Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Mateusz i jego angielska szkoła

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodzinne
Gabriela Pewińska

Mateusz i jego angielska szkoła

Gabriela Pewińska

Mateusz, którego tata jest Brytyjczykiem, a mama Polką, jest bohaterem książek: „Mateusz w angielskiej szkole” i „Mateusz w prywatnej szkole angielskiej”. Rozmawiamy z autorką Aleksandrą Engländer-Botten.

Pani książki - „Mateusz w angielskiej szkole” czy „Mateusz w prywatnej szkole angielskiej” - pewnie przydałyby się mieszkającym w Wielkiej Brytanii Polakom, którzy nie wiedzą jeszcze, do jakiej szkoły posłać swoje dziecko. O szkolnym życiu w typowej angielskiej szkole opowiada, w pasjonujący, zabawny sposób pani syn - Mateusz. Jego tata jest Brytyjczykiem, mama - Polką. Ojczyznę swojego taty zdarza mu się nazywać Wielką Brytfanną...
Mateusz ma też młodszą siostrę - Julcię. W pierwszej książce jest jeszcze uczniem angielskiej szkoły publicznej. Potem zdecydowaliśmy, by przenieść go, wraz z siostrą, do szkoły prywatnej, gdzie dzieci mają więcej zajęć, także pozalekcyjnych.

W obu Mateusz czuje się jak ryba w wodzie. Jak narodził się pomysł napisania tych opowieści?
Mieszkałam już w Anglii, zanim Mateusz się urodził. Od lat prowadzę dziennik, zapisuję to, co obserwuję, czego doświadczam, analizuję, porównuję. Jak mogłoby być inaczej, jestem przecież doktorem inżynierii chemicznej. (śmiech) Moje życie w Anglii to małe laboratorium, a obserwacje i spostrzeżenia widziane z trzech różnych perspektyw: mojej, męża Anglika i dzieci, dają mi szansę badać różnice między dwiema kulturami, brytyjską i polską, tak jak reakcje między dwoma aktywnymi związkami.

Mateusz też ma swoje obserwacje.
Jest w przekazywaniu emocji świetny! Czułam, że muszę te jego szkolne historie zebrać w całość i wydać w formie książki. Niektóre dialogi są może lekko ubarwione, ale komentarze Mateusza są autentyczne, na przykład te dotyczące reakcji na moje całusy podczas odprowadzania go do szkoły...

Co czeka polskie dziecko w angielskiej szkole?

To instytucja przyjaźnie nastawiona do dziecka. Oczywiście, w stylu angielskim: na przykład uczniowie często - w młodszych klasach - piszą, siedząc na podłodze, jak gdyby to była zabawa. Czy jest to matematyka, czy też lekcja angielskiego, to podłoga, a nawet plecy kolegi są wygodnym miejscem do robienia notatek. Ale, z kolei, mimo tak liberalnego podejścia, nikt nie wypuści dzieci z klasy bez opieki osoby dorosłej. Bezpieczeństwo dziecka jest tutaj priorytetem. Bardzo to sobie cenię. Dzieci w angielskiej szkole przydziela się do różnych grup zainteresowań, w zależności od ich umiejętności i pasji. Na przykład dzieci zdolniejsze z matematyki pracują jako grupa „trójkątów”, te słabsze jako „kwadraty”, a najsłabsza grupa to „kółeczka”. Podobnie na zajęciach z angielskiego - będą „diamentami”, „rubinami” lub „szmaragdami”. Dzięki temu nie czują się gorsze ani lepsze. I co najważniejsze, z radością chodzą do szkoły!

Nawet w sobotę!
Zawsze też spotykają się z życzliwością nauczycieli, którzy w każdej sytuacji pomogą, wyjaśnią i pocieszą, kiedy jest potrzeba. Szczególnie jest to ważne w szkołach prywatnych, gdyż tam dzieci spędzają większość dnia.

Mają też pyszne obiady!
Lunch w prywatnej szkole to bajka! Mateusza wrażenia z pięknie wystrojonej jadalni szkolnej, podczas wizyty w dniu otwartym, były tak wspaniałe, że może zadecydowały o wyborze tej właśnie szkoły? „Mieliśmy do wyboru gorący obiad albo bufet. A ci bardziej głodni mogli zjeść, ile chcieli i na co mieli ochotę. Pani kucharka uśmiechała się do mnie zachęcająco, więc zdecydowałem się na gorący posiłek. Miałem do wyboru danie z mięsem albo wegetariańskie, do tego ziemniaki i różne warzywa. Na deser był wybór galaretek, kremów i ciasto. Objadłem się jak bąk. I jeszcze bardziej mi się tutaj spodobało”.

