę. Ale z drugiej strony wcale nie zaprzecza temu, że umieranie jest ciężkim doświadczeniem - zarówno dla umierającego, jak i jego bliskich.

Przecież sam Chrystus - przypomina o tym Wielki Piątek - bał się cierpienia i śmierci. On, który przecież wiedział, że jest zmartwychwstanie i wspaniałe życie wieczne zupełnie przerastające życie doczesne. Chrystus wcale nie jest też obojętny na cierpienie i śmierć innych. On wzrusza się, płacze, uzdrawia, wskrzesza, czyli przywraca ludziom szczęśliwe życie doczesne.

Swoją ukochaną matkę wziął do nieba z duszą i ciałem, jakby chciał oszczędzić jej tego cierpienia umierania?

Można tak to rozumieć. Dla Chrystusa śmierć nie była doświadczeniem powierzchownym. Przecież On, a później na przykład święty Piotr, wskrzeszają. A moglibyśmy przecież spodziewać się reakcji typu: „Stop, przecież będzie zmartwychwstanie, spotkacie się, co to jest te kilkadziesiąt czy więcej lat w stosunku do wieczności?”.

Jak się patrzy na Biblię, śmierć jest bardzo mocno związana z ciemnością, z grzechem, ale Chrystus trzyma klucze do śmierci i właśnie On obraca te klucze we właściwym kierunku, potrafi zmienić oblicze śmierci, tak że ona staje się przyjazna.

Śmierć jest związana z grzechem, jest wręcz karą. Tak naucza Kościół?

Tak: w znaczeniu teologicznym. Jednak kilkadziesiąt lat temu teologowie prowadzili ożywioną dyskusję: czy gdyby nie było grzechu pierwotnego i dalej innych grzechów, ludzie by umierali? Zdania były podzielone.

Ale jeśli spojrzymy na dane biblijne - myślę głównie o św. Pawle - to wygląda jednak na to, że śmierć jest pochodną grzechu, karą za grzech. Jednak śmierć, gdy jest śmiercią Chrystusa, z Nim, przynosi zbawienie, odpuszczenie grzechów, życie.

Dlaczego zatem Chrystus, skoro był wolny od grzechu, umarł?

Można powiedzieć, że dlatego, że chciał okazać miłość, że chciał być solidarny do końca ze wszystkimi. Ale myślę, podobnie jak o. prof. Durrwell, że chodziło jednak o coś więcej, niż wskazuje powierzchowny kontakt z tymi słowami. Że Chrystus w ten sposób zrobił coś niezwykle ważnego: przemienił dla nas śmierć.

Bóg nie jest solidarny, nie kocha w sensie nie ingerowania w zły stan rzeczy. Dzięki Chrystusowi śmierć, z potomka i narzędzia grzechu, staje się dzieckiem i sprzymierzeńcem łaski, przejściem do pełni życia, szczęścia. Pod warunkiem, że jest śmiercią w Chrystusie. Święty Paweł pisał, że śmierć w Chrystusie, z Chrystusem, prowadzi do życia wiecznego z Nim.

Skoro zbawienie jest możliwe tylko przez Chrystusa, to co z tymi, którzy w niego nie wierzą lub nawet nie mieli okazji się z nim zetknąć? Z tego co wiem, Kościół już nie twierdzi, że zbawienie jest możliwe tylko dla chrześcijan.

Nie jesteśmy pierwszymi ludźmi, którzy nad tym się zastanawiają. Są w Piśmie Świętym zarówno fragmenty wskazujące na to, że zbawienie jest dostępne pod warunkiem uwierzenia w Chrystusa i przyjęcia sakrament chrztu, jak i takie, które wskazują na coś innego.

Jakby sama Biblia stawiała nas wobec dylematów i paradoksów; a może jest to ostrzeżenie przed pesymizmem, lekkomyślnością, upraszczaniem? Wielki myśliciel, święty Augustyn, w starożytności tłumaczył to mniej więcej tak: Ten sam, który ustanowił przyjęcie chrztu jako warunek zbawienia, z tą samą mocą, miłością i mądrością może zbawić tego, kto nie był ochrzczony.

