Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Dla niej taniec jest miłością i sensem życia

Czytaj dalej
Fot. Sylwia Dąbrowa/Polska Press Grupa
Natalia Dyjas

Dla niej taniec jest miłością i sensem życia

Natalia Dyjas

Zaczynała na parkiecie zielonogórskiej szkoły tańca Gracja. Hanna Żudziewicz wygrała ostatnią edycję „Tańca z gwiazdami”, a teraz szykuje się do... olimpiady

Jak to się stało, że dostałaś propozycję występu w „Tańcu z gwiazdami”, którego ostatnią edycję zresztą wygrałaś w parze z aktorem Robertem Wabichem?
Kiedy miałam dwadzieścia lat, przeniosłam się do Rumunii, by występować w tańcu standardowym z tancerzem z tego kraju. W Bukareszcie mieszkałam trzy lata, a gdy rozstałam się z partnerem, wyjechałam do Rosji... Byłam jednak za młoda, za długo przebywałam poza krajem i stwierdziłam, że muszę wrócić do Polski. I zbieg okoliczności. W dniu, w którym o tym pomyślałam, dostałam telefon z zaproszeniem na casting do „Tańca z gwiazdami”.

W ostatniej, wygranej edycji „Tańca z gwiazdami” partnerem Hanny Żudziewicz był aktor Robert Wabich...
Sylwia Dąbrowa/Polska Press Grupa W ostatniej, wygranej edycji „Tańca z gwiazdami” partnerem Hanny Żudziewicz był aktor Robert Wabich...

Najważniejsze, aby w tańcu dobrze się bawić. Taniec to przecież jest zabawa. To, że bez rytmu, to już mniej ważne...

Czyli przypadek?
Nie, w moim życiu nie ma przypadków. Jedno się kończy, drugie zaczyna. Postanowiłam, że wejdę w to i spróbuję czegoś nowego. I kolejny traf. Spotkałam tancerza Jacka Jeschke i stwierdziliśmy, że chcemy razem tańczyć turniejowo. Szkoda mi było jednak rezygnować z „Tańca z gwiazdami”, który bardzo polubiłam. Zaproponowałam Jackowi, aby również spróbował w nim swoich sił. Połączyliśmy taniec turniejowy i występy w programie. I tak każde z nas tańczyło z gwiazdą.

Tańczysz od szóstego roku życia. Zaczynałaś w Zielonej Górze?
W szkole tańca Gracja. Później była Warszawa. Bo to taniec w moim życiu dyktuje warunki. Po prostu uzależniłam się od niego i towarzyszy mi całe życie. Pamiętam, że już w liceum często opuszczałam lekcje, żeby tańczyć (śmiech). Nie wiem, czy moje życie bez tańca byłoby równie szczęśliwe... Ale dziś wiem, że nie potrafię go porzucić. Na dodatek lubię się rozwijać, ulepszać, każdego dnia.

Zielona Góra uchodzi za silny ośrodek tańca?
Oczywiście! Zielona Góra to miejsce, z którego pochodzi wielu wybitnych tancerzy. By wspomnieć chociażby o jurorze „Tańca z gwiazdami”, Michale Malitowskim (absolwencie animacji społeczno-kulturalnej, specjalizacja taniec na Uniwersytecie Zielonogórskim - dop. red.). On przecież pochodzi z naszego miasta. Moim zdaniem taniec jest tutaj bardzo popularny. Kto wie, może za jakiś czas do ekipy programu dołączą inni zielonogórzanie?

Mówisz, że taniec to ciężka praca. Warto?
Jedna osoba z produkcji „Tańca z gwiazdami” powiedziała, że moje wypowiedzi są jak czysta reklama tańca (śmiech). Pasjonuje mnie, nadaje sens życiu. Czasem są dni, że nie mam już siły na nic, ale idę i trenuję. Tylko, że później mam dzień wolnego i nagle... pustka. Idę gdzieś ze znajomymi, jest świetnie, ale czegoś mi brakuje. I mam wyrzuty sumienia, że nie trenuję. To jest jak uzależnienie i jestem uzależniona. Ale inaczej już nie umiem.