Dla wielu dzieci z polskich rodzin, mieszkających w Anglii, problemem, gdy pójdą do szkoły, będzie język. Mateusz, rozpoczynając naukę, znał angielski doskonale.
Podobnie jak Julka urodził się w Wielkiej Brytanii. Angielski był dla nich językiem ojczystym, polski zresztą też. Są dwujęzyczni. Ale kwestie językowe nie powinny budzić obaw polskich rodziców. W szkołach angielskich zatrudniono specjalnie przeszkolone osoby do pracy z polskimi dziećmi. Taka pomoc w pierwszych miesiącach zajęć bardzo się przydaje, zwłaszcza w dziedzinie nauki języka. Dotyczy to tak podstawowych, jak i średnich szkół.

Pisze Pani o świetnej atmosferze panującej w szkole, zwłaszcza w tej prywatnej. Udaje się zachować dyscyplinę?
Dyscyplina dotyczy na przykład szkolnego ubioru, jego częścią są… krótkie spodenki! Mateusz musi w nich chodzić cały rok, bez względu na pogodę! Nie byłam tym zachwycona, choć mój syn nie narzekał, ale widziałam po innych dzieciach, że zimno im doskwiera. Jednak nie okazywały tego, były wręcz dumne ze swego stroju! Spodenki to część składowa eleganckiego garnituru szkolnego noszonego przez pokolenia.

Mateusz, bohater obu książek, i jego siostra Julia
Archiwum rodzinne Mateusz i Julia w szkolnych mundurkach

Jaki jest poziom nauki w szkołach publicznych?
Nauczanie jest na porównywalnym poziomie, ale w szkole prywatnej uczniom poświęca się więcej uwagi. Klasy są mniejsze, od 10 do 15 osób, zamiast standardowych 30. Głównym atutem tych szkół jest to, że dzieci mają więcej dodatkowych zajęć. W szkołach osiedlowych dziecko wraca do domu o 15 i dalej już rodzic musi zdecydować, jak zorganizować mu czas. W szkole prywatnej dzieci uczą się do 18, wracają do domu już z odrobionymi pracami i zadaniami. Tak było właśnie w szkole Mateusza i Julii.

Nie czują się zmęczone?

Są zdrowo zmęczone. Głodne. Szczęśliwe! Poza tym szkoła prywatna szybko przyzwyczaja dzieci do tego, że dzień powinien być wypełniony albo pracą, albo zabawą i że na nudę nie ma czasu.

Są jakieś minusy prywatnej szkoły?

Wysokie czesne! O tym trzeba pamiętać, dokonując wyboru. Co ważne, wszystkie szkoły prywatne w Anglii bardzo stawiają na sport. Rezultaty treningów mogą zaprezentować podczas międzyszkolnych meczów. Dyscypliny preferowane w tych szkołach to krykiet, rugby czy piłka nożna. Moje dzieci wolały inne dyscypliny. Mateusz - lekkoatletykę, pływanie czy żeglarstwo. Ale uprawiając dyscypliny szkolne, na swoje ulubione nie miał już czasu. Nie miał też kiedy grać na pianinie czy skrzypcach, choć to była jego pasja. To nie dawało mi spokoju, dlatego - w książce już o tym nie napisałam - ale teraz mogę to wyznać, po pewnym czasie zabraliśmy Mateusza z prywatnej szkoły. Teraz uczy się w państwowej szkole średniej.

Może w kolejnych książkach sam już opisze swoje przygody?
Jest bardzo dociekliwy. Obie książki musiał osobiście autoryzować… Zwłaszcza zamieszczone w książkach zdjęcia. W drugiej sam wybierał słownictwo angielskie, które powinno być zamieszczone na ilustracjach tak, aby pomóc innym w nauce języka. Sprawdzał, czy łabędzie są na pewno czarne w sławnej rezydencji Winstona Churchilla i czy stroje do gier zespołowych wyglądają podobnie do tych, jakie on nosi każdego dnia. Ilustracje zostały zaakceptowane.

Julcia chodzi też do polskiej szkoły.
W soboty rano. Tam uczy się pisać, czytać. W Anglii jest sporo takich szkół. Wiele z nich przygotowuje polskie dzieci do matury. Bardzo mi zależy, by moje dzieci wychowane na angielskiej ziemi dobrze znały kulturę, język, tradycje swojej drugiej ojczyzny. Wbrew pozorom to nie jest powszechna postawa. Ale ja nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Do Polski, zwłaszcza do mojego rodzinnego Gdańska, jeździmy bardzo często. Dzieci uwielbiają spędzać tu wakacje.

Przed nami kolejna Pani książka.
Tym razem reporterska! To moje spostrzeżenia na temat życia w Wielkiej Brytanii. Trochę o sprawach zwykłych ludzi, o pracy, imprezach, emigrantach, ale też trochę wielkiej polityki, wszystko, czym żyją Anglicy, czyli „Moja Anglia”.

Mateusz, bohater obu książek, i jego siostra Julia

Aleksandra Engländer-Botten - absolwentka Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej, a także doktor inżynierii chemicznej University of Birmingham. Od kilkunastu lat mieszka w Anglii. Jej najnowsza książka to „Mateusz w prywatnej szkole angielskiej”, wyd. Novae Res, Gdynia 2016

gabriela.pewinska@polskapress.pl

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Gabriela Pewińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.