Są też teksty soborowe. Sobór Watykański II stwierdził, że Bóg, w tylko sobie wiadomy sposób, daje każdemu człowiekowi możliwość uczestnictwa w misterium wielkanocnym, czyli w owocach tej miłości, której wyrazem i narzędziem jest męka, śmierć, zmartwych-wstanie Chrystusa i obdarowanie Duchem Świętym.

Czyli?

O. prof. Durrwell tak to interpretuje: w ostatnich chwilach, kiedy doczesne otoczenie nie jest już w stanie jak wcześniej towarzyszyć osobie umierającej, kiedy jej doczesne ciało już całkowicie „zasypia”, umierający, stojąc przed Bogiem, wchodzi w pełnię świadomości, zdolności podejmowania ostatecznych decyzji…

Chce ksiądz przez to powiedzieć, że każdy człowiek, bez względu na to, jaki był i czy słyszał o Chrystusie, na samym końcu ma wybór: przyjmę zbawienie w Chrystusie lub nie?

Jest taka koncepcja teologiczna. Zbieżna na przykład z ewangeliczną relacją o „dobrym łotrze” nawróconym w ostatniej godzinie życia. Ten złoczyńca, po ludzku oceniając, już nic w życiu nie mógł zmienić, zostały mu tylko dobre intencje. Jest też przypowieść o robotnikach ostatniej godziny.

Proszę spojrzeć: mamy szereg tekstów, które ukazują Chrystusa jako jedynego Zbawiciela, który miłość, miłosierdzie ofiaruje bardzo hojnie. Czy Chrystus jest ograniczony czasem? Przestrzenią? Chwilą śmierci? Jak się ma ludzka, przecież bardzo ważna, potrzebna sprawiedliwość, do Bożej sprawiedliwości?

Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy
Eduardo Rodriguez Calzado

Mówimy „chwila śmierci”, zresztą jak inaczej mamy się wyrażać, ale co to znaczy? Czy nasza ludzka perspektywa daje tu wejrzenie we wszystko?

To po co żyć w zgodzie z przykazaniami, po co nam sakramenty, po co się starać, skoro na koniec i tak to my wybieramy?

Może właśnie dlatego (proszę pamiętać, że mówię teraz o koncepcji, wedle której umierający człowiek ma możliwość w sposób wolny, świadomy i odpowiedzialny wybrać swą przyszłość), żebyśmy chcieli i potrafili dobrze dokonać wyboru.

To koncepcja związana z wielką odpowiedzialnością, w której bardzo szanuje się człowieka, dostrzega jego wolność, rozumność ale i ograniczoność, na przykład co do przewidywania. Ale taka wizja może prowadzić do niebezpiecznych zachowań w życiu, do poczucia bezkarności według zasady wszystko się ułoży, a teraz możemy robić, co chcemy.

Święty Paweł bardzo mocno ostrzega przed takim błędnym rozumowaniem, nieliczeniem się ze zdaniem Boga. A doczesność posiada dla Boga ogromną wartość. I Pismo Święte ostrzega przed grzechami, czyli przed groźbą zmarnowania tak daru doczesności jak i daru wieczności.

Daje też wskazania, jak z tych darów skorzystać. Sakramenty, modlitwa, dobre uczynki, dobra wola są tu sprzymierzeńcami Biblii jako nauczyciela i źródło siły.

Święty Paweł napisał, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co Bóg przygotował zbawionym

Proszę pamiętać, że stajemy wobec przeogromnej tajemnicy, a od podejścia do niej bardzo wiele zależy. Gdybym był kierownikiem duchowym danej osoby i źle ją „ustawił”, wziąłbym odpowiedzialność nie tylko za jej własną przyszłość - być może nawet w wymiarze wieczności - ale też za to, co ona zrobi innym osobom i jak one w konsekwencji będą żyły.

Pamiętajmy o tym, o czym mówił kard. Yves Congar: Bóg i jego świat nieskończenie nas przerasta. Więc kiedy mówimy o zbawieniu, trzeba być ostrożnym, pokornym. Ale i mieć zaufanie.

To pierwsze spotkanie z Bogiem w chwili śmierci to tak zwany „sąd szczegółowy”?

To określenie nie może nie być związane z naszym ludzkim spojrzeniem na sprawiedliwość. A przecież jest to spotkanie z Bogiem doskonale sprawiedliwym i doskonale miłosiernym. W „Liście do Rzymian” św. Paweł utożsamia u Boga sprawiedliwość z miłosierdziem.