Wróćmy do tej ciężkiej pracy. Jak radzą sobie z nią gwiazdy? Tańczyłaś w programie z aktorem Mateuszem Banasiukium, a potem pięściarzem Marcinem Najmanem. Byłaś trenerką kickboksera Izuagbe Ugonoha...
Wszystkie gwiazdy, które przychodzą do programu mówią jedno: „Nie wiedziałem, że to jest tak trudne. Gdybym był tego świadom, nie wiem, czy bym się zdecydował”. Taniec jest sportem. To wysiłek psychiczny i ciężka, fizyczna praca. Przed finałem programu, na ostatnim treningu, skręciłam staw skokowy. Oczywiście zatańczyłam, bo jestem do tego przyzwyczajona. Kostka mi spuchła, poszłam do rehabilitanta. A on powiedział: „Kochana, ale ta kostka nie jest pierwszy raz skręcona. Skręciłaś ją minimum pięć razy. Widzę ślady”. Nawet o tym nie wiedziałam. Tańczyłam z tym bólem. Ale u nas to normalne. To jest wpisane w życie sportowca. Kontuzja, ból, cierpienie. Bez nich nie ma zwycięstwa. Bo gdyby to było takie łatwe, to każdy by wygrywał.

Ale pomówmy o gwiazdach…
Te, z którymi tańczę, też wkładają w to mnóstwo wysiłku. I mają problemy z kontuzjami, ze zmęczeniem, zastanawiają się: „Czy mi się uda? Trzy miliony widzów na mnie patrzy. Czy jak się pomylę, to wszyscy będą się ze mnie śmiali?”. Przeżywają to, jak my, zawodowcy. Muszę być dla takiej gwiazdy psychologiem. Sama jestem zmęczona, ale motywuję partnera, by nie bał się wystąpić. Niech każdy postawi siebie w tej sytuacji, kiedy robi coś pierwszy raz w życiu. A ponad trzy miliony ludzi go oceniają...

Czyli wykonujesz podwójną pracę, bo musisz zająć się sobą, ale jednocześnie nie pokazać słabości, żeby partner nie był przerażony?
Dokładnie tak! A Robert Wabich stres przyjmował źle i bardzo mocno musiałam go motywować. Jak wychodził na nagranie na żywo, mylił kroki, wypadał z rytmu. Musiałam w kilka sekund sprawić, by zatańczył dobrze. To jest więc nie tylko fizyczna, ale i psychiczna praca.

Jak wyglądał wasz dzień?
Z Jackiem (obecnym partnerem turniejowym - dop. red.) wychodzimy o 8.00, wracamy o 24.00. Czasem po dwa, trzy dni nie mieliśmy czasu na sen. To są trudne chwile. Niekiedy w piątek był program, a w sobotę tańczyliśmy turniej, samolot jest o szóstej rano, program zaś kończy się o północy, więc zanim zmyjemy makijaż, uczeszemy się... Następnego dnia powrót. To są trudne chwile, ale wychodzę z założenia, że jak nie teraz, to kiedy? Jestem młoda, daję radę, nie mam rodziny, więc mogę stawiać na karierę. Jak założę rodzinę, chciałabym żyć spokojniej. Ale teraz jestem w takim wieku, że stawiam na siebie i wykorzystuję to w stu procentach.