W grece, w której został spisany Nowy Testament, polskie tłumaczenia „sprawiedliwość” i „usprawiedliwienie” oddają to samo słowo. Myślę, że te bardzo ważne elementy koniecznie trzeba uwzględnić, gdy zastanawiamy się nad sądem szczegółowym po śmierci.

Po sądzie szczegółowym trafiamy albo do nieba, albo do piekła, albo do czyśćca. Dawniej Kościół czyśćcem bardzo straszył, przedstawiając go jako miejsce straszliwych cierpień. Ale nauczanie chyba w tym zakresie się zmieniło?

Co to znaczy, kiedy mówimy, że nauczanie Kościoła zmieniło się albo nie? Zmienia się np. „otoczenie” Kościoła. Nieraz myślę, że nauczanie Kościoła jest jak drzewo, które rośnie, wypuszcza nowe gałęzie, drzewo , które we właściwym czasie daje potrzebne dobre owoce.

O życiu po śmierci wiemy bardzo mało w stosunku do stanu faktycznego, i bardzo dużo, wystarczająco, by ocenić jego wartość

Ludzkie rozumowanie, poznanie dokonuje się w świecie, w którym żyjemy, jest osadzone w kulturze, w potrzebach i możliwościach społeczności, w tym zależy od wiedzy z innych dyscyplin. Weźmy kwestię ekologii.

O ochronie środowiska naturalnego uczy papież Franciszek. A jak podchodzono do tego zagadnienia np. pięćset lat temu? Jeśli inaczej niż dziś, to dlaczego? Przychodziły klęski głodu, brakowało pól pod uprawę...

Jeśli chodzi o kwestie ostateczne, to Kościół mówi o tych trzech możliwościach nie po to, żeby ludzi zastraszyć, ale by pomóc im uniknąć tej najgorszej. Skuteczność przesłania zależy od zrozumiałości informacji. Z jednej strony daną epokę trzeba formować, z drugiej trzeba dostosować się do jej języka, myślenia.

Spójrzmy na to przesłanie jak na działanie o charakterze pedagogicznym bądź profilaktycznym. Ewoluuje świecki system sprawiedliwości, ewoluuje pedagogika. W obu systemach, przynajmniej w Europie i przynajmniej oficjalnie, obecnie zaznaczył się negatywny stosunek do kar cielesnych czy wpływania na ludzkie postępowanie przez strach.

Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy
Andrzej Banaś ks. Wojciech Misztal

Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze coś bardzo ważnego. Cierpienie to wielka tajemnica: trudno o nim odpowiedzialnie mówić, ale też nie da się o nim nie mówić.

Warto postawić sobie następujące pytanie: może twierdzenia o cierpieniu w czyśćcu pozostają w pozytywnym związku z miłością, miłosierdziem i nadzieją, wykorzystywaną szansą przemiany na lepsze? Współcześnie np. ludzki wymiar sprawiedliwości, medycyna czy wychowanie jednak analogiczną rolę cierpienia też znają.

Do czyśćca dusze trafiają do momentu sądu ostatecznego, który nastąpi wraz z ponownym przyjściem Chrystusa. Mówi się, że po śmierci czasu nie ma. Ale czym w takim razie jest czyściec, jeśli nie czekaniem?

Trudno naszą miarę ziemskiego czasu stosować do czyśćca. Święty Augustyn mówił o wieczności tak: tam wszystkie dni stają się razem. Czyściec to jest „miejsce” („miejsce” mówię w cudzysłowie, biorąc pod uwagę, że tam przebywa dusza ludzka), okoliczność, inny sposób istnienia - gdzie dokonuje się pozytywna przemiana człowieka.

To nie jest stagnacja. Czyściec można rozumieć jako proces, gdzie człowiek wzrasta w miłości, dojrzewa, ma jeszcze szansę różne rzeczy przemyśleć, oczyścić się, poprawić, odpokutować.

Czyli w sumie czyściec nie jest taki zły?

Jeśli sprowadzimy go do ludzkiej kategorii karania i odpłaty, to jesteśmy na błędnej drodze. Czyściec to szansa dla ludzi jeszcze nie gotowych do przyjęcia pełni życia. Bardzo obawiam się nadawania Bożej sprawiedliwości cech mściwości.