Wygrałaś najnowszą edycję „Tańca z gwiazdami”. Jeden z celów został osiągnięty. Jakie są kolejne?
Zbliżają się mistrzostwa świata, chcemy jeszcze zatańczyć turniej w Bułgarii, Słowenii i Norwegii. Cały czas się szkolimy. W czerwcu planujemy występ na World Games. To jest kluczowe wydarzenie dla dziedzin sportu, które chcą zostać dyscyplinami olimpijskimi. World Games pierwszy raz odbędą się w Polsce. I będzie to największa impreza sportowa w naszym kraju od czasu Euro 2012. Startuje w niej tylko jedna para z każdego kraju. Jesteśmy nominowani i od dwóch lat przygotowuje nas ministerstwo, bo jesteśmy najwyżej sklasyfikowaną polską parą w światowym rankingu. To dla nas olbrzymi zaszczyt, że możemy wystąpić. I szlifujemy formę, aby na tej olimpiadzie dać z siebie wszystko.

Mówiłaś o wsparciu psychicznym. Kto jest twoją podporą?
W tańcu towarzyskim jest o tyle łatwiej, że zawsze jesteśmy we dwójkę. Zawsze mam Jacka, a Jacek ma zawsze mnie. I myślę, że to jest najprzyjemniejsza część naszej pracy. Razem cieszymy się z wygranych, razem przeżywamy porażki. Obok ciebie jest osoba, z którą bardzo się zżyłeś. Wystarczy spojrzenie i już wiemy, o czym myślimy. Wsparciem są też nasi nauczyciele, którzy nas motywują, doradzają. Oczywiście jest rodzina, która trzyma kciuki. Śmieję się, że oni przeżywają to wszystko chyba bardziej od nas. Ale większość problemów rozwiązujemy sami.

A nauczyciele? Pomagają wam?
Mamy parę głównych, włoskiego i niemieckiego trenera oraz doradców, którzy też mają wpływ na nasz taniec. Poprawiają naszą technikę, przebieg ruchu, choreografię. Taniec jest taką dziedziną, że zawsze można coś poprawić. Nie można powiedzieć, że mistrz świata tańczy idealnie. Zawsze można lepiej. To jest właśnie najlepsze. Ciągły rozwój.

Zależało ci na wygranej w tym programie. Teraz się to udało. Co dalej?
Bardzo się cieszę, że wygrałam z Robertem Wabichem „Taniec z gwiazdami”. Udało się to dzięki widzom, bo to przecież oni głosowali. Jestem wszystkim bardzo wdzięczna, chciałabym za to podziękować, za każdy głos czy przychylne oko. Wygrana była niesamowitym uczuciem. Wierzę, że jeśli czegoś bardzo się chce i robi wszystko, aby to osiągnąć, to prędzej czy później się uda. Wiem, że każdy może tańczyć i nikogo nie można skreślać. Ale... Na starcie nawet nie marzyłam, że wygramy, że się uda. Wierzyłam jednak, że Robert może dobrze zatańczyć. I starałam się z całego serca i wszystkich sił tego go nauczyć. Jak widać, moje marzenia i jego chęci przerosły najśmielsze oczekiwania.

To jest pocieszenie dla tych, którzy nie mają poczucia rytmu...
(Śmiech) Najważniejsze, żeby w tańcu dobrze się bawić. Taniec to jest zabawa. To, że bez rytmu, to już mniej ważne. W programie powiedziałam do Roberta: „Nie chodzi o to, żebyś ty perfekcyjnie zatańczył. Oczywiście, uczę cię techniki, więc musisz słuchać tego, co mówię na sali. Najważniejsze jest jednak to, żebyś bawił się jak najlepiej. Bo jak się bawisz, to bawią się wszyscy dookoła ciebie”. Dla mnie Robert wygrał nie najlepszą techniką, pomimo tego, że był bardzo dobry technicznie, ale swoją osobowością. Ludzie pokochali go za to, jaki był - prawdziwy, nikogo nie udawał. Widzom się to spodobało, a są oni mądrymi obserwatorami. I wyczuwają fałsz. I bez tego ich wyczucia zapewne to wszystko by się tak nie skończyło.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Łódzkiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Łódzkiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Łódzkiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Natalia Dyjas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dzienniklodzki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.