Ci, którzy trafią do nieba lub piekła, są już tam „bezpieczni”?

Sąd ostateczny będzie przypieczętowaniem tych decyzji, które dotyczyły ludzi zbawionych w niebie i potępionych w piekle. Tak wierzymy. Ale w związku z sądem ostatecznym czeka nas jeszcze jedna zmiana ostateczna: zmartwychwstanie.

No właśnie. Mamy wrócić do swoich ciał. Mnie się to w głowie nie mieści!

Nie jest Pani Redaktor jedyna. Tutaj mamy bardzo liczne towarzystwo. Jest przeciekawa scena w „Dziejach Apostolskich”, kiedy święty Paweł głosi Ewangelię w Atenach. Wszystko zdaje się iść dobrze do momentu, w którym zaczyna mówić o zmartwychwstaniu.

Ta kwestia blokuje ewangelizację Aten, miasta, które bywa uważane za stolicę intelektualną ówczesnego świata. Co ciekawe, skomplikowane greckie spojrzenie na człowieka wygląda na monistyczne, bo duch wg niego to najdoskonalsza materia.

W takim razie czemu wspomniane trudności? Tymczasem chrześcijaństwo do kwestii zmartwychwstania podchodzi bardzo poważnie i uważa ją za fundamentalną. To znajduje się nawet w „Credo”, w wyznaniu wiary.

Pomijam, że to kłóci z zasadą obiegu materii w przyrodzie. Ale do jakich ciał mamy wrócić: tych z chwili śmierci, urodzenia, wieku średniego?

Jak odpowiedzieć na ostatnie pytanie, tego nie wiem. Nie stanowi to jednak moim zdaniem powodu, by zmartwychwstanie kwestionować. Raczej mamy okazję, by dobrze się zastanowić. Natomiast czy to się kłóci z prawami przyrody? Uważam, że nie, że to raczej znowu interesujące wyzwanie dla naszego umysłu.

Pamiętam taką scenę podczas moich studiów teologicznych w Paryżu. Ktoś podważał zmartwychwstanie pytaniem: „Jak ci wszyscy ludzie pomieszczą się na Polach Elizejskich w Paryżu?”. „Eschatologia” kard. Ratzingera kończy się w ten sposób, że autor stwierdza, że nie jesteśmy sobie w stanie przyszłego świata wyobrazić, ale na pewno będzie jakieś ostateczne, korzystne powiązanie materii, ciała i duszy.

Ciało Chrystusa było rozpoznawalne po Jego zmartwychwstaniu, wygląda na to, że apostołowie rozpoznawali Go po wyglądzie fizycznym i tak pokonali swe wątpliwości. Natomiast św. Paweł opisuje przemianę, jaką jest zmartwychwstanie ciała zbawionych wskazując na przejście - przeprowadzenie np. z podlegania zepsuciu do niepodlegania mu, do życia w chwale, w mocy.

Niepodleganie zepsuciu, chwała, moc to ostatecznie przymioty samego Boga. W zmartwychwstaniu Bóg dzieli się bardzo szczodrze ze zbawionymi. Św. Paweł pisze, że wtedy ciało ludzkie, nie przestając być sobą, stanie się ciałem duchowym. Jeśli dobrze rozumiem, to chodzi o pełne bycie ożywianym przez Ducha Świętego i pełną integrację bytu ludzkiego jako takiego.

Używa się tu określenia „przebóstwienie”. Może trzeba tutaj dostrzec rozwój materii, jej doskonalenie? Ten dar Boga, jakim jest materia, też przecież ma swe dzieje, bogactwo możliwości i niejedną jeszcze tajemnicę.

A piekło? Co o nim wiemy? Jest przedstawiane na ogół jako miejsce pełne ognia lub - przeciwnie - ciemne, wilgotne.

Bardzo liczy się przesłanie: zrób wszystko, żebyście ty i twoi bliscy tam nie trafili. A żeby skutecznie przekazać tę przestrogę, ludzie wskazywali m.in. na to, czego się bali, o czym wiedzieli, że jest złe. Ważną rolę spełnia tu kontekst kulturowy. Więc mamy wyobrażenia np. ognia, ciemnych lochów bez oświetlenia.

Czy wprowadzają one w błąd? Bardzo ważne w tym wszystkim jest wskazanie, że nie warto tam się dostać, że faktycznie jest to miejsce najstraszniejsze z możliwych.

A niebo? Ludzie wyobrażają je sobie na ogół jako słoneczne łąki.

O niebie wiemy, że jest wieczne - a więc nie ma w nim np. przemijania rozumianego jako coś negatywnego, „zużywania się” ciała. Określenie „wieczne” trzeba tu koniecznie rozumieć jako wskazujące na najwyższą jakości życia, pełnię życia, szczęścia.

Tam panuje pełna doskonałość. Święty Paweł pisał o niebie: będziemy zawsze z Panem i z naszymi bliskimi zbawionymi, będziemy się sobą cieszyć nawzajem.

Odnajdziemy się w nim z naszymi bliskimi?

Na pewno nie jest tak, że życie wieczne to wyizolowanie sam na sam człowieka. W „Apokalipsie” hołd Chrystusowi oddaje szczęśliwy niezliczony tłum. Wspólnie. Musimy zrobić wszystko, co możliwe, z naszej strony, by i nasi bliscy w niebie obok nas się znaleźli. Niebo, zbawienie nie wyizolowuje np. na zasadzie egoistycznego „mnie jest dobrze, to co mnie obchodzą inni”.

Przecież zbawieni w niebie mogą pomagać bliskim na ziemi. Św. Teresa z Lisieux mówiła: moim niebem będzie dobrze czynić na ziemi.

Rozumiem, że tylko dusze w niebie mają możliwość oddziaływać na to, co na ziemi?

Znana jest opinia, że również dusze czyśćcowe pomagają żyjącym w doczesności, modlą się za nas.

A nie jest tak, że to one potrzebują naszej modlitwy?

Również. Ale czy to czyśćcowe wzrastanie w miłości nie polega też na tym, że pomaga się innym? Pamiętam, jak jeszcze na religii w szkole podstawowej siostra zakonna uczyła nas, że dusze czyśćcowe same sobie nie mogą pomóc, ale przez swe wstawiennictwo, mogą pomóc innym.

Tylko przez modlitwę? Pytam, bo wiele ludzi twierdzi, że czuje obecność zmarłych bliskich, że oni ich odwiedzają.

Trzeba uniknąć tanich sensacji i pomyłek. Ludzie są wyraźnie spragnieni kontaktów z bliskimi i nie ma się im co dziwić. Sam Chrystus te kontakty umacniał, przywracał przez uzdrowienia, wskrzeszając. Natomiast musimy wykazywać się roztropnością, żeby siebie i innych nie wprowadzać w błąd.

Czyli my o życiu po śmierci wiemy bardzo mało…

Bardzo mało w stosunku do stanu faktycznego, i bardzo dużo, wystarczająco, by ocenić jego wartość. Św. Paweł napisał, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co Bóg przygotował zbawionym. Mamy ważne przesłanie do interpretacji, np. gdy jest mowa o uczcie weselnej, o pięknym mieście, o nowym stworzeniu.

Niezwykła Tajemnica Wielkiej Nocy
archiwum Bóg nieskończenie nas przerasta. Mówiąc o zbawieniu, trzeba być ostrożnym, pokornym. I mieć zaufanie

To ostatnie odsyła nas do pytania o los także innych stworzeń (i znowu teologia zaprasza inne dyscypliny naukowe). Wiemy wystarczająco dużo, by ocenić, czy warto otworzyć się na dar życia wiecznego. Na pewno kluczem do poznania jest wiara. Jeśli jej zaufamy, a jednocześnie zgłębiamy teologię - do czego zachęcam - to nie jest dziedzina zarezerwowana dla nielicznych.

Ona się bardzo przydaje, szanując przy tym to, co wnoszą inne nauki, korzystając z ich dorobku. To wtedy ten cały obraz dotyczący śmierci, możliwości jakie wraz z nią się otwierają, całego życia doczesnego, zaczyna układać się w logiczną, fascynującą całość.

Owszem: całość wymagającą, podarowaną i pieczołowicie kształtowaną przez Tego, który jest pełnią miłości i życia i chce nimi obdarować, współdziałając z człowiekiem, na miarę swej nieskończonej, przerastającej nas hojności.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.